Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Zielona Mila”

„Zielona Mila” to film zrealizowany na podstawie powieści Stephena Kinga pod tym samym tytułem. Strażnik więzienny w Death Row zauważa, że wielki murzyn, którego ostatnio skazano na krzesło elektryczne za zabójstwo dwóch dziewczynek, posiada zdolności uzdrawiające.

Wiadomo, że jeśli King coś napisze, to nie jest to gniot. Mówiłem to już wiele razy, i powtarzam raz jeszcze. Autor ten jako jeden z niewielu nie zaliczył chyba nigdy żadnej większej pisarskiej wtopy, a Zielona Mila jest jednym z jego ciekawszych dzieł. Tak więc historia Kinga, w połączeniu z reżyserią Darabounta (który zekranizował także inną powieść autora – Skazani na Shawshank) po prostu nie może być klapą.

I nie jest. „Zielona Mila” to chyba najbardziej poruszający i wzruszający film, jaki udało mi się do tej pory zobaczyć. Podczas oglądania w widzu budzi się złość, zrezygnowanie i współczucie – nie oszczędzono scen dołujących i przykrych. Są one jednak oddzielane ciekawymi momentami humorystycznymi (jak na przykład większość scen z nowoprzybyłym narkomanem). Napięcie i nerwy są, ale w przyzwoitej ilości. Oglądając film trudno nie poczuć typowego dla Kinga klimatu.

Pod względem technicznym, „Zielonej Mili” również nie można nic zarzucić. Film zdobył nagrodę za najlepszy dźwięk, a więc pod tym względem trudno się dłużej rozpisywać. Dźwięk i muzyka stoją na dobrym, wysokim poziomie.

Kolejną niezaprzeczalną zaletą „Zielonej Mili” jest gra aktorska. Nie wspomnę już o panu Duncanie, który otrzymał nagrodę za najlepszą rolę drugoplanową. Tom Hanks po raz kolejny pokazał klasę, i znakomicie zagrał postać pierwszoplanową – głównego nadzorcę więziennego bloku E. Same postacie odgrywane przez aktorów są dobrze zarysowane – ale to już właściwie robota Kinga. Najciekawszą z nich jest oczywiście sam John Coffey, bojący się ciemności czarnoskóry człowiek z darem uzdrawiania. Używa on swoich nandaturalnych zdolności niejednokrotnie. Nie kwestionuje też wyroku śmierci, który został na niego nałożony niesłusznie. Mówi, że na świecie jest wiele zła, i że odchodzi do lepszego świata…
„Zielona Mila” to potwornie długi film. Oglądając go w telewizji, zająłem sobie czas od godziny 21:00 aż do 1:00… jeśli nie liczyć reklam, obraz trwa nieco ponad trzy godziny. Daje się to we znaki podczas oglądania, tak więc „Zielona Mila” to film raczej dla osób cierpliwych. Innym polecam obejrzenie wersji nad DVD, w ktorej to w każdej chwili można przyspieszyć akcję lub zmienić scenę.

Podsumowując, „Zielona Mila” to film wybitny, który jako jedyny wśród tych które widziałem wzbudził we mnie tak wiele mieszanych uczuć. Ogromna ilość zalet neguje fakt, że w pewnych momentach „Zielona Mila” dłuży się niemiłosiernie. Polecam wszystkim miłośnikom dobrych thrillerów i czytelnikom dzieł Kinga.

Tytuł: Zielona Mila
Tytuł oryginału: The Green Mile
Reżyseria: Frank Darabont
Scenariusz: Frank Darabont
Muzyka: Thomas Newman
Data premiery: 2000-03-24 (Polska) , 1999-12-06 (Świat)
Czas trwania: 180 minut
Kraj: USA
Obsada: Tom Hanks, David Morse, Bonnie Hunt, Michael Duncan

Ocena: 9/5

Dyskusja