Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Ziemiomorze”

Z wielką ciekawością zasiadłem do oglądania filmowej adaptacji dzieła Ursuli Le Guin, z ciekawością, ale i obawą: jak oni to zrobią, czy nie przeinaczą, czy po prostu nie zrobią przysłowiowej kiszki. Na wstępie powiem, że nie zawiodłem się, podobało mi się, a oto dlaczego…

Fabuły chyba nie muszę przedstawiać, bo każdy kto czytał książkę doskonale wie o co chodzi. Dla niezorientowanych powiem tyle: czarodziej Ged wyrusza na poszukiwania zaginionego amuletu Erreth-Akbe, który scali rozdarte wojną Ziemiomorze. Odsyłam również do recenzji mojego autorstwa w dziale o książkach (a najlepiej to sami przeczytajcie dzieło, bo naprawdę warto).

Jak wiadomo adaptacje rządzą się swoimi prawami i należy twórcom niektóre rzeczy wybaczyć, np. rezygnację z niektórych wątków, bo umieszczenie wszystkich w scenariuszu byłoby po prostu niemożliwe. Tutaj skupiono się na przedstawieniu dwóch pierwszych części sagi („Czarnoksiężnik z Archipelagu” i „Grobowce Atuanu”), a główną osią wydarzeń jest wojna z Kargadem i próba odnalezienia wspomnianego magicznego amuletu. Filmowcy wiele rzeczy uprościli i zmienili w stosunku do pierwowzoru, co chwilę mówiłem znajomym „a w książce to wcale nie było tak tylko tak”. Generalnie nie było to dla mnie jakąś wielką wadą, wystarczyła mi świadomość, że wiem jak powinno być naprawdę, a film przez to nie był zbyt zagmatwany. Wszystkie pokazane wątki są klarowne i nawet bez czytania można się w fabule spokojnie połapać – dlatego właśnie napisałem, że nie przeszkadza mi przeinaczanie i skracanie, tutaj jest całkowicie uzasadnione.

Gra aktorska jest dobra, podobała mi się, przy czym występują tu raczej aktorzy z drugich a nie pierwszych stron gazet (no może oprócz pięknej, sławnej i utytułowanej Isabelli Rossellini; również Danny Glover jako Ogion, lecz niewiele go widać na ekranie). Mało ograne twarze świetnie się sprawiły w tej typowo telewizyjnej produkcji. Efekty specjalne stoją na średnim poziomie, często widać granicę między rzeczywistością, a komputerową doróbką i jest to chyba najsłabsze ogniwo filmu. Jednak kto by się tu skupiał na f/x, wszak są one tylko koniecznym i mało ważnym uzupełnieniem obrazu. Natomiast jeśli chodzi o oprawę dźwiękową to twórcom należą się brawa – bardzo ładne melodie świetnie komponują się z wizją, odpowiednio podkreślając klimat sytuacji. Zawsze zwracam szczególną uwagę na muzykę w filmie i tym razem nie zawiodłem się.

Muszę Wam powiedzieć o jeszcze jednej rzeczy, która mi się tu podoba: szczególny sposób kamerowania, nie wiem czy jest to kwestia nałożenia jakiś filtrów czy specjalnej taśmy, ale ekran w wielu ujęciach jest leciutko rozmyty a kolory pastelowe, co tworzy złudzenie oglądania jakiejś baśni, legendy – efekt taki czasem można zobaczyć w starszych filmach, taka „mistyczna mgiełka tajemniczości”. Jest to fajny zabieg przywodzący mi na myśl takie hity jak „Merlin” czy „Excalibur”.

Reasumując, zachęcam was do obejrzenia „Ziemiomorza”, ponieważ jest to kawałek naprawdę przyjemnego, ciepłego kina fantasy. Ortodoksyjni fani „Le Głinki” mogą czuć się zawiedzeni, lecz jest to nieuniknione (mamy w pamięci wzburzenie fanów Tolkiena po premierze „Władcy Pierścieni” Petera Jacksona), za to reszta widzów na pewno się nie rozczaruje. Jeżeli jeszcze nie czytaliście powieści to mam nadzieję, że dzięki ekranizacji sięgniecie po książkę.

Tytuł: Ziemiomorze
Tytuł oryginału: Legend of Earthsea
Reżyseria: Robert Lieberman I
Scenariusz: Gavin Scott
Data premiery: 13-12-2007 (świat)
Czas trwania: 90 minut
Kraj: USA
Obsada: Kristin Kreuk, Shawn Ashmore, Chris Gauthier, Jennifer Calvert, Isabella Rossellini, Mark Hildreth, Danny Glover

Ocena: 8/5

Dyskusja