Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja książki „Harry Potter i Czara Ognia”

Tuż przed napisaniem tej recenzji obiecałem samemu sobie, że we wstępie nie będę się po raz kolejny rozpisywał na temat sukcesu, jaki na całym świecie odniósł bohater wykreowany przez Joanne Kathleen Rowling. Dlatego też pomijając całą tę gadkę o potterowym fenomenie powiem tylko, że lektura czwartego tomu przygód małego czarodzieja nie była dla mnie łatwa. Z najrozmaitszych powodów, czytanie tej książki zajęło mi nieco ponad dwa tygodnie. Niemniej jednak jestem w stanie stwierdzić, że „Czara Ognia” pod żadnym względem nie ustępuje swoim poprzedniczkom.

Pierwsze kartki powieści, jak już zostałem do tego przyzwyczajony, opisywały przebieg wakacji letnich Harry’ego w świecie mugoli, u Dursley’ów. Tym razem jednak nie spędza u znienawidzonego wujostwa całych dwóch miesięcy. Pod koniec wakacji zostaje bowiem zaproszony przez rodzinę Weasley’ów na mistrzostwa świata w quidditchu. Wielkie czarodziejskie wydarzenie zostaje jednak zakłócone przez pewne niewyjaśnione zjawiska. Na niebie pojawia się Mroczny Znak, znak lorda Voldemorta. Może to oznaczać tylko jedno – Czarny Pan ma się coraz lepiej i już niedługo odzyska wystarczająco dużo sił, by stanąć oko w oko z tym, który oparł się jego potędze przed czternastoma laty.
W Hogwarcie natomiast trwają przygotowania do Turnieju Trójmagicznego. Do szkoły przybywają reprezentacje szkół francuskich i bułgarskich. Zgodnie z planem, Czara Ognia ma wytypować trzech reprezentantów z każdej ze szkół, wraz z Hogwartem. Niespodziewanie czwartym, nadregulaminowym uczestnikiem turnieju zostaje Harry Potter. Nikt nie wie, w jaki sposób udało mu się ominąć zabezpieczenia Czary. Harry wie jednak, że ktokolwiek zgłosił go do udziału w niezwykle niebezpiecznych konkurencjach turnieju, najprawdopodobniej pragnął jego śmierci.

„Harry Potter i Czara Ognia” różni się wyraźnie pod jednym względem od swoich poprzedniczek. Najnowszy tom przygód Pottera nabiera mroku i tajemniczości. Dużo tu intryg i knowań, pełno nieoczekiwanych, zwykle niekorzystnych dla bohaterów powieści zwrotów akcji. Znalazło się też miejsce na kilka niewyjaśnionych zaginięć oraz zabójstw. Gołym okiem widać więc, że Rowling pisała ten tom z myślą o nieco starszych czytelnikach. Niemniej, pozostało dużo cukierkowości i baśniowości. Takie umiarkowane 'umrocznienie' książki uważam za dobry pomysł.

Mimo, iż wraz z czwartym tomem cykl nabrał tragizmu, pani Rowling pisze niezmienionym, prostym i nieskomplikowanym stylem. Na tyle prostym, by lektura nie okazała się zbyt ciężka nawet dla najmłodszych czytelników. Autorka po raz kolejny opowiedziała ciekawą i spójną historię. Tym razem jest ona bardziej skomplikowana i pokręcona, ale przy tym ciągle zrozumiała i łatwo przyswajalna nawet dla dzieci. Jak zwykle każde z opisanych wydarzeń ma mniejszy lub większy wpływ na ogólną fabułę, a więc na tych niespełna ośmiuset stronach, jakie liczy strona, nie uświadczymy tak zwanego 'lania wody'.

W „Czarze Ognia” pojawia się kilku nowych, całkiem ciekawych bohaterów. Przede wszystkim – reprezentanci szkół. Wiktor Krum z Bułgarii oraz Fleur Delacour z Francji. O ile ten pierwszy jest człowiekiem z krwi i kości, takim, którego łatwo moglibyśmy sobie wyobrazić, o tyle Fleur została zaprojektowana nieźle, jednak autorka niedostatecznie ją opisała. Pojawia się ona w książce tylko kilkakrotnie, a nawet wtedy nie ma większego wpływu na przebieg opisywanych wydarzeń. Z drugiej strony, mógł to być celowy zabieg, bowiem po przybyciu do Hogwartu sprawiała wrażenie zamkniętej we własnym świecie i niedostępnej dla innych. Tradycyjnie, Rowling zaserwowała nam nowego nauczyciela obrony przed czarną magią. Tym razem jest to niezwykle ciekawy i intrygujący profesor Moody, zwany Szalonookim. Dlaczego tak? Ano dlatego, że jedno z jego oczu jest magiczne, a on sam potrafi obserwować nim to, co dzieje się za jego głową, jak i patrzeć przez peleryny-niewidki. Ostatecznie, mamy też dziennikarkę Ritę Skeeter. Kobieta ta będzie wielokrotnie wchodziła w paradę głównym bohaterom, wypisując o nich w Proroku Codziennym rozmaite nieprawdzwiwe informacje. Dojdzie do tego, że z Hermioną będą okazywały sobie wzajemnie otwartą wrogość. Niewątpliwie, postacie drugoplanowe to jedna z najmocniejszych stron czwartego tomu przygód Pottera.

Jeszcze parę słów na temat polskiego wydania. Wyglądem książka wcale nie przypomina lektury dla dzieci. Liczy sobie bowiem 768 stron. Niemal osiemset stron, na których nie dostrzegłem właściwie żadnych literówek czy błędów stylistycznych bądź gramatycznych. Tradycyjnie na końcu zamieszczony został słowniczek opracowany przez tłumacza książki. Czcionka jest duża i wyraźna, dzięki czemu ból oczu nie dokuczał mi nawet kiedy czytałem książkę późną nocą przy słabym oświetleniu. Okładka natomiast nie jest utrzymana w odcieniach czerwieni, tak jak to było dotychczas, ale w kolorze zielonym. Ogólnie rzecz biorąc, Media Rodzina wykonało kawał solidnej roboty.

„Harry Potter i Czara Ognia” to książka dobra, znacznie lepsza od swoich poprzedniczek. Zaręczam, że żaden miłośnik przygód Pottera nie poczuje się zawiedziony. Antyfanów nie będę zachęcał do lektury, bo wiem, że nie przekonają ich żadne, nawet najszczersze moje słowa. Czwarty tom przygód Harry’ego serdecznie wszystkim polecam, a tymczasem biorę się za czytanie Eragona.

Ocena: 8/10

Wydawnictwo Media Rodzina

Tytuł: Harry Potter i Czara Ognia
Tytuł oryginału: Harry Potter and the Goblet of Fire
Autor: J.K. Rowling
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski
Rok wydania: 2001
Ilość stron: 768
ISBN: 83-7278-021-8
Cena: 39,00zł

Dyskusja