Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja książki „Klątwa chaosu”

Za czytanie ostatniego tomu „Pięcioksiągu Cadderly’ego” zabrałem się w kilka minut po ukończeniu „Zdobytej Fortecy”, a więc czwartej z pięciu zaplanowanych powieści. Poszczególne książki z cyklu prezentowały zupełnie różny poziom – była dobra „Kantyczka” i jeszcze lepsze „Mroki Puszczy”. Później przyszła kolej na słabiutkie „Nocne Maski” i niewiele lepszą „Zdobytą Fortecę”. Z zadowoleniem mogę jednak stwierdzić, iż ostatni tom jest znacznie lepszy aniżeli trzeci lub czwarty – Salvatore nie osiągnął geniuszu, ale ostatnią książkę pięcioksiągu czyta się niemal tak samo przyjemnie jak pierwszą czy drugą.

Kapłan Cadderly, po zwycięskiej walce ze swoim ojcem Aballisterem i unicestwieniu Zamczyska Trójcy, udaje się wraz z przyjaciółmi w powrotną podróż do Biblioteki Naukowej. Gdy dociera na miejsce, okazuje się, że świątynia została zbeszczeszczona. Wkrótce przekonuje się, iż jego największym wrogiem stał się ktoś, kogo nigdy by o to nie podejrzewał. Cadderly odparł atak Aballistera na bibliotekę. Odparł armię goblinoidów w puszczy Shilmista. Pokonał Nocne Maski. Zniszczył Zamczysko Trójcy. Jednak teraz będzie musiał stawić czoła wampirom i hordom uległych im nieumarłych…

W „Klątwie Chaosu” nie mamy do czynienia z żadnymi nowymi bohaterami, którzy mieliby dla powieści jakieś większe znaczenie. Głównym złym okazuje się Kierkan Rufo. Niegdyś chuderlawy, mizerny klecha, staje się teraz niezwykle potężną istotą. Tak potężną, że pod jego dowództwo oddaje się dotychczasowy dziekan biblioteki, Thobicus. W „Klątwie Chaosu” większe znaczenie będzie miała postać kapłanki Histry, która również wybiera ciemną stronę mocy. Pewną rolę odegra też czarodziejka Dorigen. Droga, jaką sobie obrała, była dla mnie sporym zaskoczeniem. Do ostatniej chwili byłem pewien, że zmieni ona niespodziewanie swój tok postępowania. Nie stało się tak… i moim zdaniem to dobry zabieg. Osoby, które książkę już przeczytały, wiedzą, co mam na myśli. Pozostałym nie będę tego szczegółowo wyjaśniał, po co bowiem spoilerować w recenzji. A nóż widelec zepsuję komuś przyjemność z czytania. Tak czy inaczej, bohaterowie „Klątwy Chaosu” jak na standardy FRowskie są nad wyraz interesujący.

Ogólnie rzecz biorąc, „Klątwę Chaosu” czyta się zaskakująco przyjemnie. Lektura nie skłania to jakichś głębszych przemyśleń, a co najwyżej do pobieżnych rozważań. Akcja posuwa się do przodu w dość szybkim tempie, dzięki czemu podczas czytania trudno się nudzić. Powieść tę pochłania się bardzo szybko. Wprawny czytacz ‚połknie ją’ w kilka godzin. Na nieszczęście, owe kilka godzin po raz kolejny obfitować będzie w rozmaitej maści starcia i walki. To poważny minus. Salvatore ma tendencję do przesadzania z opisywaniem walk. Owszem, robi to całkiem nieźle, opisy są szczegółowe i nie brakuje im polotu. Mimo to, po pewnym czasie coraz to kolejne krwawe jatki zaczynają po prostu nudzić i wspomniane dobre opisy po prostu się omija. Bo i po co po raz pięćdziesiąty czytać, jak to Ivan i Pikel rozłupują głowy zombim, tym bardziej, że robią to praktycznie co chwilę… Ogólnie, walk jest dużo mniej niż w „Zdobytej Fortecy”… ale dla mnie to i tak za wiele.

Co do jakości wydania… nie wiem jak prezentuje się nowe wydanie książki. Osobiście posiadam tylko te stare, jeszcze z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Jest to niewielkich rozmiarów książeczka, z okładką koloru kremowego i diabelsko małą czcionką. Właśnie owa czcionka przyprawiała mnie o irytację. Literki są stanowczo za małe. Na tyle małe, by spowodować u mnie ból oczu już po kilkudziesięciu stronach. Cała książka liczy ich sobie dwieście sześćdziesiąt cztery (oczywiście stron, a nie liter ;)). Cena starego wydania wynosi czternaście złotych, a więc prawie dwukrotnie mniej niż w przypadku wydania zeszłorocznego.

Podsumowując, Salvatore po nieudanych „Nocnych Maskach” i „Zdobytej Fortecy” napisał niemal równie dobrą jak „Kantyczka”. Uratowało to w moich oczach całą serię. Pozostanie niedosyt po nieudanym trzecim i czwartym tomie. „Klątwę Chaosu” oceniam na szóstkę w dziesięciostopniowej skali. Ogólnie jednak oddano w moje ręce trzy przyzwoite i dwie zupełnie nieudane książki. W takim wypadku nie pozostaje mi nic innego, jak ocenić całą serię na 5/10.

Wyd. ISA

Ocena książki: 6-/10
Ocena całego cyklu: 5/10

Tytuł: Klątwa Chaosu
Tytuł oryginału: The Chaos Curse
Autor: R.A. Salvatore
Tłumaczenie: R. Lipski
Rok wydania: 1997
Ilość stron: 264
ISBN: 83-902153-5-7
Cena: 35,00zł

Dyskusja