Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja książki „Tłumacz”

Po „Tłumacza” sięgnąłem zachęcony opiniami na internetowych forach poświęconych science-fiction. Jednocześnie był to mój pierwszy kontakt z twórczością Briana Aldissa.

Książka ta została wydana już ponad piętnaście lat temu. Nic więc dziwnego, że wyszukiwarka Google potrafiła znaleźć jedynie oferty antykwariatów, kiedy o te dzieło zapytałem. I właśnie w antykwariacie „Tłumacza” nabyłem tę książkę.

Pan Aldiss opisuje losy Ziemi podbitej przez Cywilizację Galaktyczną. Zdobywcy żyją w hermetycznych miastach wykorzystując ludzi i zasoby materialne planety. Nagle pojawia się inspekcja w celu sprawdzenia zarzutów postawionych nieuczciwemu Gubernatorowi. Będzie to dla ziemian okazja do zelżenia niedoli lub całkowitego wyzwolenia.

Fabuła jest nawet ciekawa, choć mówiąc szczerze trudno mi ją oceniać, gdyż „Tłumacz” jest pierwszą książką science-fiction jaką udało mi się przeczytać. W każdym bądź razie, czytając to dzieło natknąłem się na sporo nieoczekiwanych zwrotów akcji, dzięki czemu fabuła była naprawdę trudna do przewidzenia.

Na początku „Tłumacz” nudzi. Po prostu nie wiadomo o co w tym wszystkim chodzi. Sytuacja rozjaśnia się po przeczytaniu 1/3 książki. Autor niedostatecznie opisuje rasy zamieszkujące Galaktykę – kilka zdań na temat stworzeń będących głównymi bohaterami powieści nie wystarczyło mi, bym mógł wykreować w wyobraźni wizję tych ciekawych istot, jakimi bez wątpienia są Starjjanie. Jedynie ilustracja na okładce dała mi dostateczny wgląd na cechy zewnętrzne stworów zamieszkujących obce planety.

Później robi się coraz ciekawiej. Briana Aldissa cechuje dość ciekawy styl pisania. Buduje zdania różnej długości, choć przeważają wielokrotnie złożone. Czyta się to średnio przyjemnie, ale z pewnością nie przeszkadza to w jakimś większym stopniu.

Do jakości wydania „Tłumacza” mógłbym się przyczepić. Fakt, książka pojawiła się na rynku już dość dawno temu, jednak powinienem oceniać ją według dzisiejszych standardów i tak zrobię. No więc – okładka jest miękka – podobne znajdują się na 32-kartkowych zeszytach szkolnych. Ilustracja mimo, że daje wgląd na typowego Starjjana, jest już nie z tej epoki. „Tłumacza” można nazwać mikropowieścią, gdyż liczy sobie jedynie 96 stron. Czcionka jest mała, a poza tym w trakcie czytania można się natknąć na masę literówek – choć jak zwykle zaznaczam, że literówki raczej nie psują mi przyjemności z czytania, czy to w przypadku „Tłumacza”, czy jakiejkolwiek innej książki – no chyba że jest ich naprawdę dużo. W dziele Aldissa jest ich sporo, ale nie zwracałem na nie szczególnej uwagi.

„Tłumacz” to mikropowieść dobra. Czyta się ją dość sprawnie i przyjemnie, jeśli nie zwrócić uwagę na jakość wydania (co i tak jest usprawiedliwione z racji ‚wieku’ książki) oraz styl autora, który nie każdemu przecież musi odpowiadać. Tak czy siak sądzę, że jest to utwór udany i mogę go polecić wszystkim miłośnikom science-fiction.

Ocena: 7/10

Tytuł: Tłumacz
Tytuł oryginału: The Interpreter
Autor: Brian Aldiss
Korekta: Ewa Borowiecka
Data wydania: 1990
Ilość stron: 96
ISBN: 83-03-02977-0
Cena: 7,00zł (za taką cenę nabyłem w antykwariacie – książka została wydana w nakładzie 50.000, tak więc w antykwariatach, niektórych księgarniach oraz bibliotekach zapewne będzie można ją znaleźć)
Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza

Dyskusja