Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja książki „Wrota Baldura 2 – Cienie Amnu”

Smutnym faktem jest, że większość książek opisujących świat Zapomnianych Krain to literatura nienajwyższych lotów. Powieści pisane są bez polotu, raczej na ilość, aniżeli na jakość, i skierowane są do masowego, amerykańskiego odbiorcy. Kontynuacja „Wrót Baldura” Philipa Athansa nie stanowi w wyjątku. To kolejna pisana bez ładu i składu szmira, nie warta czasu i pieniędzy na nią poświęconych.

Fabuła przedstawia się identycznie jak w grze komputerowej o tym samym tytule. Bhaal umarł, jednak jego wyznawcy chcą przywrócić go do życia. Imoen oraz Jaheira zostają uwięzione w nieznanym miejscu przez nieznanego sprawcę, a Abdel Adrian, jeden ze śmiertelnych potomków Bhaala, zmuszony jest je ratować. Wkrótce okaże się jednak, że porwanie kobiet związane jest w pewien sposób z mrocznym dziedzictwem młodego najemnika.

Opisywanie moich wrażeń związanych z lekturą „Wrót Baldura II” zacznę może od pewnego bardzo istotnego faktu. Otóż, do książki tej podchodziłem już trzykrotnie. Za każdym razem odkładałem ją na półkę po przeczytaniu kilkudziesięciu stron. Dodać muszę, że było ładnych parę lat temu, kiedy to jeszcze mój gust odnośnie literatury nie był jeszcze wykształcony w takim stopniu jak teraz. Zanim trzy dni temu ponownie ująłem do ręki książki Athansa, zadałem sobie zasadnicze pytanie. Skoro będąc dwunastoletnim miłośnikiem Zapomnianych Krain nie mogłem przebrnąć przez dwieście osiemdziesiąt stron tej męczarni – to jakim cudem, do licha, ma mi się to udać teraz? Nie potrafiłem sobie na to pytanie odpowiedzieć, mimo to z pozytywnym nastawieniem do sprawy rozpocząłem lekturę.

Podobnie jak pierwszy tom, także „Cienie Amnu” stanowi jedną wielką bezmyślną sieczkę, zupełnie pozbawioną sensu, fabuły i polotu. Nie no, fabuła w sumie jest – ale jeśli dobrze się przyjrzeć, nie dogrywa tutaj większej roli. Tak samo jak to było ostatnim razem, Philip Athans rozpisał kilkanaście, a może i kilkadziesiąt walk (co i tak zrobił w nienajlepszym stylu), po czym skleił to wszystko w całość i wplótł w fabułę książki opowiadającej o pomazańcu Bhaala. Ciekaw jestem, czy autor zanim wydał swoje ‚dzieło’, przeczytał je choć raz. Mnie w każdym razie wydawało się, że nie – gdyż drugiego tomu Wrót Baldura po prostu nie da się czytać.

Athans kreuje nieprzekonywujące, sztuczne i sztampowe postacie, które niczym czytelnika nie zaskakują. Mimo, iż w którymś momencie próbował zafundować Abdelowi wewnętrzne rozterki i przemyślenia na temat swojego postępowania oraz sensu życia, to i tak zrobił to nad wyraz nieudolnie i nieciekawie. R.A. Salvatore pisze kiepsko, ale pamiętniki Drizzta, które umieszcza w swoich książkach stanowią w porównaniu z rozterkami dziecka Bhaala prawdziwe dzieło sztuki. Podobnie jest z wątkiem miłosnym, który zostaje w powieści Athansa spłycony tak, jak to tylko możliwe. Nie ma się co rozczulać i trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – Athans powinien albo solidnie nad sobą popracować, albo rzucić precz pisarskie rzemiosło.

„Wrota Baldura II: Cienie Amnu” to książka, której nie polecam nikomu. Jedynym jej plusem jest fakt, iż może stanowić doskonały prezent dla nielubianego kolegi. Jeśli tylko chcecie wzbudzić w kimś ogrom negatywnych uczuć – poderujcie mu tę książkę i upewnijcie się, że owy ktoś przeczyta ją do końca. O ile wcześniej nie umrze z nudów.

Ocena: 1-/10

Tytuł: Wrota Baldura II: Cienie Amnu
Tytuł oryginału: Baldur’s Gate II: Shadows of Amn
Autor: Philip Athans
Wydawnictwo: ISA
Tłumaczenie: Piotr Kucharski
Ilość stron: 288
Rok wydania: 2000
ISBN: 83-87376-22-1
Cena: 20,00zł

Dyskusja