Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wielka-Mała tajemnica – recenzja książki „Imprimatur”

„Rzym. Rok 1683. W pewnej gospodzie w tajemniczych okolicznościach zapada na dziwną chorobę jeden z gości. Trucizna czy dżuma? W obawie przed epidemią podróżni zostają poddani kwarantannie. Wtedy okazuje się, że żaden z nich nie jest tym, za kogo się podaje: francuski muzyk, medyk z Toskanii, piękna kurtyzana, a także opat Atto Melani. To on wszczyna śledztwo, w trakcie którego wprowadza swego ucznia, karłowatego posługacza z gospody, w sekrety dyplomacji i polityczne intrygi dworu królewskiego. Podczas gdy oblężony przez Turków Wiedeń czeka na odsiecz Jana III Sobieskiego, w Rzymie zostają odkryte elementy zbrodniczej układanki.” Taka oto formuła widnieje na tyle powieści autorstwa dwójki włoskich dziennikarzy. Ta „zbrodnicza układanka”, to historia, która rzuca cień na kilka wielkich person tamtego okresu… ale po kolei.

Książka zaczyna się dość nietypowo, bo od listu datowanego na 14 lutego 2040 roku. W liście tym pewien duchowny pisze do Sekretarza Kongregacji do Spraw Świętych o rękopisie, który przesłała mu dwójka jego znajomych. Rękopisem tym ma być pamiętnik, a w zasadzie jego część, traktujący o zdarzeniach w pewnej gospodzie. Pamiętnik przetworzony przez autorów rękopisu, którymi są Rita Monaldi oraz Francesco Sorti. Autorzy powieści umiejscawiają się w niej sami, co jest dość ciekawym zabiegiem, ale moim skromnym zdaniem, zupełnie niepotrzebnym. Osobiście po prostu nie lubię takich rozwiązań.

Niestety, w wielu przypadkach widać, że autorzy to dziennikarze, a nie pisarze z prawdziwego zdarzenia. Wielokrotnie narracja staje się chaotyczna, a wzorowany na kronikarskie sprawozdanie opis akcji często traci ten charakter. Wiele wątków pojawiających się w powieści pozostaje niedokończonych, często urywają się one zupełnie bez powodu. Można mieć też zastrzeżenia do postaci – są one niewiarygodne psychologicznie. Najwyraźniej widać to na przykładzie muzyka Devizego oraz Poszukiwaczy Relikwii.

Akcja jest właściwie podzielona na dwie płaszczyzny – jedna z nich rozgrywa się za dnia, druga w kolejnych nocach. W nocy bohaterowie schodzą do podziemnych tuneli, aby rozwiązywać zagadkę tajemniczego zabójstwa. Jednak sposób w jaki to robią jest absolutnie nielogiczny. Ukryte przejście znajduje się za szafą, a gdy Melani oraz narrator pamiętnika pierwszy raz je znajdują, wiedzą, że było ono już wykorzystane. Niech mi ktoś wytłumaczy, jak pierwszy, który tam wszedł, zasunął drzwi szafą po tym jak już znalazł się po drugiej stronie? A wiemy, że nie miał żadnego pomocnika… Zresztą bohaterowie też się tym nie kłopoczą. Gdy śledzą podejrzanego natomiast, w ogóle się nie przejmują zachowaniem milczenia. Opat Melani wciąż opowiada młodemu pomocnikowi różne historie, co trwa niebywale długo w porównaniu do przemierzonej odległości… Takich niedopracowanych rzeczy mógłbym jeszcze wiele wymienić.

Powieść została przetłumaczona na 19 języków i wydana w 44 krajach a na całym świecie sprzedano ponad 1 200 000 egzemplarzy. Jedyny powód tej popularności jaki przychodzi mi do głowy to towarzysząca dziełu atmosfera odkrywania jakiegoś wielkiego sekretu i tajemnicy historii Europy. Owszem, odkryte przez bohaterów tajemnice są dosyć niebezpieczne i rzucają cień na wiele historycznych postaci, ale na pewno nie jest to jakaś wielka tajemnica. Wnioski do których dochodzi opat nie zaskakują. Byłem bardzo zawiedziony tym faktem.

Ciekawie rozwiązany jest jedynie fakt, że obecność większości osób w gospodzie jest bardzo uzasadniona. Są one prawie wszystkie połączone wspólnymi interesami, a jednocześnie każdy udaje, że nic nie wie. Jednak i ten pomysł uważam za zmarnowany. Nie zostaje on w książce odpowiednio (na mój gust) rozwinięty.

Historia przedstawiona w „Imprimatur” jest nieźle nakreśloną intrygą kryminalno-szpiegowską, ale niedostatki autorów bardzo psują ten dobry efekt. Jest to tego typu książka, którą można przeczytać, ale niekoniecznie trzeba. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest ona bardzo przereklamowana.

Dyskusja