Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zemsta, miłość i obowiązek – recenzja książki „Opowieści rodu Otori”

Ostatnimi czasy zapanowała w Polsce swoista moda na literaturę dalekowschodnią. Coraz chętniej tłumaczone są powieści autorów chińskich, koreańskich, japońskich. Specyfika tamtego regionu urzekła nie tylko tłumaczy, lecz także czytelników, którzy z przyjemnością kupują kolejne powieści i pamiętniki (wymieniając chociażby „Geiszę z Gion” Mineko Iwasaki, czy „Chińskiego kopciuszka” Adeline Yen Mah). Stosunkowo często są to książki naprawdę dobre, gdyż wciąż docierają do nas nieliczne pozycje spośród tych, które ukazują się za granicą. Nieliczne, ale szczegółowo wyselekcjonowane. Na fali literatury orientalnej próbują wypromować się rzesze autorów, pochodzących z innych regionów świata, ale zafascynowanych odmienną kulturą. Do tego typu twórców należy zaliczyć australijską pisarkę, Lian Hearn, z jej „Opowieściami rodu Otori”.

Akcja „Opowieści…” rozgrywa się w Japonii u schyłku ery Muromachi (1336-1573). Obszar trzech krain targany jest wzajemnymi najazdami klanów, dodatkowo wewnętrznie podzielonych. Polityczne zawirowania starają się wykorzystać ci, którzy urodzeniem lub podstępem doszli do władzy i pragną poszerzyć swe terytoria. Realne wpływy posiadają trzy klany: Otori (władający Środkową Krainą; w ich rękach znajduje się niezdobyta twierdza – Hagi), Tohan (na wschodzie, z warownią Inuyama), a także Seishuu (alians starożytnych rodów Zachodu; w ich rękach są bogate ziemie Kumamoto i Maruyama). Całą sytuację dodatkowo komplikuje tajemnicze Plemię, którego rodziny posiadają niezwykłe, niemal nadnaturalne umiejętności. Są oni tym bardziej niebezpieczni, gdyż nie czują się zobowiązani do przestrzegania kodeksu samurajskiego, kształcą skrytobójców i szpiegów. Podstęp i posłuszeństwo wobec mistrza determinują zachowanie ludzi Plemienia.

Na tło rozbudowanych intryg rzucone zostają losy kolejnych bohaterów. W pierwszym tomie sagi, „Po słowiczej podłodze”, czytelnik poznaje Otori Shigeru. Jest to szlachetny samuraj, który pada ofiarą zdrady. Jego przybrany syn, Otori Takeo, który z pomocą Plemienia i wrodzonych umiejętności, uchodzi z zasadzki, postanawia pomścić Shigeru i odzyskać ziemie, które prawnie należą do niego. Oczywiście cała sytuacja zapętla się, gdy w historię zostaje uwikłana kobieta – Kaede. Jest ona bardzo piękna, lecz cieszy się złą sławą. Krążą pogłoski, że każdy mężczyzna, który jej zapragnie, umiera. Niemniej jednak, Takeo nie myśli zrażać się z tak błahego powodu i natychmiast się w niej zakochuje. Co więcej – uczucie to zostaje odwzajemnione.

Jeśli ktoś myśli, że fabuła jest prostolinijna, to ma rację, ale tylko połowiczną. Rzeczywiście, kilka wątków jest klasycznych aż do bólu. Ale nie dajcie się zwieść pozorom – pod przykrywką historii miłosnej w egzotycznej scenerii kryje się coś więcej. Na kartkach tych powieści aż roi się od spisków, podejrzanych knowań, sprzecznych sojuszy i łamanych umów. Intryga jest świetnie poprowadzona. Nigdy nie można być pewnym, kto jest kim i czy jest tu „ktoś dobry”. Bo tych złych, jak to w życiu, nie brakuje.

Skoro już wspomniałam o postaciach, to muszę dodać, że pod tym względem autorka także odwaliła kawał solidnej roboty. Tych bohaterów nie da się nie lubić, niezależnie od tego, jaką rolę mają do odegrania. Hearn prezentuje czytelnikowi całą gamę portretów: są wybitni stratedzy, dwulicowi zdrajcy, ludzie rozerwani wewnętrznie, prześladowani chrześcijanie (nazywani Ukrytymi), czy w końcu zwyczajni chłopi, składający się na tło opowieści. Wszyscy oni mają jedną, wspólną cechę: nie są monochromatyczni. Żadnego podziału na postacie czarne i białe. Wszystko jest bardziej skomplikowane, choć czytelnik intuicyjnie wyczuwa, kogo autorka odrobinę faworyzuje. Niemniej jednak – te postacie nie spłoną na sam dźwięk słowa „zapałka”.

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie urzekła w „Opowieściach rodu Otori”. Mianowicie chodzi o melodyjność tekstu. Naprawdę nieczęsto zdarza się, żeby trzy kolejne powieści zachowywały taką samą rytmiczność. Czytając te książki, przewraca się kolejne strony z niesłychaną wręcz lekkością. Każde następne słowo współgra z poprzednim, tworząc coś, co jest czystą, literacką przyjemnością.

Teraz słowo o ogólnym rozwoju fabuły. Sztuka kończenia książki jest niesłychanie trudna i rzadko trafiają się udane kontynuacje. Lian Hearn się to udało. Pierwsza część, „Po słowiczej podłodze”, oczarowała mnie swoim klimatem. Jeszcze nie przeczuwałam, że kolejne części okażą się nie tylko równie wciągające, ale także o wiele bardziej mroczne. Drugi tom, „Na posłaniu z trawy”, zgrabnie rozwijał kolejne wątki. W czytelniku stopniowo narasta poczucie niesprecyzowanego zagrożenia. Zostaje ono na chwilę uśpione wraz z zakończeniem książki, by w trzecim tomie eksplodować z całą energią. „W blasku księżyca” w pełniejszym świetle ukazuje Plemię (które szczególnie przypadło mi do gustu) i odkrywa znaczną część skomplikowanych intryg. W bieżącym roku ukazać ma się także czwarta część cyklu – „Krzyk czapli”, na którą oczekuję z niecierpliwością.

Reasumując – bez wątpienia warto poświęcić trochę swojego czasu na „Opowieści rodu Otori”. Nawet ci, którzy nie przepadają za samurajami i Japonią, a lubią dobre historie, powinni być zadowoleni. Tym bardziej, że autorka w realistyczne opisy niezauważalnie wplata wątki fantastyczne. Nie czuć tego, gdzie historia splata się z magią i na odwrót. Choć trzeba przyznać, że zdecydowanie więcej jest tu tej pierwszej. Ale swoistego uroku „Opowieściom…” odmówić nie można.

Na cykl składają się następujące części:
Po słowiczej podłodze
Obrazek

Na posłaniu z trawy

W blasku księżyca
Obrazek

Krzyk czapli

Tytuł: Opowieści rodu Otori
Autor: Lian Hearn
Wydawnictwo: WAB

Dyskusja