Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Gdy znów zapłoną stosy… – recenzja książki „Czas wiedźm”

Coraz więcej autorów, nie tylko tych piszących fantastykę, przykłada ogromną rolę do budowy świata przedstawionego. Modne stało się bycie demiurgiem, kreującym baśniowe krainy, ociekające pięknem, zza którego przeważnie spoziera mrok, pragnący objąć cały świat. Niektórzy idą o krok dalej i opisują wyłącznie miejsca mroczne, ciemne, pozbawione dobra. Zawsze z fotograficzną dokładnością. Od czasu Tolkiena niezwykłą wręcz popularnością cieszą się języki miejscowych ras, nacji, tudzież innych cudów-elfów-dziwów. Pośród tak ściśle sprecyzowanych wymagań, coraz ciężej dostać książkę, której czas i miejsce pozostają nieokreślone. Zwłaszcza, jeśli są one tak bardzo podobne do tego, co znamy z historii i obserwacji codzienności. Taki właśnie świat ukazują Marina i Siergiej Diaczenko w „Czasie wiedźm”.

Akcja książki rozpoczyna się od sielankowego obrazu domostwa, opatrzonego czerwonym dachem, z balkonem, owiniętym winoroślą. Jest tam miedziany kogucik, poruszający się na wietrze i starzec z mandoliną. Mieszkańcy zajęci są typowymi pracami, powoli szykując się na wieczorny odpoczynek.

Jednak od pierwszych linijek tekstu w czytelniku narasta poczucie zagrożenia. Zwłaszcza w kontekście wcześniej przeczytanego Prologu, który daje jasno do zrozumienia, że tutejsza rzeczywistość jest niezwykła i niebezpieczna, a z lasu w każdej chwili może wyjść niawka, niosąca śmierć, poważny Cugajster albo złowieszcza wiedźma. I choć jeszcze się na to nie zanosi, każdy od razu zwietrzy zbliżające się kłopoty.

Wtedy właśnie na scenie pojawia się zielony samochód i spokój zostaje zakłócony. Tym, który siedzi za kierownicą, jest Klaudiusz Starż – Wielki Inkwizytor. Witany jest przez domowników z niewysłowioną radością, jako stary przyjaciel domu. Jedyną osobą, która nie cieszy się na jego przybycie, jest narzeczona pewnego młodzieńca. Wiedźmy zawsze wyczuwają inkwizytorów, i to ze wzajemnością.

W tym miejscu czytelnik zostaje zaznajomiony z całą problematyką stosunków, panujących między ludźmi i nieludźmi. Każda młoda wiedźma zobowiązana jest do zarejestrowania się w odpowiednim urzędzie, jeszcze zanim przejdzie inicjację. W ten sposób jej moce są pod stałym nadzorem, ale może prowadzić w miarę normalne życie. Te, które nie podporządkują się systemowi, są ścigane, torturowane i adekwatnie karane. Ale któż z własnej woli poddałby się takiej inwigilacji? Na pewno nie rudowłosa Iwga, która, po chwili wahania, po kryjomu opuszcza narzeczonego i ucieka jak najdalej od ścigającej ją Inkwizycji.

Tymczasem w okolicy pojawiają się wciąż nowe wiedźmy. Stają się one silniejsze i okrutniejsze niż dotychczas. Ich działania już nie są starannie zaplanowane i nastawione na ukrywanie się. Teraz wiedźmy działają chaotycznie, wiedzione jakimś pierwotnym instynktem. Łączą się w sabaty i stanowią coraz większe zagrożenie dla zwykłych obywateli. Klaudiusz Starż podejrzewa, że nadchodzi tytułowy czas wiedźm, związany z narodzinami wiedźmowatej Matki Macierzy. Zadaniem Inkwizycji jest niedopuszczenie do tego, gdyż inaczej świat stanie w ogniu, a ludzkość ogarnie chaos.

Książka jest naprawdę świetnie napisana. Wartka fabuła nie pozwala czytelnikowi na rozkojarzenie. Od początku do ostatniej strony, napięcie trzyma w szachu każdego, kto po „Czas wiedźm” sięga. I to nie tylko ze względu na interesującą fabułę czy świetne wyczucie autorów, jeśli chodzi o budowanie mrocznego klimatu. Ta książka to także bardzo dobre portrety bohaterów, z którymi czytelnik w jakimś stopniu się solidaryzuje. To także swoiste konflikty tragiczne, które targają postaciami za każdym razem, gdy muszą podjąć jakąś decyzję. A ich postanowienia nigdy nie są jednoznaczne. W tak skonstruowanym świecie nie ma miejsca na pewność, co jest dobre, a co złe.

„Czas wiedźm” jest książką zdecydowanie wartą polecenia. Powinna się spodobać niemal wszystkim, nie tylko wielbicielom rosyjskiej fantastyki. Jest tu miejsce na wartką przygodę, trudną miłość, rozważania natury filozoficznej i pytania w stylu „unde malum?” Szczerze zachęcam do sięgnięcia po tę lekturę, niezależnie od tego, jaki typ literatury się na co dzień preferuje. „Czas wiedźm” to po prostu kawał dobrej prozy.

„Czas wiedźm” Marina i Siergiej Diaczenko
Wydawnictwo: Solaris
Cena: 33,90 zł
Oprawa: miękka,
Ilość stron: 358
Przekład: Eugeniusz Dębski

Obrazek

Dyskusja