Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Wyspa”

Lincoln Sześć Echo jest członkiem utopijnego, szczęśliwego społeczeństwa, zamieszkującego zamknięty kompleks pomieszczeń mieszkalnych i laboratoriów. Świat zewnętrzny został skażony zanieczyszczeniami i jedynym bezpiecznym miejscem jest tam Wyspa – tropikalny raj na Ziemi. Wygranie na loterii wyjazdu na nią jest największym marzeniem każdego człowieka.

Mimo pozorów szczęścia i dostatku, Lincoln ma wrażenie nierealności świata, w którym przyszło mu żyć. Podejmuje próby docieczenia prawdy i odkrywa, że spokój i bezpieczeństwo są tylko pozorne. W rzeczywistości Ziemia wcale nie jest skażona, a on sam i wszyscy członkowie społeczności, w której żyje, są „polisami ubezpieczeniowymi” wykupionymi przez bogaczy. Są klonami, z których ciał w razie potrzeby mają być pobierane organy do transplantacji wydłużających życie „prawdziwym ludziom”. W świecie zewnętrznym wszyscy myślą, że klony utrzymywane są w stanie wegetacji, nie myślą i nie mają własnych uczuć.
Lincoln wraz z przyjaciółką, Jordan Dwa Delta, podejmuje próbę ucieczki z „fabryki klonów”, by opowiedzieć światu, jaka jest prawda.

„Wyspa” to dzieło filmowców, którzy mieli ambicje nakręcić film zaangażowany, nie posiadając jednak ani wystarczającego talentu, ani nawet pomysłu, o czym właściwie mówić. Podjęli więc próbę zabrania głosu w głośnej od dłuższego czasu dyskusji o zagrożeniach wynikających z klonowania. Jest to jednak głos w równej mierze zbędny, co bezsensowny. Reżyser i scenarzyści podjęli się obrony czegoś, co już dawno zostało obronione – nienaruszalności i jedyności człowieka. Owszem, obraz ludzi tworzonych tylko po to, by wyciąć z nich nerki czy wątrobę jest drastyczny i szokujący, ale jednak od dawna znany, często i do znudzenia powtarzany. A przy tym jest to obraz bezsensowny. Wizja scenarzystów jest naiwna i nielogiczna. Nie podjęli nawet próby wytłumaczenia widzowi, czemu właściwie (oczywiście demoniczna) korporacja w ramach „ubezpieczenie dla bogaczy” tworzy żywych, myślących ludzi zamiast oszczędzić sobie kłopotów i pieniędzy, na przykład wytwarzając same tylko organy wewnętrzne.

Wobec scenarzystów można sformułować więcej jeszcze zarzutów. „Wyspa” jest zbitką elementów znanych z klasycznych antyutopii. Z „Roku 1984” znamy urządzenia, obserwujące obywatela cały czas. Tu też na takie napotykamy – na początku filmu, gdy Lincoln Sześć Echo budzi się, różne maszyny badają jego stan zdrowia – oczywiście po to, by jego narządy były w dobrym stanie, gdy „oryginał” się po nie zgłosi. Widząc w „Wyspie” ciągłą obserwację „produktów” przez ich twórców, aż chciałoby się krzyknąć: „Wielki Brat patrzy!”. Z kolei w „451 stopniach Fahrenheita” społeczeństwo utrzymuje się w apatii za pomocą programów telewizyjnych i ograniczania edukacji, rzekomo po to, by oszczędzić mu przykrych emocji. Podobnie utrzymywaną w apatii społeczność widzimy w „Wyspie”, choć tu miejsce telewizji zajęły gry.

W filmie powtarzane są co gorsza nawet tak dobrze znane i oklepane motywy, jak scena przekonywania osoby trzeciej jednocześnie przez klona i „oryginał”, że to ten drugi z nich jest „podróbką”. Ewidentnie scenarzyści nie mieli pomysłu na poprowadzenie fabuły.

Podobnie pomysłu brakowało osobom odpowiedzialnym za wygląd świata przyszłości. Wszystko, co pokazano w filmie, już gdzieś było. Podziemna fabryka klonów kojarzy się z „Ucieczką Logana”, sala, w której „produkowane” są nowe egzemplarze przywodzi na myśl „Matrix”, zaś Los Angeles przyszłości jest wręcz skopiowane z „Piątego Elementu”.

Jedyne, co ratuje ten obraz, to szybka akcja. Widz nie ma ani chwili, by ochłonąć. I choć i w tym aspekcie zdarzają się nielogiczności oraz zrzynki z innych obrazów, trzeba przyznać, że sceny pościgów ogląda się przyjemnie.

Ogólnie rzecz biorąc „Wyspa” jest jednak obrazem wtórnym i miernym. Twórcy filmu próbowali porwać się na tworzenie kina ambitnego. Zamiast tego wyszła im kiepska podróbka klasyki. Sztandarowy przykład filmu epoki kina młodzieżowego. Filmu, który po prostu obraża inteligencję widza. Filmowcy cierpieli podczas kręcenia tego obrazu na całkowity brak dobrych pomysłów. Nie pozostaje mi nic innego, jak doradzić omijanie go szerokim łukiem.

Tytuł: Wyspa
Tytuł oryginału: The Island
Reżyseria: Michael Bay
Scenariusz: Alex Kurtzman, Roberto Orci
Muzyka: Steve Jablonsky
Data premiery: 2005-09-02 (Polska) , 2005-07-20 (Świat)
Czas trwania: 127 minut
Kraj: USA
Obsada: Ewan McGregor, Scarlett Johansson, Djimon Hounsou, Steve Buscemi, Sean Bean

Ocena: 2/5

Dyskusja