Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Rusofila impresji kilka – recenzja książki „Mroczny Bies”

Polski rynek fantastyczny od pewnego czasu jest pod wpływem silnych prądów ze wschodu. Odkąd cenzura zelżała (bo jakoś nie potrafi mi przejść przez gardło, że upadła całkowicie) i możemy czytać literaturę w zasadzie z każdego zakątka świata, coraz częściej sięgamy po autorów rosyjskojęzycznych. Już nie tylko Kir Bułyczow czy bracia Strugaccy podbijają umysły fantastów. Pojawiają się nazwiska nowe, aczkolwiek w Polsce chętnie wydawane i kupowane. Na fali takiego zainteresowania wydano także „Mrocznego biesa” – antologię rosyjskiej fantastyki.

Pierwsze, na co czytelnik zwraca uwagę patrząc na tę książkę, to niewątpliwie jej okładka i objętość. Fabryka Słów jak zawsze się postarała. Projekt graficzny jest świetny. Ogromne monstrum, zionące ogniem, zmierza wprost na rycerza w pełnej zbroi. W tle widać ruiny i posępne zamczysko. Obszarpany tytuł komponuje się z sierścią biesa i podanymi poniżej nazwiskami twórców. Wszystko to dziwnie pasuje mi do rosyjskiej fantastyki. No i warto pochwalić wydawcę za świetną reklamę na okładce: „Koktajl fantastyki rosyjskiej – od fantasy do hard SF”. Podejrzewam, że właśnie to hasło skłoniło mnie do kupna książki.

Opowiadania są istotnie różne, tak jak i nazwiska, które nad nimi figurują. I choć jest tu kilka naprawdę dobrych tekstów, to jednak całość mnie nie zachwyciła. Zdecydowanie warta polecenia jest „Czarna ściana” Kudriawcewa, w której martwy człowiek i Szczurzy Król przemierzają wspólnie rozmaite światy. Oczywiście nie obejdzie się bez kłopotów, w które bohaterowie się wplączą. Z tego też opowiadania pochodzi fragment, który najbardziej utkwił mi w pamięci. Angro-Majnev, potężny mag i władca całego łańcucha światów, musiał zdławić bunt kilkorga magów, którzy próbowali go obalić. Król pokonał ich w sposób iście rosyjski, który mnie doprawdy zachwycił. Jaki – nie zdradzę. By się tego dowiedzieć, trzeba sięgnąć po książkę.

Kolejna opowieść, tym razem kobieca, gdyż autorką jest Jelena Chajeckaja, dała tytuł całej antologii. „Mroczny Bies” składa się z trzech rozdziałów, luźno ze sobą powiązanych. Jest to kolejna dobra opowieść w tym zbiorze. Hieronimus jest tajemniczym mnichem, głoszącym nieco pokrętne wywody i mającym nietypowe sposoby nawracania łotrów. Opowieść warta poznania.

Także „Dzień strachu” Kamsza zasługuje na dwa słowa z mojej strony. Lekko przewrotne. No i zakończenie ma jak z opowieści przewodnika, oprowadzającego turystów po obcym mieście. Całkiem miła niespodzianka.

Niestety, dalsze teksty mnie nie zachwyciły. Ani Wiedźmag z Bakłużyna, ani Wiedźmin z Wielkiego Kijowa. Odniosłam wrażenie, że im dalej w las, tym gorzej. Być może wpływ na taką opinię miało „opowiadanie” końcowe – „A niech cię szlag trafi” Pierwuszyna. Te kilka kartek, stylizowanych na wymianę SMS-ów, zdecydowanie do mnie nie przemawia. Choć można domyślać się w nim pewnego sensu, to jednak, jak na moje upodobania, panuje w nim zbyt duży chaos. Do powtórzenia nadaje się tylko jedna kwestia, napisana przez bohaterkę tej telefonicznej opowieści, w której zwraca się ona do swojego ukochanego: „Kostia, jesteś idiota. Byłeś idiota i umrzesz jako idiota.” Reszta nie zawiera nawet tej odrobiny wyrazu, jaki można wyczuć w końcowym zdaniu.

Podsumowując – trochę się zawiodłam. „Mroczny bies” to typowa antologia, w której znajdą się teksty lepsze i gorsze. Mimo to, spodziewałam się czegoś lepszego. Gdy wzięłam książkę do ręki po raz pierwszy, miałam nadzieję, że dostanę to, co, jak zapewniał wydawca, być w niej powinno. Czyli miszmasz fantasy i hard SF, a tego ostatniego zdecydowanie mi brakowało. Generalnie – dla fanów rosyjskiej fantastyki godne polecenia. Dla wszystkich innych – jeśli czas, chęci i pieniądze pozwolą.

„Mroczny Bies” – antologia rosyjskiej fantastyki
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cena: 29,99 zł
Ilość stron: 454
Rok wydania: 2006

Obrazek

Dyskusja