Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia”

Dam sobie rękę uciąć, iż w całej społeczności miłośników fantastyki nie ma takiej osoby, której nazwisko Tolkien nic by nie mówiło. Geniusz twórcy Śródziemia został dostrzeżony jeszcze za jego życia, a największe dzieło, „Władca Pierścieni” zapoczątkowało nowy literacki gatunek znany jako fantasy. Pod koniec lat siedemdziesiątych po raz pierwszy zekranizowano tę słynną opowieść. Była to jednak bajka animowana i spotkała się z bardzo różnym przyjęciem wśród tolkienomaniaków. Kiedy kilka lat temu świat obiegła informacja, iż New Line Cinema chce wyprodukować nowego „Władcę Pierścieni” z aktorami z krwi i kości, w gronie miłośników Tolkiena rozgorzała burza. Była ona tym większa, iż reżyserem filmu miał zostać Peter Jackson, twórca gore’owych produkcji, takich jak chociażby „Martwica Mózgu”. Obawy były zrozumiałe, choć jak się okazało, zupełnie niepotrzebne – Jackson stanął bowiem na wysokości zadania i nakręcił film perfekcyjny niemal pod każdym względem.

Fabułę „Władcy Pierścieni” wszyscy zapewne dobrze znają, dlatego opiszę ją w największym możliwym skrócie. Młody hobbit Frodo staje się posiadaczem magicznego pierścienia. Pierścień ten jest jednak pożądany przez Saurona, który zbiera swoje siły w Mordorze i jest skłonny oddać wszystko, aby tylko zdobyć błyskotkę. Żeby mu to uniemożliwić, Frodo wyrusza w niebezpieczną podróż, która zaprowadzi go aż do Mordoru, a która ma na celu zniszczenie pierścienia. Po drodze przeżyje oczywiście wiele różnych przygód – po szczegóły odsyłam do książkowego pierwowzoru.

Nie ma co ukrywać, filmów fantasy powstaje w ostatnim czasie jak na lekarstwo, a jeśli już powstają, to często są to niskobudżetowe, kiepsko wykonane gnioty. Dlatego też „Władca Pierścieni” stał się nową nadzieją nie tylko dla miłośników prozy Tolkiena, ale i dla wszystkich miłośników fantastyki. Trudno mi recenzować ten film, gdyż wpisał się on w annały światowego kina już w kilka miesięcy po premierze. Zanim więc zacznę zasypywać go pochwałami i wymieniać zalety, wspomnę o jednej tylko wadzie, którą i tak da się wytłumaczyć. Książka z pewnością do cienkich nie należała, tak więc nie wszystkie wydarzenia można było w ekranizacji umieścić. Peter Jackson zrezygnował więc zupełnie z postaci Toma Bombadila, podobnie jak nie nakręcił przepraw przez kurhany (pominął też kilka innych, pomniejszych wątków ale wypisywanie wszystkiego mijałoby się z celem). Jednak i bez tego film trwa trzy godziny, jak długi musiałby więc być wraz z pominiętymi wątkami? Myślę, iż zamknąłby się wówczas nieco ponad czterech. A to zdecydowanie za długo, jeśli mowimy o pojedynczym kinowym obrazie. Poza tym, w kilku miejscach przeinaczono fabułę, czego przykładem może być uratowanie Froda przez elfkę Arwenę.

I to by było tyle, jeśli chodzi o wady filmu. Czas teraz na zalety, których „Drużyna Pierścienia” posiada bardzo wiele. Przede wszystkim, gra aktorów. Zatrudniono multum wielkich nazwisk. Przykładem niech będą Ian Holme czy Liv Tyler. Natomiast ci, których nazwiska nie były wielkie w chwili premiery filmu, dziś są już gwiazdami Hollywoodu. Mam tu na myśli choćby Orlando Blooma, Elijaha Wooda czy Viggo Mortensena. Ocenianie gry każdego aktora z osobna zajęłoby mi bardzo dużo, a nie chcę was zanudzić. Powiem więc tylko, że wszyscy aktorzy zatrudnieni do obsady – bez żadnego wyjątku – spisują się doskonale. Najlepsze wrażenie zrobili na mnie Mortensen i Wood, jednak pozostałym również nie mogłem nic zarzucić. Poza perfekcyjną grą, twórcom należą się brawa za dobór aktorów do poszczególnych ról oraz świetna ich charakteryzacja. Wierzcie mi – dawno nie widziałem u aktorów takiego zaangażowania, takiej naturalności. Zapewne każdy z członków obsady pojął, że pojawiając się w filmie, naraża się na krytykę milionów fanów twórczości Tolkiena. Na szczęście nikt nie zawiódł. Aktorstwo to jeden z najmocniejszych punktów filmu.

Kolejnym bardzo ważnym aspektem „Drużyny Pierścienia” jest muzyka. Jej autor, Howard Shore, zdobył za nią kilka prestiżowych nagród, w tym samego Oscara. Moim zdaniem należał mu się on w stu procentach. Dawno nie słyszałem tak nastrojowych, budujących klimat melodii. Znalazło się miejsce zarówno na spokojne, przyjemne dla ucha utworki, jak i podniosłe, pełne patosu kawałki. Przykładem może być choćby motyw przewodni filmu. Chociaż oceniam obraz w pięć lat po jego premierze, to nadal twierdzę, iż ścieżka dźwiękowa z „Władcy Pierścieni” jest jedną z najlepszych (o ile nie najlepszą!), jakie słyszałem. Dobrym na to dowodem może być fakt, iż do dziś używam soundtracku z Władcy podczas sesji RPG osadzonych w klimatach fantasy. I muszę przyznać, że znakomicie spisuje się on w tej roli.

No dobrze, kolej na to, co amerykańskie nastolatki lubią najbardziej, czyli efekty specjalne. Twórcy przeznaczyli na ten cel niebotyczne kwoty i widać to gołym okiem. Świetnie wykonany Balrog, doskonały wygląd orków, goblinów i jaskiniowego trolla, komputerowo kopiowani żołnierze, wspaniała animacja wykreowanych przez komputery stworzeń… długo mógłbym wymieniać. Zaufajcie mi i uwierzcie na słowo – tak rewelacyjnie zrobionych efektów kino jeszcze nie widziało!

Na koniec pochwalę jeszcze coś, co moim zdaniem bardzo wpłynęło na 'klimat' filmu. Mianowicie – świetna scenografia. Tyczy się to wszystkich lokacji, które zwiedzamy podczas seansu wraz z Frodem i jego kompanami. Od Hobbitonu, poprzez Rivendell i Isengard, aż po kopalnie Morii… o tak, Moria… to właśnie ona zrobiła na mnie największe wrażenie. Wybaczcie mi te zachwyty, ale naprawdę nie ma słów, którymi możnaby to opisać. To trzeba zobaczyć samemu. Podejrzewam, że większość z was widziała już ten film w kinie – jeśli tak, to bardzo dobrze, bowiem na dużym ekranie wszystkie wspomniane wcześniej aspekty obrazu robią piorunujące wrażenie. Tym, którzy do kina się nie wybrali, pozostaje tylko żałować.

„Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia” to film wyśmienity. Jest doskonały niemal pod każdym względem, a jedyną rzeczą, do której można się przyczepić, są pewne braki w scenariuszu. Jednak nawet to drobne niedociągnięcie da się logicznie usprawiedliwić, a poza tym jeśli komuś mało, to niech sięgnie po edycję DVD, na której znalazły się dodatkowe, pominięte w filmie sceny. Polecam wszystkim – bez wyjątku. Nie widzieć tego dzieła to grzech!

Tytuł: Władca Pierścieni – Drużyna Pierścienia
Tytuł oryginału: The Lord of the Rings: The Fellowship of the Ring
Reżyseria: Peter Jackson
Scenariusz: Fran Walsh , Stephen Sinclair
Muzyka: Enya
Data premiery: 2002-02-15 (Polska) , 2001-12-10 (Świat)
Czas trwania: 208 minut
Kraj: USA, Nowa Zelandia
Obsada: Elijah Wood, Sean Astin, Ian Holm, Ian McKellen, Viggo Mortensen, Orlando Bloom

Ocena: 9/5

Dyskusja