Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

O konsekwencjach jedzenia kotlecików – recenzja książki „Toksyna”

„Toksyna” jest pierwszą książką Robina Cooka po jaką sięgnąłem. W Polsce wydano już kilkanaście pozycji tegoż pana i cieszą się one sporą popularnością (może nie taką jak dzieła Kinga, ale wcale nie dużo gorszą). Autor jest jednym z bardzo nielicznych przedstawicieli gatunku określanego mianem „thrillera medycznego”, ja przynajmniej o nikim innym nie słyszałem. Do lektury namówiła mnie dziewczyna, a że akurat się nudziłem i miałem dzieło pod ręką to postanowiłem zaryzykować…

Książka opowiada o przemyśle przetwórstwa mięsnego, w szczególności zaś o procesie wytwarzania hamburgerów. Muszę powiedzieć, że po przeczytaniu czegoś takiego, osoby o słabszych nerwach pewnie przerzucą się na wegetarianizm, a część przynajmniej zrezygnuje ze stołowania się w sieciach typu McDonald’s.

Głównym bohaterem powieści jest doktor Kim Reggis – znany i ceniony kardiochirurg z dużego szpitala. Gdyby tylko wiedział jak tragiczna w skutkach będzie kolacja z córką Becky w restauracji Onion Ring, jego życie potoczyłoby się zupełnie inaczej. Dziewczynka zatruła się niedosmażonym kotlecikiem i po kilku dniach męczarni zmarła. Ojciec postanawia wypowiedzieć wojnę najpierw lokalowi, a potem całej branży mięsnej, nie wie jednak że to porywanie się z motyką na słońce. Przemysł ten przynosi co roku miliardowe zyski, ma potężne lobby polityczne, a niewygodne osoby znikają w tajemniczych okolicznościach. Czy uda mu się zwrócić uwagę opinii publicznej? Czy wścibska dziennikarka Kelly Anderson przyda się tym razem? Czy tragedia połączy na nowo rozwiedzionych rodziców Becky? Tego dowiecie się czytając „Toksynę”.

Książkę czyta się jednym tchem, ma wartką, dynamiczną akcję, a fabuła kilka razy gwałtownie zakręca, wprawiając czytelnika w dobry nastrój pozytywnego zaskoczenia. Jest to typowy kryminał, tyle że osadzony w „medycznej” otoczce. Pełno tu fachowych określeń rodem z „Ostrego dyżuru” czy rodzimego „Na dobre i na złe” – jednym może się to podobać innym nie. Moja mama pracuje w szpitalnym laboratorium, więc wszystkie zwroty są mi dobrze znane, ale niektórzy musieliby użyć słownika, no chyba że jesteście zaznajomieni z: billirubiną, stetoskopem, defibrylacją, toksemią, plazmaferazą itp.

Powieść nie jest zbytnio skomplikowana, zasadniczo mamy tu do czynienia z jednym głównym, acz rozbudowanym wątkiem, a postaci odgrywających jakąś rolę jest niewiele. Jest doktor, jego była żona Tracy, dziennikarka oraz kilka osób z rzeźni, ponadto kilka mniej ważnych, przewijających się co kilkadziesiąt stron osób. Wszystko to tworzy niezwykle zwartą pigułkę, którą można łykać bez popitki. Dobry thriller, treść pod rozwagę i ku przestrodze, typowy kryminał. Ocena średnio-dobra.

Ocena: 7/10

Tytuł: Toksyna
Autor: Robin Cook
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2001
Ilość stron: 378
Format: 130×195

Dyskusja