Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Rzym”

Nigdy nie byłem wielkim fanem seriali. Mój kontakt z nimi ograniczał się jedynie do polskich tasiemców komediowych w stylu „Świat wg Kiepskich” lub kryminalnych, takich jak „Fala Zbrodni”. Dlatego też wiadomość o emisji „Rzymu” na HBO przyjąłem z umiarkowaną satysfakcją. Obawiałem się, czy produkcja ta nie jest aby przereklamowana. Moje obawy były jednak niepotrzebne. Przekonałem się, że jest to najlepszy serial, jaki miałem okazję obejrzeć do tej pory.

Akcja rozpoczyna się w 52r. p.n.e., kiedy Gajusz Juliusz Cezar po zwyciężeniu Galii przygotowuje się do powrotu po ośmioletniej wojnie. Jego celem jest objęcie władzy w Rzymie i przeprowadzenie w nim radykalnych zmian. Tymczasowi rządcy są przerażeni i grożą, iż oskarżą Cezara o zbrodnie wojenne. Członkowie trzynastego legionu, Tytus Pullo oraz Lucjusz Worenus stają się bliskimi współpracownikami nowego dyktatora. Nie zdają sobie jednak sprawy, że despotyczne rządy Gajusza już niedługo mają dobiec tragicznego końca.

„Rzym” to serial – nie dziwi więc fakt, iż w produkcji tej znalazło się miejsce na wiele różnych wątków. Twórcy ukazują nam Wieczne Miasto nie tylko z punktu widzenia arystokracji, ale także normalnych obywateli i nawet biedoty. Co ciekawe, trudno się tu dopatrzeć skrajnego subiektywizmu. Widz sam decyduje, kto według niego jest dobry, a kto zły, podczas gdy filmowcy przedstawiają wydarzenia dość obiektywni, nie narzucając oglądającemu konkretnych poglądów.

Dwanaście godzin to wystarczający czas, by dobrze zapoznać się z grą poszczególnych aktorów. Muśzę powiedzieć, że pod tym względem serial prezentuje się wyśmienicie. Kilka osób spisało się doprawdy rewelacyjnie. Przede wszystkim Polly Walker w roli Atii. Kobieta ta pokazała w „Rzymie” prawdziwą klasę. Jej gra nie budzi żadnych zastrzeżeń i zasługuje na szczególne uznanie. Dość wspomnieć, iż za tę właśnie rolę Polly była nominowana do Złotego Globu w kategorii Najlepsza Aktorka w serialu telewizyjnym. Świetnie prezentują się odtwórcy dwóch głównych ról. Kevin McKidd i Ray Stevenson, czyli filmowi Lucjusz Worenusz i Tytus Pullo, wydają się wręcz stworzeni do ról, które otrzymali. Swoich bohaterów odgrywają bez zarzutu.
Wiele ciepłych słów możnaby też rzec na temat Ciarana Hindsa, który wcielił się w postać Juliusza Cezara. Twórcy dołożyli wszelkich starań, by Cezar sprawiał wrażenie charyzmatycznego, stanowczego i zdecydowanego dyktatora i udało im się to na całej linii. Nie powinno więc być dla nikogo zaskoczeniem jeśli powiem, iż Hinds pokazał się od najlepszej strony.
Mógłbym tak poświęcać kolejne akapity coraz to następnym aktorom, jednak mijałoby się to z celem. Możecie mi wierzyć na słowo, iż obsada „Rzymu” to istne arcydzieło. Całokształt gry aktorskiej to w przypadku tej produkcji coś wspaniałego – przez ponad siedemset minut oglądania nie dostrzegłem w niej żadnych znaczących zgrzytów. Pod względem aktorstwa „Rzym” stanowi wzór do naśladowania dla wszelkich podobnych współczesnych produkcji.

Także oprawa muzyczna „Rzymu” stoi na wysokim poziomie. Oglądając serial miałem okazję posłuchac wielu przyjemnych dla ucha, bardzo klimatycznych utworów, które natychmiast przywodziły na myśl skojarzenia z antykiem. W pamięć zapadł mi zwłaszcza główny motyw. Do tego stopnia, że po zakończeniu serialowego seansu ściągnąłem go sobie i od jakiegoś czasu gości on na mojej winampowej liście. Mało jest tutaj muzyki podniosłej, patetycznej – dominują po prostu miłe w słuchaniu, niezwykle nastrojowe melodie. Całość sprawia bardzo dobre wrażenie.

Mimo, iż „Rzym” to produkcja historyczna, której akcja ma miejsce w niezbyt spokojnych czasach, to nie ma w nim miejsca na sceny prawdziwie batalistyczne – takie, do których zdążyło nas przyzwyczaić hollywoodzkie kino. Starcia ukazywane są tutaj rzadko, a jeśli już to na bardzo niewielką skalę. Zamiast bitew z kilkoma tysiącami uczestników, „Rzym” oferuje widzowi karczemne burdy, pojedynki jeden na jeden, czy walki gladiatorów.
Skoro już jesteśmy przy gladiatorach, to muszę pochwalić twórców za wstrząsającą scenę w odcinku dziesiątym. Starcie na arenie nie miało takiego rozmachu jak na przykład w „Gladiatorze”, jednak przerażało swoją brutalnością. Tak, dobrze przeczytaliście. Nawet dziś, gdy kreskówki dla dzieci pełne są przemocy, istnieją obrazy, które potrafią ową przemocą zaskoczyć i zszokować. Do takich filmów należy „Rzym”. Twórcy bez ogródek ukazali brutalną rzeczywistość starożytnego Imperium. Zarówno w znaczeniu dosłownym – mam tu na myśli między innymi sceny morderstw – jak i w przenośni, gdyż wbrew pozorom serial przekonuje, że życie w Wiecznym Mieście wcale nie było takie bajeczne i kolorowe, jak mogłoby się wydawać. Ówcześni ludzie posiedli dużą mądrość, tak więc skomplikowane hierarchie społeczne, intrygi, zagmatwane przepisy prawne oraz pokręcone ustawy podatkowe nie były im obce.

Same miasto odwzorowano wyśmienicie. Oglądając coraz to kolejne odcinki ma odczuwa się narastające wrażenie uczestnictwa w wydarzeniach, które mają miejsce na ekranie. Twórcy ukazują nie tylko piękne, monumentalne budowle, ale też ciemne zaułki i mroczne uliczki. Z jednej strony mamy wspaniały Rzym – przedstawiony jako miasto pełne cudów, będące kolebką ówczesnej cywilizacji z drugiej natomiast – Rzym nieznany, pełen intryg, brutalności, nędzy i ubóstwa. W przedstawieniu tego wszystkiego pomagają bohaterowie serialu. Oglądając perypetie bogatych rzymskich rodzin mamy bowiem do czynienia z tym pierwszym Rzymem, natomiast obserwując Rzym przez pryzmat Lucjusza Worenusa bądź Tytusa Pullo, widzimy Wieczne Miasto oczyma zwykłego mieszkańca. Co więcej – zarówno dzieje ważnych rodów, jak i zwyczajnych zjadaczy chleba okazują się jednakowo interesujące, a coraz to kolejne zdarzenia ogląda się z zapartym tchem. Dawno już nie czułem czegoś podobnego siedząc przed telewizorem.

„Rzym” to świetny serial. Nie znam nikogo, kto po obejrzeniu stwierdziłby, iż jest on stratą czasu. Dla osób zainteresowanych historią Wiecznego Miasta jest to pozycja obowiązkowa. Film będzie emitowany w telewizji zapewne jeszcze niejeden raz. Tych, którzy spóźnili się z oglądaniem, odsyłam do wypożyczalni płyt DVD – „Rzym” powinien znaleźć się na półkach większości z nich. W ostateczności można też kupić zestaw na własność. Zważywszy, że w chwili gdy piszę te słowa zbliżają się święta Bożego Narodzenia, pokuszę się o stwierdzenie, iż serial ten będzie doskonałym prezentem pod choinkę dla każdego kinomana, przejawiającego szczególne zainteresowanie kinem historycznym.

Tytuł: Rzym
Tytuł oryginału: Rome
Reżyseria: Allen Coulter, Michael Apted
Scenariusz: Adrian Hodges
Muzyka: Jeff Beal
Data premiery: 2005-08-28
Czas trwania: I sezon – 12 odcinków, każdy ok. 60 minut
Kraj: USA, Wielka Brytania
Obsada: Kevin McKidd, Ray Stevenson, Ciaran Hinds, James Purefov, Polly Walker

Ocena: 9/5

Dyskusja