Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Alternatywna historia kina – recenzja książki „Ruchome obrazki”

„Ukryte we wnętrzu kamer chochliki błyskawicznie malują kolejne klatki na cellulitowej taśmie. Świat Dysku odkrywa magię Srebrnego Ekranu.” Chodź jak twierdza alchemicy który wynaleźli ruchome obrazki – to tylko biologia, chemia i czysty okultyzm. Nie ma tu żadnej magii. Mimo to wybucha szał na ruchome obrazki.

Ale do rzeczy. Jak wiadomo Świat Dysku to świat absurdu i wielu sprzeczności. Mimo to rządzi się pewnymi prawami, których nie da się nagiąć (owszem da ale nie o tym miałem pisać). Otóż do tego świata przybywa coś z poza jego granic- dzika Idea Kina (całkiem spersonifikowana). I jak to już bywa na płaskiej ziemi – wszyscy od razu wietrzą w tym dobry interes i dają się jej porwać bez reszty. Miliony serc czy to ludzkich czy trollich pokochała od razu (w przypadku serc trollach użyłem tego określenia z braku jakiegokolwiek innego lepszego) filmy. Każdy chce w nich zagrać, stać za kamerą (czyli być korbowymi, którzy popędzają demony aby malowały szybciej) itd. itd.

Ale jak już wspominałem idea ta przybywa spoza granic Świata Dysku i jest sprzeczna z jego prawami, czyli…czyli…tak! Świat Dysku znowu stoi na krawędzi zagłady!A jedyną osobą która może go ocalić to wieczny student Niewidocznego Uniwersytetu (największej szkoły magii na Dysku…bo jedynej) Victor (który szalenie przypomina Vincenta Price’a ). Towarzyszy mu piękna Ginger (która czasami przypomina Marlin Monroue ) i gadający pies Gaspode (który w żadnym wypadku nie przypomina Lassie). Czy im się uda? Na pewno tak bo w końcu powstało kilkanaście jeszcze innych książek po tej, opisujących Świat Dysku, ale w sposób w jaki do tego doszli, każdy powinien odkryć sam. A gwarantuję że jest on niesamowicie ciekawy, zabawny, pełen ironii i humoru – nawiązującego do naszego świata.

Osobiście była to dla mnie już kolejna dyskowa pozycja, ale przyznam że strasznie przypadła mi do gustu i mimo że czytałem ją jako którąś z kolei, stawiam ją wysoko w piedestale dorobku literackiego Pratchetta. Rozbawiło mnie wiele zabawnych porównań, ciętych dowcipów, ale też wiele rzeczy skłoniło do zastanowienia. Pozycja ta nie posiada praktycznie żadnych minusów. Czyta się ją niesamowicie szybko- tak szybko jak rozgrzany nóż przecina masło, ale po drodze można w tym maśle znaleźć wiele smakowitych niespodzianek .Zaś tłumaczenie Piotra Cholewy po mistrzowsku oddaje jej zamierzenia autora.

Można śmiało stwierdzić że jest to dobra książka i dla dyskowych wyjadaczy i dla tych którzy dopiero chcą poznać twórczość Pratchetta.

Ocena: 5/5

Dyskusja