Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Obłęd czy opętanie? – recenzja książki „Lśnienie”

Mój pierwszy kontakt z twórczością Stephena Kinga miał miejsce nieco ponad rok temu. „Zielona Mila”, bo od tej książki wszystko się zaczęło, była jednym z najlepszych thrillerów, jakie kiedykolwiek czytałem. Jakiś czas później sięgnąłem po pierwszy tom „Mrocznej Wieży” – i srodze się na nim zawiodłem. Kilka tygodni temu w moje ręce wpadło jedno z największych dzieł Kinga – „Lśnienie”. Czytanie tej książki nie było dla mnie łatwym przeżyciem.

Pięcioletni Danny Torrance znalazł się z rodzicami w opustoszałym na zimę hotelu. Wrażliwe, obdarzone zdolnościami wizjonerskimi dziecko odbiera fluidy czające się w murach starej budowli. Były one świadkami krwawych porachunków świata przestępczego i milionerów. Ojciec Danny’ego, Jack, kilka miesięcy temu stracił pracę. Zarząd Panoramy proponuje mu zatrudnienie. Wkrótce zaczynają się tam dziać dziwne rzeczy. Hotel zaczyna ingerować w umysły osób w nim mieszkających.

Jak już powiedziałem, czytanie „Lśnienia” nie było dla mnie łatwe. Począwszy od momentu rozpoczęcia lektury, minęło kilka tygodni, nim dobrnąłem do ostatniej strony. W pierwszym tygodniu dotarłem do strony numer dwieście i porzuciłem książkę, z powodów o których powiem za moment. Zrobiłem sobie kilkanaście dni przerwy, po czym korzystając z bożonarodzeniowej przerwy w nauce, przeczytałem kolejne czterysta stron w ciągu jednego wieczora. Jeśli wyda się wam to dziwne, to macie słuszność. Aż do połowy książki byłem bowiem przekonany, że czytam powieść obyczajową, co najwyżej dramat. Przewracałem kolejne kartki z coraz to większym znużeniem, aż w końcu podjąłem decyzję, że daję sobie spokój z lekturą. Jak się okazało, przerwałem czytanie tuż przed przełomowym momentem, dla którego warto było przebrnąć przez nudny początek. Monotonny dramat szybko przekształcił się w całkiem solidny horror. Szybko zapomniałem o falstarcie, jaki w „Lśnieniu” popełnił King, by zacząć w pełni cieszyć się naprawdę dobrą literaturą.

Stephen King napisał tę książkę używając pewnego specyficznego stylu, który do tej pory był dla mnie niespotykany. Autor jak nikt inny potrafi przedstawić uczucia osoby opętanej, która jednak nie jest pewna swego obłędu. Co więcej – momentami wprawia w pewnego rodzaju obłęd samego czytelnika. Osoba delektująca się lekturą ma wrażenie, że jest uczestnikiem wydarzeń przedstawionych w książce. Mało któremu pisarzowi udaje się obudzić w czytającym takie uczucia. Do tego niewielkiego grona z pewnością zalicza się jednak Stephen King – nawet jeśli nie ze wszystkimi swymi dziełami, to na pewno ze „Lśnieniem”.

Drugą niepodważalną zaletą powieści są doskonale wykreowani bohaterowie. Postacie stworzone przez Kinga są naturalne i przekonywujące. Momentami sam zastanawiałem się, czy aby gdzieś w Ameryce nie żyje przedstawiona w powieści rodzina Torrance’ów. Jack, pisarz i były nauczyciel, walczący z alkoholizmem (King ukazał tę walkę doprawdy wyśmienicie). Wendy, kochająca matka, której nienajlepiej układają się stosunki z mężem. No i Danny, kilkuletni chłopiec obdarzony nadnaturalnymi mocami. Wszyscy oni, a także cała reszta postaci drugoplanowych występujących w powieści, zostali zaprojektowani doprawdy perfekcyjnie. Szkoda tylko, że stało się to kosztem pierwszych straszliwie nudnych dwustu stron. Ale, jak to mówią – coś za coś.

„Lśnienie” zostało w Polsce wydane przynajmniej kilkakrotnie. W moje ręce wpadło wydanie kieszonkowe, spod nakładu wydawnictwa Prószyński i S-ka. Jak nietrudno się domyślić, format książki jest niewielki, ot, wystarczający, by zmieściła się w kieszeni luźnych spodni. Nie mam żadnych zastrzeżeń co do tłumaczenia książki, podobnie jak i oprawy edytorskiej – te kilkanaście literówek nie znaczy bowiem nic, jeśli mamy do czynienia z niespełna siedmiusetstronicową księgą. Mimo, że książka jest gruba i sama w sobie prezentuje wysoki poziom, to jej koszt nie jest wygórowany. Cena wynosi niespełna szesnaście złotych.

„Lśnienie” to książka, którą mogę z całą odpowiedzialnością polecić wszystkim miłośnikom solidnego horroru. Trochę boli fakt, iż do połowy powieść jest nudna i ciągnie się niczym flaki z olejem. Jednak później jest już tylko lepiej. Gdybym miał oceniać tylko początek – dałbym tróję. Gdybym miał oceniać wyłącznie drugą połowę książki – bez zastanowienia wystawiłbym dziewiątkę, a kto wie, może i dyszkę. Jednak oceniając całokształt dzieła, daję siódemkę.

Wydawnictwo Prószyńskia i S-ka

Ocena: 7/10

Tytuł: Lśnienie
Tytuł oryginału: Shining
Autor: Stephen King
Tłumaczenie: Zofia Zinserling
Rok wydania: 1997
Ilość stron: 664
ISBN: 83-7337-605-4
Cena: 15,90zł

Dyskusja