Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Polakom gratulujemy Wędrowycza! – recenzja książki „Wieszać każdy może”

Niewielu jest sympatyków polskiej fantastyki, którzy nie znaliby Jakuba Wędrowycza. Człowiek ten, będący doskonałym bimbrownikiem, słynnym egzorcystą-amatorem i jednocześnie powszechnie znanym pasożytem społecznym, to niewątpliwie jeden z najbarwniejszych bohaterów współczesnej polskiej literatury. Dziś mam przyjemność recenzować kolejny, piąty już zbiór opowiadań, w których tenże sympatyczny dziadziuś* odgrywa główną rolę.

Jakub ma już swoje lata, jednak ani myśli być kolejnym starcem, któremu ostatnie chwile życia mijają na bezsensownym wpatrywaniu się w telewizor i słuchaniu pewnej powszechnie znanej, acz budzącej wiele kontrowersji katolickiej rozgłośni radiowej. Wędrowycz woli produkować własny alkohol, wypędzać duchy z nawiedzonych domów i wbijać osikowe kołki w wampirze piersi. Ostatecznie, jest też dobrym ojcem, dziadkiem, a przede wszystkim – pradziadkiem.

„Wieszać każdy może” składa się z dziesięciu opowiadań. Każde z nich różni się od siebie znacznie nie tylko fabułą, ale i objętością. Trafiło się jedno opowiadanie sześciostronicowe, a także tekst, mogący być samodzielną powieścią, liczący ponad dwieście stron. Spośród dziesięciu opowiadań, dziewięć z nich napisał Pilipiuk, a osiem traktuje o przygodach Wędrowycza. Wiem, kręcę. Ale już wyjaśniam, o co chodzi.

Osiem tekstów to rzeczywiście typowe opowiadania, których bohaterem jest słynny bimbrownik. „U nas za stodołą” to tak naprawdę odezwa Pilipiuka do osób czytających jego książki, natomiast utwór dziesiąty – „Wieśmin” – to opowiadanie napisane przez Michała Smyka, które zwyciężyło w konkursie na najlepszy tekst z akcją osadzoną w Wojsławicach. Zanim przejdę do oceny najświeższych dokonań Pilipiuka, powiem tylko, iż kilkustronicowe dzieło Smyka stanowi całkiem solidny bonus – utwór ten czyta się równie przyjemnie, co pozostałe opowiadania zawarte w zbiorze. Nie zdradzę fabuły, ale powiem tylko, iż jestem szczęśliwy, że jest to jedynie fikcja literacka.

Pierwsze opowiadanie, „Rekruci”, to swojego rodzaju retrospekcja. Jego akcja toczy się podczas drugiej wojny światowej, kiedy to Jakub Wędrowycz wraz ze swoimi przyjaciółmi służył w polskiej partyzantce. Coby nie mówić, tekst ten stanowi świetne wprowadzenie do tego, co czeka nas dalej. A następna w kolejce jest „Fabryka”. Traktuje o niezniszczalnym ochroniarzu-anarchiście, nie zgadzającym się na budowę fabryki w centrum wsi. Krótkie, liczące czternaście stron dzieło, z ciekawą fabułą, zabawnym przebiegiem i absolutnie rozbrajającym zakończeniem. Dalej mamy utwór o wdzięcznym tytule „Kac”, który warto przeczytać choćby dla ostatniego zdania. Następny w kolejce jest „Wykład”. Owo krótkie opowiadanie to moim zdaniem jeden z najmocniejszych punktów zbioru. Wszystko dzieje się na sali w seminarium duchownym, gdzie Jakub Wędrowycz daje młodym klerykom wykład odnośnie odprawiania egzorcyzmów. Pilipiuk po raz kolejny rozbraja ostatnim zdaniem. Później mamy „Skansen”, w którym to Jakub Wędrowycz dostaje propozycję zostania atrakcją turystyczną w zamian za możliwość wiecznego picia. Krótki i, co nie powinno dziwić, bardzo zabawny utwór. W opowiadaniu numer sześć, o tytule „Ciocia Agnieszka”, prawnuczek Wędrowycza zostaje porwany przez Babę Jagę. Wzorem poprzednich tekstów, także i ten utwór nie jest zbyt długi. Tym razem jednak odniosłem wrażenie, że z tego króciutkiego opowiadanka mogłaby powstać znacznie dłuższa, ciekawsza historia, z nieco bardziej pokrętną fabułą. W ogólnym rozrachunku „Ciocia Agnieszka” nie wypada źle, ale myślę, że Pilipiuk mógł napisać to lepiej. Następne dzieło, „Kontyngent”, ukazuje niezbyt pozytywny stosunek Wędrowycza do wszelkich spraw związanych z polityką. Zdecydowanie warto przeczytać.

Tym oto sposobem docieramy do opowiadania numer osiem, które zajmuje zdecydowanie największą część książki. „Pola Trzcin”, bo o tym utworze mowa, traktują o ekspedycji wysłanej do Egiptu celem odnalezienia zaginionego grobowca. Do wszystkiego dołącza się Jakub Wędrowycz wraz Semenem, oraz trzynastoletnim prawnukiem Piotrusiem. Po ciemnej stronie mocy stają Lenin i Dzierżyński, a Wędrowycz, zanim się z nimi spotka, będzie musiał odbyć starcie z wampirzym królem – Vladem Palownikiem, zwanym tudzież Drakulą. Opowiadanie to jest niemalże doskonałe – wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji, ciekawa fabuła, interesujący bohaterowie oraz masa typowo Wędrowyczowego, ociekającego bimbrem humoru.

Jakość wydania „Wieszać każdy może” pozostawia niewiele do życzenia. Książka wydana jest na standardowym dla Fabryki Słów papierze, w standardowym formacie i ze standardową książką. Literówek nie ma praktycznie wcale, a co kilkadziesiąt kartek czytelnik cieszy oczy doskonałymi rysunkami Andrzeja Łaskiego. Zbiór liczy trzysta dwadzieścia sześć stron, a wydawnictwo życzy sobie za niego niespełna trzydzieści złotych.

Podsumowując, piąty zbiór opowiadań o Jakubie Wędrowyczu jest niemalże doskonały. Polecam ją wszystkim – niezależnie od tego, czy lubią fantastykę. Niezależnie nawet od tego, czy lubią czytać – bo kto wie, może jednak polubią, gdy trafią na tak swojskie dzieło? Coby nie mówić – Andrzej Pilipiuk po raz kolejny wykonał kawał świetnej roboty. Z niecierpliwością czekam na kolejne teksty o egzorcyście-bimbrowniku – mam nadzieję, że ukażą się już niedługo, trzymając jednocześnie kciuki, aby były tak dobre jak „Wieszać każdy może”!

* – boję się pomyśleć, co zrobiłby mi Wędrowycz gdyby dowiedział się, że nazwałem go sympatycznym dziadziusiem

Wyd. Fabryka Słów

Ocena: 9+/10

Tytuł: Wieszać każdy może
Tytuł oryginału: Wieszać każdy może
Autor: Andrzej Pilipiuk
Rok wydania: 2006
Ilość stron: 326
ISBN: 83-60505-11-X
Cena: 29,99zł

Dyskusja