Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Przyjemny standard – recenzja książki „Klejnot Halflinga”

Każdy z miłośników fantastyki raz na jakiś czas sięga po książki, od których zaczęła się jego przygoda z nowym hobby. Dla wielu jest to Tolkien, dla niektórych Lewis, a dla innych Sapkowski. Dla mnie natomiast książkami, od których wszystko się zaczęło, są powieści spod znaku Forgotten Realms. Niedawno zabrałem się za ich ponowne czytanie. Dziś mam przyjemność zrecenzować „Klejnot Halflinga”, powieść stanowiącą zakończenie najsłynniejszego chyba cyklu Zapomnianych Krain – Trylogii Doliny Lodowego Wichru.

Halfling Regis, porwany przez asasyna Artemisa Entrerii, zostaje przewieziony na południe do Calimportu i oddany w ręce Paszy Pooka. Jeśli Pook zdoła ujarzmić magiczną panterę Guenhwyvar, Regis zginie w prawdziwej grze w kotka i myszkę. Tymczasem używając zaczarowanej maski, mroczny elf Drizzt do’Urden ukrywa swoje dziedzictwo i wraz z barbarzyńcą Wulfgarem spieszy z pomocą swojemu przyjacielowi. W momencie gdy Entreri uruchamia pułapkę, zjawia się niespodziewany sprzymierzeniec.

Twórczość Salvatore’a od zawsze budziła w polskim czytelniku różne uczucia. Osoby zaczynające swoją przygodę z fantastyką bardzo mocno cenią sobie książki RASa. Ci, którzy mają za sobą większe doświadczenie bądź pałają antypatią do świata Zapomnianych Krain zazwyczaj krytykują dzieła tego pisarza. Odkąd pamiętam, nigdy nie popadałem w skrajności, oceniając twórcę Drizzta. Nie sądziłem, by Salvatore pisał szczególnie dobrze, ale i tak z przyjemnością czytałem kolejne jego powieści w przerwie między bardziej ambitnymi lekturami.

Nie inaczej jest w przypadku „Klejnota Halflinga”. To kolejna książka Salvatore’a, będąca przyjemnym, nie zmuszającym do wytężania szarych komórek czytadłem mogącym uprzyjemnić wieczór lub dwa. Całość toczy się jednak wedle utartego schematu. Jeśli osoba czytająca ostatni tom Trylogii Doliny Lodowego Wichru obcowała kiedyś z twórczością RASa, to już po kilkudziesięciu stronach będzie w stanie odgadnąć, jak będzie wyglądało zakończenie książki. Autor wprowadza kilka ciekawych wątków, takich jak podróż morska na pokładzie Duszka Morskiego bądź incydent z kupcem Sali Dalibem, ale cóż z tego, skoro nadaje swoim bohaterom niemalże boskie cechy? Z normalnych wojowników znanych z „Kryształowego Reliktu” wyrośli herosi stawiający czoła największym wyzwaniom. Zabieg ten nie dość, że negatywnie wpływa na realizm zdarzeń przedstawionym w powieści, to na dodatek sprawia, że w pewnym momencie czytelnikowi zaczyna się nudzić przewracanie coraz to kolejnych kart książki, jako, że przychodzi mu czytać opisy dziesiątek walk, z których mimo początkowych kłopotów główni bohaterowie zawsze wychodzą obronną ręką.

Właśnie, walki… dużo ich i prezentują bardzo różny poziom. Niektóre z nich Salvatore opisał bardzo ciekawie i obrazowo – na przykład starcie załogi Duszka Morskiego z piratami. O innych czyta się bez większych emocji – ot, krasnolud tnie kolejnego szczurołaka. I kolejnego. I jeszcze jednego. I tak bez końca, aż do znudzenia. Dzięki temu podczas lektury trudno nie być znużonym, nawet jeśli sama akcja prze do przodu jak burza.

Pod względem wydania „Klejnot Halflinga” prezentuje się dosyć standardowo. Typowy dla forgottenowskich powieści format, typowy papier i czcionka. Trochę literówek, parę drobnych błędów gramatycznych. Ogólnie dobrze, choć bez większych rewelacji. Okładka w szaro-złotej kolorystyce przedstawia Drizzta, Cattie-Brie oraz Wulfgara pędzacych przez pustynię na wielbłądach. Ilustracja ta jest jedną z najgorszych, jakie kiedykolwiek miałem okazję oglądać na okładkach książek*. „Klejnot Halflinga” zawiera się na trzystu dwudziestu stronach i kosztuje dwadzieścia cztery złote.

Ogólnie rzecz biorąc, „Klejnot Halflinga” to przyjemna lektura, która może umilić zimny, grudniowy wieczór. Nie należy się jednak po niej spodziewać jakichś większych cudów. To przeciętne czytadło, które z pewnością nie trafi we wszystkie gusta. Zatem jeśli lubisz twórczość Salvatore’a, to polecam tę książkę przeczytać. W innym wypadku stracisz tylko czas i pieniądze.

Ocena: 5/10
Ocena całego cyklu: 6/10

Tytuł: Klejnot Halflinga
Tytuł oryginału: The Halfling’s Gem
Autor: R.A. Salvatore
Tłumaczenie: Monika Klonowska, Grzegorz Borecki
Rok wydania: 2000
Ilość stron: 320
ISBN: 83-87376-79-5
Cena: 24,00zł

* – mam na myśli okładkę pierwszego wydania, tego, które widzicie poniżej. W chwili, gdy piszę te słowa, ukazało się już wznowienie książki, które pod względem ilustracji na okładce bije pierwsze wydanie na głowę

Dyskusja