Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Battle Royale”

Kino azjatyckie kieruje się swoimi pokrętnymi szlakami, które zwykłemu amatorowi filmu czasami mogą wydać się niezrozumiałe. A żeby posmakować i docenić kuchnię dalekiego wschodu, trzeba by dokładniej ją poznać. Ja znawcą nie jestem, ale „Battle Royale” wywarło na mnie duże wrażenie. Zresztą, podobnie było gdy oglądałem „Zatoichi”, „Old Boya”, „Akirę” czy „Twilight Samurai” – te dzieła mają w sobie coś tak innego, że gdy je widzę to jestem jak zahipnotyzowany. Jednak nie każdemu taka konwencja odpowiada…

Czy mógłbyś zabić swojego najlepszego przyjaciela?

Japonia, czas niedalekiej przyszłości. Kryzys gospodarczy doprowadza do wzrostu przestępczości i anarchii wśród młodzieży. W tej sytuacji rząd wprowadza dla uczniów ustawę Battle Royale. Na jej mocy raz do roku studenci jednej klasy zostają osadzeni na bezludnej wyspie i zmuszeni do niesamowicie okrutnej gry. W ciągu trzech dni, korzystając z różnych rodzajów broni, muszą pozabijać pozostałych kolegów z klasy. Zasada jest prosta: może przeżyć tylko jedna osoba… Film wyreżyserowany przez Kinji Fukasaku, reżysera m.in. „Tora! Tora! Tora!”, został oparty na bestsellerowej książce Koshuna Takami.

Film japońskiego reżysera jest bardzo brutalny, posoka dosłownie leje się strumieniami. Co dziwne, bohaterami, ofiarami i prowodyrami tej przemocy są 15-letnie dzieci (uczniowie liceum), a jedynymi dorosłymi są strzegący wyspy żołnierze oraz pan Kitano – były wychowawca klasy biorącej udział w grze .

Muzyka zwróciła moją uwagę, ale w większości nie są to oryginalne kompozycje. Akompaniamentem do mordów są utwory klasycznych kompozytorów! Można tu usłyszeć m.in. Beethovena. Doprawdy dziwne to zestawienie, ale w pewien pokrętny sposób wpasowuje się w schizofreniczny klimat tego dzieła.

Jest tu kilka wątków czy sytuacji, których, powiem szczerze, nie zrozumiałem, ale składam to na karb wspomnianej „azjatyckiej wrażliwości” i nie przejmuję się tym – taki urok, jak u Davida Lyncha. Czasami jednak jest całkiem bezsensownie, co mnie lekko irytowało, np. niektóre motywy nienawiści między, bądź co bądź, kolegami: w jednej chwili są przyjaciółmi, w drugiej strzelają serią w plecy.

Natomiast to, co mi się najbardziej podobało, to gra aktorska. Począwszy od Takeshi Kitano („Zatoichi”, „Brother”, „Lalki”), który porównywany jest do Toshiro Mifune japońskiej kinematografii, a skończywszy na uczniach – wszyscy doskonale wpasowują się powierzone role. Przede wszystkim są przekonywujący (na swój japońsko-komiksowy sposób). Świadomie wspomniałem o komiksie, ponieważ scenariusz i sposób odgrywania postaci są jakby żywym przerysowaniem mangi – pełnej kontrastów i przejaskrawień. Zresztą, fabuła jest tak dobra, na ile pozwala jej oryginał powieści, na kanwie której powstała niniejsza produkcja.

Na zakończenie mogę powiedzieć tyle: nie bierzcie „BR” całkiem na serio, zostawcie sobie rezerwę by się nie zrazić. Nie stawiajcie go również obok typowego kina amerykańskiego – to zupełnie nie ta bajka. Najlepsze, co możecie zrobić zasiadając do seansu, to ugotować garnek ryżu i z pałeczkami w ręku dać się ponieść japońskiej fali. Jeżeli czujecie, że to jakiś absurdalny pomysł, to od razu sobie darujcie – gwarantuję, że film Wam się nie spodoba. Ale jeśli już czujecie ten klimat, to czeka Was 1,5 godziny dobrej zabawy.

Oficjalna strona filmu (dużo ciekawostek): Battle Royale Film.net

Tytuł: Battle Royale
Reżyseria: Kinji Fukasaku
Scenariusz: Kenta Fukasaku, na podstawie opowiadania Koushuna Takami
Muzyka: Masamichi Amano
Data premiery: 2000-12-16 (Świat)
Czas trwania: 113 minut
Kraj: Japonia
Obsada: Tatsuya Fujiwara, Aki Maeda, Kou Shibasaki i inni…

Ocena: 7/5

Dyskusja