Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Pachnidło”

„Pachnidło” Patricka Suskinda długo uchodziło za książkę nie do zekranizowania. W sukces adaptacji wątpili nawet tak znakomici reżyserzy jak Tim Burton czy Ridley Scott. Zdaje się więc, iż niemiecki filmowiec, Tom Tykwer, dokonał niemożliwego. „Pachnidło” w jego wykonaniu to jeden z najlepszych filmów ostatnich kilku miesięcy.

Rzecz dzieje się w XVIII wieku, na terenie Francji. Urodzony w 1744 roku Jan Baptysta Grenouille, posiada niezwykły dar wyczuwania zapachów niedostępnych dla innych ludzi. Poszukiwanie coraz to kolejnych woni staje się jego życiową pasją. Początkowo wiedzie nędzne życie jako pracownik miejscowej garbarni. Jego nadzwyczajny talent zostaje jednak odkryty przez jednego z paryskich perfumiarzy. Grenouille poznaje tajniki perfumiarstwa, lecz to dla niego za mało. Ostatecznym jego celem jest znalezienie zapachu doskonałego i uchwycenie go na wieczność. Zauważa, że idealną woń wydzielają młode, dojrzewające kobiety. Aby osiągnąć swój cel, nie cofnie się nawet przed zbrodnią…

Zanim przejdę do oceniania konkretnych aspektów filmu, muszę się otwarcie przyznać, iż udałem się do kina nie znając pierwowzoru. Niestety, nie miałem wcześniej sposobności by przeczytać książkę Suskinda. Jednak ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, nieznajomość powieści w ogóle nie przeszkadzała podczas oglądania. Twórcy zadbali o to, by na początku filmu wyjaśnić fabułę osobom takim jak ja. Mimo to, po wyjściu z kina poprzysiągłem sobie, że prędzej czy później sięgnę po dzieło Suskinda. Dziś jednak musicie mi wybaczyć, że ocenię „Pachnidło” jako samodzielny obraz, nie zaś ekranizację.

Tradycyjnie, zacznę od aktorstwa. W filmie Tykwera znalazło się miejsce na dwie doskonałe kreacje. Pierwszą z nich jest główny bohater, Jan Baptysta Grenouille. Początkowo miał się w niego wcielić Leonardo di Caprio, lecz prawdopodobnie jakaś boska siła dołożyła swoich starań, by to uniemożliwić. Leo zupełnie nie leżałby mi w roli Grenouille’a. Co innego zaś Ben Whishaw, znany mi wcześniej z serialu „Rzym”. Ostatecznie to właśnie on zagrał perfumiarza i trzeba przyznać, że zrobił to doprawdy znakomicie. Jest bardzo tajemniczy, opętany żądzą stworzenia idealnego zapachu, a przy tym dobrze mu z oczu patrzy i na pierwszy rzut oka wydaje się niemożliwe, aby był w stanie dokonać zbrodni. Druga doskonała kreacja do Laura Richis, w wykonaniu Rachel Hurd-Wood. Chwaliłem tę aktorkę przy okazji recenzowania filmu „Demon: Prawdziwa Historia”. W „Pachnidle” Rachel po raz kolejny udowadnia, jak zdolną jest aktorką. Gołym okiem widać, z jak wielkim zaangażowaniem wcieliła się w młodą francuską panią dworu. Dzięki temu jest nad wyraz naturalna i przekonująca w swojej roli. Wróżę jej wielką aktorską karierę. Grzechem byłoby też nie pochwalić Alana Rickmana, który wcielił się w Antoni’ego Richisa – słynny odtwórca roli profesora Snape’a z ekranizacji Harry’ego Pottera, sprawdza się doskonale także jako troskliwy i opiekuńczy ojciec.

„Pachnidło” to nie tylko świetna gra aktorów. To również doskonałe udźwiękowienie oraz oprawa muzyczna. Zwłaszcza ta druga bardzo pomaga w budowaniu odpowiedniego nastroju towarzyszącego oglądaniu. I chociaż tak naprawdę to w wielu scenach pojawia się dokładnie ten sam motyw, tojest on na tyle intrygujący i zatrważający, że choćbym słuchał go po tysiąckroć, budziłby we mnie to samo, niesłabnące uczucie lęku i niepewności.

Twórcy filmu dołożyli wszelkich starań, by osiemnastowieczne francuskie miasta wyglądały tak realistycznie, jak to tylko możliwe. I trzeba przyznać, że swój cel osiągnęli. Brudne, zatłoczone ulice paryskich dzielnic biedoty, piękne wille na terenach zamieszkiwanych przez arystokrację, a także bardzo ładne scenerie, gdy akcja przenosi się na tereny pozamiejskie… Oczywiście nie jest to to samo, co wspaniałe nowozelandzkie widoki z ekranizacji „Władcy Pierścieni”, nie zmienia to jednak faktu, że oglądanie „Pachnidła” dostarcza widzowiniezapomnianych wrażeń estetycznych. Tak czy inaczej, twórcom udało się oddać specyficzny klimat osiemnastowiecznych metropolii. I jedyną nieścisłością, jaką dostrzegłem na tym polu, był sposób wykonywania egzekucji przez powieszenie. Otóż, opuszczająca się pod nogami skazanego klapa została zastosowana po raz pierwszy w XIX wieku, tymczasem patentu tego użyto w „Pachnidle”, którego akcja toczy się przecież w wieku XVIII.

Film posiada zaledwie jedną, lecz za to stosunkowo poważną wadę. Chodzi o zakończenie. Wiem, że prawdopodobnie zostało ono podyktowane przez pierwowzór, czyli książkę Suskinda, ale do ostatniej chwili miałem nadzieję, że Grenouille zostanie stracony. Tymczasem uwieńczająca film wielka orgia na miejskim rynku, mimo iż dostarcza niezapomnianych wrażeń wizualnych, z fabularnego punktu widzenia wydaje się przesadzona. Poza tym zdaje się, iż ma ona charakter bardziej komiczny niż erotyczny. Panuje jednak niepisana zasada, by w przypadku jakichkolwiek ekranizacji nie czepiać się pierwowzoru – dlatego też przypominam, iż piszę powyższe słowa jako osoba niezaznajomiona z książką, oceniająca „Pachnidło” jako samodzielny film nie tylko pod względem technicznym, ale i fabularnym. W tym też momencie po raz kolejny żałuję, że nie miałem okazji przeczytać powieści Patricka Suskinda.

Mimo rozczarowującego zakończenia, „Pachnidło” to jeden z najciekawszych filmów ostatniego czasu. Wszystkich, którzy jeszcze się zastanawiają, czy pójść do kina, gorąco do tego namawiam. Dzieło Tykwera zdecydowanie warte jest kilkunastu złotych wydanych na bilet, a daję słowo, że zapadnie wam ono w pamięć jeszcze na bardzo długi czas.

Tytuł: Pachnidło
Tytuł oryginału: Perfume: The Story of a Murderer
Reżyseria: Tom Tykwer
Scenariusz: Andrew Birkin
Muzyka: Tom Tykwer, Johnny Klimek
Data premiery: 2006-09-07 (świat), 2007-01-12 (Polska)
Czas trwania: 147 minut
Kraj: Francja, Hiszpania, Niemcy
Obsada: Ben Whishaw, Alan Rickman, Rachel Hurd-Wood, Dustin Hoffman, David Calder

Ocena: 8/5

Dyskusja