Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Piła 3”

Kiedy w 2004 roku na ekrany kin wszedł niskobudżetowy film pod tytułem „Piła”, nikt nie spodziewał się, że odniesie on sukces. Tymczasem ludzie tłumnie odwiedzali kina, by zobaczyć dzieło młodego Jamesa Wana. Wbrew oczekiwaniom, obraz przyniósł bardzo duże zyski, więc rok później nakręcono całkiem solidny sequel. „Piła II” okazała się jeszcze większym sukcesem kasowym od swojej poprzedniczki. Twórcy nie poprzestali także i na tym, głośno zapowiadając trzecią część. Dziś mam okazję ją recenzować. Najnowsza Piła, mimo iż nie brak jej popularności (w sam tylko weekend premierowy zarobiła w USA 34 mln USD), prezentuje się nad wyraz mizernie.

Wzorem poprzednich części, głównym złym jest Jigsaw, psychopatyczny zabójca poddający ludzi ekstremalnym próbom. Morderca cierpi jednak na ciężką chorobę i jego życie wisi na włosku. W prowadzeniu morderczej gry pomaga mu Amanda, jego dawna zakładniczka. Tym razem ofiarami stają się młoda lekarka Lynn oraz Jeff, mszczący się za śmierć swojego syna. Pani doktor zostaje porwana i ma obowiązek utrzymać Jigsawa przy życiu dopóki Jeff nie ukończy swojej próby. Losy wszystkich bohaterów spotykają się ze sobą w najmniej spodziewanym momencie.

O ile dwie pierwsze części Piły można było oglądać jak horror, o tyle trzecią odsłonę zakwalifikowałbym do gatunku „gore thriller”. W filmie trudno dostrzec cokolwiek, co byłoby typowe dla kina grozy. Może oprócz hektolitrów krwi i ton powypruwanych wnętrzności – o tak, czego jak czego, ale brutalności „Pile 3” nie brakuje. Zazwyczaj ten sadyzm jest uzasadniony, jednak pewne sceny można było albo pominąć, albo ująć z innej perspektywy. W obrazie Bousmana znajduje się ponoć pewna scena, która w mig została uznana przez krytyków za jedną z najohydniejszych i najobrzydliwszych w historii horroru. Być może chodzi o operację Jigsawa. Twórcy mogli ująć jego twarz, ale nie – w celu zadowolenia złaknionych krwi widzów, przez dobrych kilkadziesiąt sekund skupiali się na otwartej czaszcze mordercy. Jeśli to nie operacja tak bardzo oburzyła krytykę – to z całą pewnością tortura na adwokacie, na którym mścił się Jeff. Znajdował się on w wielkim naczyniu, które stopniowo zalewane było kleistą breją utworzoną przez zwierzęce wnętrzności. Można to interpretować jako ukłon w kierunku miłośników gore – jednak ja sam czułem się po prostu obrzydzony. Później jednak zdałem sobie sprawę, że decydując się na oglądanie filmu, musiałem być na coś takiego przygotowany – albowiem także i w poprzednich częściach twórcy nie szczędzili widoku krwi.

Jednym z atutów „Piły” oraz „Piły 2” była gra aktorów. W trzeciej części prezentuje się ona znacznie gorzej, aniżeli do tej pory. Jedynym aktorem, który tradycyjnie doskonale wywiązał się ze swojego zadania, był Tobin Bell, który wcielił się w rolę Jigsawa. Zagrał naturalnie i przekonująco, Jigsaw w jego wykonaniu był po prostu prawdziwy. Co do reszty obsady mam pewne zastrzeżenia. Shawnee Smith w roli Amandy poradziła sobie dobrze, ale bez żadnych rewelacji. Ot, odegrała swoją bohaterkę tak, jak należało. Dużo więcej zgrzytów dostrzegłem u Bahar Soomekh, której przypadła w udziale rola pani doktor. W scenach dialogowych Bahar radzi sobie nienajgorzej. Jednak kiedy nie mówi, a ma milcząco przedstawić konkretne emocje – dajmy na ten przykład przerażenie – to robi rozmaite dziwne miny, które wyglądają raczej śmiesznie niż przekonywująco. Ostatni spośród aktorów liczących się w filmie to Angus MacFadyen, wcielający się w Jeffa. Mogę o nim powiedzieć tylko tyle, że nie spisał się źle – mogłoby być bowiem znacznie gorzej. Jednocześnie nie mogę powiedzieć na temat jego gry zbyt wielu ciepłych słów. Zagrał nieco poniżej średniej krajowej, i nic ponadto.

Gra aktorska to tylko jeden z wielu mankamentów „Piły 3”. Podczas oglądania zwróciłem szczególną uwagę na lecącą w tle muzykę. Pierwsze dwie części filmu miały nastrojową ścieżkę dźwiękową. Odsłona trzecia prezentuje się pod tym względem znacznie gorzej. Odtwarzane w tle dźwięki i muzyka sprawiają wrażenie, jakby zostały skomponowane nie do filmu grozy, ale z myślą o typowej produkcji sensacyjnej. „Piła 3” z całą pewnością nie stanowi uczty dla uszu kinomana, gdyż oprawa audio jest po prostu słaba i w najmniejszym nawet stopniu nie spełnia swej roli. Nie buduje napięcia i w żaden sposób nie wpływa na emocje widza.

Jeśli dodać do tego wszystkiego przygnębiającą, klaustrofobiczną atmosferę, która w ogóle nie pasuje do klimatu „Piły”, otrzymujemy bardzo słaby film. Wygląda na to, że twórcom wystarczyło pomysłów tylko na dwie pierwsze części. Poprzednie „Piły” nawet jeśli nie straszyły, to w pewien sposób działały na oglądającego, nie pozwalając mu się nudzić. Tymczasem „Piła 3” nie dość, że nuży od początku do końca, to w dodatku pozostawia ogromny niedosyt i wrażenie, iż spartaczono coś, co całkiem dobrze się zapowiadało. Miejmy nadzieję, że czwarta odsłona „Piły”, zaplanowana jeszcze na ten rok, będzie lepsza od parodii horroru, którą Darren Lynn Bousman zaserwował nam tym razem.

Tytuł: Piła III
Tytuł oryginału: Saw III
Reżyseria: Darren Lynn Bousman
Scenariusz: Leigh Whannel
Muzyka: Charlie Clouser
Data premiery: 2007-01-05 (Polska), 2006-10-26 (świat)
Czas trwania: 107 minut
Kraj: USA
Obsada: Tobin Bell, Shawnee Smith, Angus MacFadyen, Bahar Soomekh, Dina Meyer

Ocena: 3/5

Dyskusja