Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Lekarstwo na choroby nadprzyrodzone – recenzja książki „2586 kroków”

Kiedyś byłem chory i jeden z kolegów postanowił pożyczyć mi książkę. Wiedział, że lubię twórczość Andrzeja Pilipiuka. Do tamtego dnia znałem tego autora tylko jako twórcę postaci Jakuba Wędrowycza. Miałem więc okazje zapoznać sie z innymi opowiadaniami Pilipiuka. Gdy ją szybko przeczytałem (a opasłe to tomisko, ponad 500 stron) wiedziałem już, że muszę mieć tę książkę na własność. I udało sie, nie żałuje żadnej wydanej na nią złotówki.

Ale zacznijmy od konkretów. Jak pisze wydawca na tylnej stronie okładki, jest to pozycja dla tych, którzy nie lubią Jakuba Wędrowycza. Jednakże aż ciśnie się na usta dopowiedzenie, że jest to też książka dla tych, co uwielbiają tę postać.

Opowiadania przedstawione w tym zbiorze – a jest ich aż piętnaście – nie są ze sobą połączone w spójną całość fabularną. Tylko dwie pary z nich łączą się ze sobą postaciami głównych bohaterów i realiami. Tytułowe opowiadanie „2586 kroków” i jego kontynuacja „Wieczorne Dzwony” są jednymi z najciekawszych w tym tomiku. Ich bohater, Paweł Skórzewski, to młody lekarz z początku wieku XX. Musi on zmierzyć się ze śmiertelnymi plagami chorób o podłożu nie medycznym, a raczej nadprzyrodzonym.

Muszę przyznać, że bez wahania zakupię każdą kolejną książkę Pilipiuka, w której będzie jakakolwiek kontynuacja losów tego doktora. Myślę, że nie zdradzę wielkiej tajemnicy, jeśli powiem, iż owe tytułowe 2586 kroków to miara dystansu, który pokonuje się według zabobonnych ludzi ze szpitala do kostnicy. O zgrozo, za każdym razem, gdy Paweł udaje się na swoją medyczną misję i odmierza swe kroki, wychodzi mu tyle samo.

Jeśli to nie zachęciło was jeszcze do sięgnięcia po tę książkę, to napomknę tylko, iż w innych opowiadaniach natkniemy się na przemierzających czas i przestrzeń agentów carskiej policji, którzy nie pogodzili się z brutalną dla nich rzeczywistością. W innym opowiadaniach są wilkołaki i wampiry, bardziej ludzkie niżbyśmy sobie tego życzyli, albo lokator bloku (kolejny bohater, występujący w aż dwóch opowiadaniach), który albo ma zbyt bujną wyobraźnię, albo w okolicach jego mieszkania faktycznie dzieje się coś dziwnego. Natkniemy się na średniowiecznego inkwizytora, naukowca pracującego w okolicy Czarnobyla po wybuchu, a także na młodego Polaka, który żyje w alternatywnej wersji rzeczywistości. Rzeczywistości w której przebieg II Wojny Światowej był odmienny od tego, który znamy z podręczników do historii.

Myślę, że teraz każdy z szanujących się miłośników fantastyki, po tym jak z grubsza wymieniłem bohaterów opowiadań, powinien szybko nadrobić braki w lekturze.

Warto jeszcze wspomnieć o kunszcie pisarskim, jakim Andrzej Pilipiuk po raz kolejny się popisuje, zresztą całkiem słusznie. Autor doskonale potrafi wczuć się w dane realia historyczne (w końcu to historyk z wykształcenia), a także narodowościowe. W opowiadaniach swobodnie potrafi zmienić sposób narracji, a w kilku nawet posługuje się formą listu. Pilipiuk w błyskotliwy sposób wywołuje zainteresowanie u czytelnika i sprawia, iż ten żałuje, że książka nie jest grubsza. Kolejny plus, dla którego warto ją kupić.

W ostatnich słowach mojej recenzji wspomnę pokrótce o wydaniu książki. Jedyną, drobną wadą, jest fakt, iż Fabryka Słów wydała „2586 kroków” w miękkiej oprawie ( co jak wiadomo przy ponad 500 stronach już po pierwszym przeczytaniu źle wpływa na stan książki). Wydawca jednak rekompensuje to wspaniałymi grafikami, którymi nie tylko została ozdobiona okładka, ale także i wnętrze książki, między poszczególnymi rozdziałami.
Książka ta to pozycja obowiązkowa dla każdego czytelnika fantastyki. Ten, kto nie zna dorobku literackiego Andrzeja Pilipiuka, jeśli nie zacznie od opowiadań związanych z Jakubem Wędrowyczem, śmiało może to zrobić od tego właśnie tomu opowiadań.

Ocena: 4/5

Dyskusja