Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Lśnienie”

Niespełna miesiąc temu przeczytałem „Lśnienie” Stephena Kinga. Było to dla mnie ciężkie, ale ostatecznie bardzo przyjemne przeżycie. Po szczegółowe informacje odsyłam do recenzji, którą zamieściłem na Bestiariuszu kilka tygodni temu. No, ale do rzeczy… w parę dni po przeczytaniu książki dowiedziałem się, że telewizja TVN zamierza wyemitować jej ekranizację. Ciesząc się z takiego zbiegu okoliczności, wyczekiwałem aż do 19 stycznia, kiedy to o godzinie dwudziestej drugiej dziesięć miał zacząć się długo oczekiwany film.

Jack Torrance, pisarz cierpiący na brak weny twórczej, znajduje pracę w hotelu Panorama. Ma opiekować się budynkiem przez całą zimę. Do pracy przyjeżdża z żoną Wendy oraz kilkuletnim synem, Dannym. Obdarzony nadprzyrodzonymi mocami chłopiec zauważa, że przybytek jest nawiedzony, a działające w nim złe siły coraz bardziej oddziałują na jego ojca. Wkrótce Jack pada ofiarą obłędu…

Wielu miłośników horroru uznaje „Lśnienie” za klasykę gatunku. Tymczasem autor książki nie ukrywa, że nie jest zadowolony z ekranizacji. I mimo, iż film jest bardzo dobry, to jestem w stanie zrozumieć pisarza. O adaptacji tej można powiedzieć wiele, za wyjątkiem tego, że jest wierna. Reżyser, słynny Stanley Kubrick, wprowadził w stosunku do pierwowzoru bardzo wiele zmian. Niektóre były absolutne niepotrzebne. Przykładem niech będzie nawiedzony pokój. W książce ma on numer 217, natomiast w dziele Kubricka 237. Zakończenie również różni się znacznie od książkowego. Zmiany te nie wychodzą filmowi na złe, ale mogą zniesmaczyć wiernych fanów powieści. Osobiście byłem nimi nieco zaskoczony, choć uznałem je za akceptowalne.

Jednym z największych plusów filmu jest gra aktorska. Bardzo dobrze spisał się Danny Lloyd, któremu przypadła w udziale rola małego Torrance’a. Mimo swojego młodego wówczas wieku, zagrał jak doświadczony aktor. Shelley Duvall, filmowa Wendy, za rolę w „Lśnieniu” dostała nominację do Złotej Maliny w kategorii Najgorsza Aktorka. Mimo, że moje wyobrażenie książkowej Wendy było zupełnie inne, to nie mogę się zgodzić z tak surową opinią krytyki. Gra Shelley rzeczywiście mocno zgrzyta, ale nie sądzę, by było aż tak źle, by przyznawać jej Maliny. Najmocniejszym punktem obsady jest Jack Nicholson, wcielający się w Jacka Torrance’a. Nicholson odgrywa swojego bohatera doprawdy doskonale. Jest naturalny i przekonywujący. Spójrzcie tylko na tę pełną obłędu twarz na plakacie, u dołu tej recenzji. Śmiem twierdzić, że jest to jedna z najlepszych ról tego aktora – może obok „Lotu nad kukułczym gniazdem”. Co zaś się tyczy postaci drugoplanowych – wszystkie, bez wyjątku, zostały zagrane bardzo dobrze, jednak na osobną pochwałę zasługuje Scatman Crothers, grający książkowego Dicka Hallorana.

Pod względem udźwiękowienia „Lśnienie” może stanowić wzór do naśladowania dla podobnych produkcji. Za muzykę odpowiedzialny był Polak, Krzysztof Penderecki. Dlatego też brzmienia, których miałem okazję słuchać podczas oglądania, wydały mi się bardzo 'swojskie'. Doskonale spełniają one swoją rolę i bez wątpienia pomagają w tworzeniu atmosfery grozy.

Właśnie. Groza. Jak „Lśnienie” sprawdza się w roli horroru? Ano, sprawdza się znakomicie. Oglądałem ten film późnym wieczorem, pośród całkowitych ciemności i muszę powiedzieć, że efekt był nieziemski. Dzieło Kubricka posiada pewien niepowtarzalny klimat, którego może mu pozazdrościć większość powstających obecnie produkcji grozy. Ilekroć na ekranie pojawiały się wizje Danny’ego, po moich plecach przechodziły zimne dreszcze. Podobne emocje obudziła u mnie doskonała scena z kobietą w wannie. Wszystko to działo się bardzo szybko. Mimo, iż obraz liczy ponad sto czterdzieści minut, to czas ten minął jak z bicza strzelił. Nie ma się jednak czemu dziwić, zważywszy na fakt, że książka mieściła się na około siedmiuset stronach. Przeniesienie na ekran tak wielkiego dzieła z pewnością nie było proste, ale Kubrick jakoś sobie z tym poradził, mimo, iż w ekranizacji zabrakło miejsca na niektóre wątki, które w książce były dość znaczące.

Reasumując, „Lśnienie” to bardzo dobry film, z którym powinien się zapoznać każdy szanujący się miłośnik horroru. Kubrick stworzył dzieło, które nie straciło nic ze swej świeżości, mimo, że od premiery obrazu minęło już prawie trzydzieści lat. Zawód może spotkać tylko tych, którzy oczekiwali wiernej ekranizacji. Reżyser nakręcił bowiem film wedle własnego wyobrażenia i własnych potrzeb. Jeśli jednak oceniać „Lśnienie” jako samodzielną produkcję, to robi ona piorunujące wrażenie. Polecam!

Ocena (jako film): 9/10
Ocena (jako ekranizacja): 6+/10

Tytuł: Lśnienie
Tytuł oryginału: The Shining
Reżyseria: Stanley Kubrick
Scenariusz: Diane Johnson
Muzyka: Béla Bartók, Wendy Carlos
Data premiery: 1980-05-23 (Świat), 1990-12-31 (Polska)
Czas trwania: 146 minut
Kraj: USA, Wielka Brytania
Obsada: Jack Nicholson, Shelley Duvall, Danny Lloyd, Scatman Crothers, Barry Nelson

Ocena: 9/5

Dyskusja