Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Rękawica rzucona bogom i starości – recenzja książki „Ostatni Bohater”

„Stał się legendą za życia. Wciąż pamięta wspaniałe dni niezwykłych przygód. Pamięta czasy, gdy bohater nie musiał się martwić o ogrodzenia, prawników i cywilizację. Pamięta też czasy, kiedy ludzie nie krytykowali zabijania smoków. Dzisiaj za to nie zawsze pamięta, gdzie odłożył swoje zęby… I wcale mu się to nie podoba. Teraz więc, ze swym starożytnym mieczem, nową laską i starymi przyjaciółmi – a są to bardzo starzy przyjaciele – Cohen Barbarzyńca wyrusza w ostatnią misję. Zamierza wspiąć się na najwyższą górę Świata Dysku i spotkać swoich bogów. Nie podoba mu się, że pozwalają ludziom starzeć się i umierać.”

Na „Ostatniego Bohatera” ostrzyłem sobie zęby od dłuższego czasu. Ze wszech stron słyszałem jak najbardziej przychylne opinie na temat tej pozycji z multiuniwersum Świata Dysku, tak więc kiedy tylko na allegro znalazłem egzemplarz po w miarę przystępnej cenie (30 zł), bez wahania kupiłem. I muszę to otwarcie przyznać- był to jak najbardziej udany zakup.

Ta kolejna pozycja książkowa Terry’ego Pratchetta opowiada historię tytułowego ostatniego bohatera imieniem Cohen Barbarzyńca, jak i jego starych przyjaciół, a są to bardzo starzy przyjaciele, którym nie podoba się sam fakt starości. Cohena poznaliśmy już w wielu poprzedzających tę książkę pozycji ze Świata Dysku, gdzie już był sędziwym osiemdziesięciolatkiem. Jego przyjaciele zmagają się nie tylko z takimi wrogami jak złowrodzy władcy ciemności, ale i łysieniem, sklerozą czy niedosłyszeniem. I to właśnie te czynniki zebrane pod wspólną nazwą „starość” tak irytują głównych bohaterów książki. Są zdenerwowani do tego stopnia, że postanawiają ukarać odpowiedzialnych za taki porządek rzeczy, czyli bogów. Ich zemsta jest do tego stopnia przemyślana, że planują oddać bogom to co pierwszy bohater im oddał i to z dużym procentem (jak wiemy z naszych ziemskich mitów, Prometeusz wykradł bogom greckim ogień – przyp. Joku, tak jakby ktoś nie wiedział). Ale wybuch w boskiej siedzibie, która znajduje się w samym centrum Dysku, na szczycie najwyższej góry Cori Celesti, może zachwiać do tego stopnia polem magicznym płaskiej ziemi, że ta niechybnie rozpadnie się na kawałki. Ktoś musi powstrzymać zniedołężniałych, ale nadal dziarskich bohaterów. I tu „Ostatni Bohater” jest miłym zaskoczeniem dla czytelników, bowiem drużyna która wyrusza z Ankh – Morpork, łączy w sobie bohaterów dwóch znanych dyskowych serii – nieudolnego maga Rincewinda(który awansował do stopnia Profesora Niewidocznego Uniwersytetu!) i Kapitana Marchewę ze Straży Miejskiej ( w książce występuje też Śmierć, ale on pojawia się nie tylko w swoim cyklu – przyp. Joku, kolejny już). Załogę uzupełnia osoba najbardziej znanego wynalazcę Dysku – Leonarda da Qurim. Jakby na niedosyt ulubionych bohaterów w książce przewija się także kadra profesorska magów z Niewidocznego Uniwersytetu, tak więc do pełnej śmietanki towarzyskiej w tej książce brakuje tylko czarownic. Jak łatwo się domyślić takie zbiorowisko znanych bohaterów Świata Dysku będzie obfitować wieloma komicznymi sytuacjami. Co do samej fabuły nie będę zdradzał jej za bardzo, jako że Pratchetta od razu rzuca czytelnika w wir wartko płynących wydarzeń. Jedyne co mogę powiedzieć w gestii zainteresowania tą książka to fakt pierwszego lotu załogowego z Dysku na księżyc.

Zwykle przy ocenie książek nie rozwodzę się zbyt długo nad kwestią wydania i szaty graficznej, ale tym razem wydawca przeszedł sam siebie ( i to bardziej ukłon w stronę amerykańskich wydawców, bo nie był to polski pomysł), mianowicie książka jest ilustrowana! Tak jak kiedyś Josh Kirby ilustrował „Eryka”, tak teraz jego następca o podobnie brzmiącym nazwisku – Paul Kidby, zadbał o wizualną stronę tej opowieści. „Ostatni Bohater” jest pierwszą książką do której nie tylko wykonał wspaniała okładkę ( nawiązującą do obrazu Mucha „Krzyk”) ale także ozdobił jej wnętrze wspaniałymi rysunkami postaci i scen z tej historii. Mimo, że taki sposób wydania książki wydaje się przeznaczony do młodszego czytelnika, w przypadku tej powieści jest nieco inaczej. Wiadomo że barbarzyńscy bohaterowie nie zachowują się salonowo, a ilustracja nawiązująca do fresku Michała Anioła z Kaplicy Sykstyńskiej, gdzie Cohen pokazuje znaczący gest bogom Dysku, jest tego doskonałym przykładem. Nie mniej ilustracje są doskonałe! Wspaniale oddają klimat i ducha Świata Dysku.

Co do pozostałych walorów estetycznych, to polski wydawca, nie przeczę, postarał się. Wydanie książki w twardej oprawie, z lakierowaną obwolutą i na śliskim, kredowym papierze jest oczywiście na plus. Trochę dziwne jest to, że wydawnictwo Prószyński i s-ka zdecydowało się na wydanie „Ostatniego Bohatera”, trochę poza ciągiem chronologicznym. W roku 2003 była to różnica prawie dziesięciu książek w stosunku do aktualnie ostatniej, przetłumaczonej pozycji ze Świata Dysku.
Jedyny minus, który już jak zwykle podkreślam w moich recenzjach to cena. A ta sugerowana przez wydawcę wydaje się wręcz astronomiczna i wynosi 69 zł! Choć jak na taką książkę gra wydaje się warta świeczki, czyli w tym konkretnym wypadku obrabowanie własnego portfela.

Podsumowując, jeśli kiedykolwiek natkniecie się na „Ostatniego Bohatera”, nawet jeśli nie znacie za dobrze serii „Świata Dysku”, albo w ogóle twórczości Terrego Pratchetta, idźcie do innego sklepu i kupcie sobie świnkę skarbonkę, która pomoże wam za jakiś czas kupić sobie własny egzemplarz tej książki. A jeśli gdzieś znajdziecie po niższej cenie, nie zawahajcie się tak jak i ja ani minuty i kupujcie!

Plusy: ilość bohaterów, wspaniała fabułą, rysunki Kidbego, porządne wydanie bibliofilskie,
Minusy: jak zwykle cena-ale, wydaje się być uczciwa za taką książkę.

Ocena: 9,5/10

Tytuł: „Ostatni Bohater”
Tytuł oryginału: „The Last Hero”
Autor: Terry Pratchett
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2003
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Ilość stron: 176
ISBN: 83-7337-445-0
Cena: 69 zł – twarda oprawa

Dyskusja