Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Jak śnić o Władcy Snów… – recenzja komiksu „Sandman – Dom lalki”

Nie wszyscy lubią czytać wstępy. Zwykle kojarzą się one z czymś długim, nudnym i zupełnie niepotrzebnym. Czymś, co oddala czytelnika od lektury. A już wstępy w komiksach – dla niektórych jest to zbrodnia prawdziwa. Są jednak takie serie, do których tego typu wprowadzenia są konieczne. A nawet, jeśli nie, to dodają całości wyjątkowego posmaku. Posmaku grozy.

Uwielbiam wszystkie wprowadzenia do kolejnych „Sandmanów”. Zarówno te, będące już integralną częścią opowieści, pisane przez samego Gaimana, jak i klasyczne wstępy, mające czytelnikowi powiedzieć coś o samym komiksie lub jego twórcach. W przypadku tej serii, także one przesycone są tą nutką mistycyzmu, która ocieka z kolejnych stron komiksu.

O czym jest „Sandman” zapewne wiele osób wie – chociażby tylko ze słyszenia. Pan Krainy Snów – Morfeusz, jeśli przyjąć to jego najpopularniejsze imię, wraz z innymi Nieskończonymi błąka się po świecie. A dokładniej po światach, gdyż seria prezentuje nam liczne królestwa, przenikające się między sobą. „Sandman” składa się z wielu pojedynczych opowieści, które, choć są ze sobą powiązane, równie dobrze mogłyby stanowić oddzielne całości. Pierwsza część „Domu lalki” składa się z trzech takich części.

Pierwsza z nich, stworzona na kształt historii wprowadzającej, traktuje o zakazanej miłości (a jakże!). Jest to opowieść starszego, czarnego mężczyzny z nieokreślonego plemienia, który wprowadza młodego chłopaka w dorosłe, męskie życie. W tym celu zabiera go na pustynię, aby opowiedzieć mu historię, przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Młodzieniec słucha o losach pierwszych ludzi, ich wspaniałym mieście, a także o przyczynie jego upadku i losach pięknej królowej. Historia, jakkolwiek dramatyczna, nadaje Morfeuszowi bardzo interesującą cechę – umiejętność kochania, bez możliwości jej spełnienia.

Kolejne, właściwe już części, wprowadzają dobrze znane z poprzednich tomów: Rozpacz i Pożądanie, a więc członków Rodziny władcy snów. Systematycznie też zarysowuje się główna oś fabularna: młoda kobieta, która może zagrozić istnieniu Śnienia, jest nieświadoma własnej osoby. Pożądanie, jak zwykle aroganckie, miesza wszędzie tam, gdzie może. Poważny Morfeusz musi się zaś zmagać z wszystkim tym, do czego od wieków przywyknął.

Nie ukrywam, iż bardzo lubię całą serię Gaimana. „Dom lalki” nie stanowi tu wyjątku. Fabularnie jest na wysokim poziomie, graficznie także. Rysunki Mike`a Dringenberga i Malcolma Jonesa III są bardzo klimatyczne. Jedynym mankamentem wydania (ale dotyczy to całej serii) jest fakt, iż komiksy są klejone, nie zaś szyte, co sprzyja niszczeniu się egzemplarzy.

Reasumując: kto lubi „Sandmany”, ten zawiedziony nie będzie. Kto nie lubi (czy jest ktoś taki?), być może właśnie tym tomem się do nich przekona – szczególnie „Historie z piasku” wyróżniają album spośród pozostałych. Natomiast jeśli ktoś chce zaczynać serię – być może lepiej by zrobił, czytając kolejno od „Snu sprawiedliwych”. Chociaż ja osobiście debiutowałam z „Sandmanem” właśnie „Domem lalki” i bynajmniej przyjemności czytania mi to nie odebrało. W każdym razie: bardzo polecam.

Dyskusja