Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Lęk”

Jakiś czas temu wybrałem się na wieś. Przewidując, że nie będę tam miał wiele ciekawych zajęć, kupiłem po drodze za parę złotych horror „Lęk”. Nie spodziewałem się po nim wiele dobrego (generalnie nie mam dobrego zdania o obecnie powstających horrorach), ale coś przecież trzeba robić dla zabicia nudy.

Londyn, późny wieczór. Kate (w tej roli Franka Potente) opuszcza prywatkę u znajomych, by w klubie w innej części miasta spróbować poderwać George’a Clooneya. Nie udaje jej się złapać taksówki, idzie więc na stację metra. Niestety, usypia na peronie. Gdy się budzi, nie jeżdżą już żadne pociągi, a stacja jest opustoszała i zamknięta na cztery spusty. Na dodatek jej komórka nie ma zasięgu.
Kate jest już bliska paniki, gdy nagle na peron wjeżdża pociąg. Dziewczyna szybko wskakuje do środka. Pociąg rusza.. jednak wkrótce zatrzymuje się w tunelu. Maszynista nie odpowiadana na pukanie, w pobliżu nie ma nikogo z obsługi… Gasną światła! Coś czai się w tunelach. Kate musi walczyć o życie.

Fabuła, jak łatwo zauważyć, jest całkowicie standardowa. W gruncie rzeczy „Lęk” to typowy „biegany” slasher – całe 85 minut filmu wypełniają gonitwy po tunelach metra, dworcach i kanałach, przerywane co jakiś czas śmiercią tej czy innej osoby napotkanej przez Kate – narkomana, czyściciela kanałów, ochroniarza z podziemnej dyspozytorni… Szczególnie nużące jest to w końcówce filmu. Można by ją całą wyciąć, a film tylko by na tym zyskał. Po prostu wieje nudą.

Aktorstwo w „Lęku” leży. Grająca główną rolę Franka Potente biega tylko w tę i z powrotem, co jakiś czas krzycząc. Żaden z aktorów drugoplanowych nie jest ani trochę wyrazisty. W gruncie rzeczy nie ma w tej kwestii po prostu o czym pisać. Niemal absolutna katastrofa.

Na plus zapisuje się za to ciężka, klaustrofobiczna atmosfera podziemnych korytarzy i bezosobowa, sterylna scenografia stacji metra, wspomagane dość zręcznym wykorzystaniem muzyki i okresów ciszy. Atmosfera to dość mocna strona początkowych scen filmu, została jednak skutecznie zepsuta zbyt szybkim pokazaniem „głównego złego” – mutanta z kanałów.

Sam mutant również wyszedł słabo. Jest zasuszony i chuderlawy – i absolutnie nie jest przerażający. Tak słabo przedstawionego potwora w filmie grozy nie widziałem już od dawna. Jest po prostu śmieszny. Bo jak może straszyć potwór, który przypomina zasuszonego staruszka i kilka minut zwija się z bólu po ciosie butem na wysokim obcasie?
Jedyną jego mocną stroną jest charakterystyczny okrzyk, zdecydowanie jednak w filmie nadużywany.

Ogólnie „Lęk” nie poprawił mojego zdania o kręconych obecnie horrorach, ale wręcz je umocnił. Nie ma w nim zupełnie nic oryginalnego, a pozytywne akcenty są uparcie i błyskawicznie rozbijane beznadziejną grą aktorów, brakiem wyczucia reżysera w tworzeniu atmosfery i fabularnymi pomyłkami. Te 85 minut, które zajmie oglądanie filmu, można spożytkować w o wiele lepszy sposób.

Zalety:
Klaustrofobiczna atmosfera (na początku).
Zimna, sterylna, bezosobowa scenografia stacji metra.
Niezłe wykorzystanie dźwięku (zarówno muzyka, jak i cisza).
Charakterystyczny krzyk kanałowego mutanta – całkiem niezły.

Wady:
Fabuła – nie dość, że skąpa, to jeszcze bez jakiegokolwiek świeżego pomysłu
Aktorzy – koszmarni. Ktoś chyba sabotował castingi.
Za szybko pokazano potwora.
Wygląd mutanta – zasuszony, chuderlawy, co w nim strasznego? Już Lassie wyglądał groźniej.
Po 20 minutach film robi się nudny, a końcówkę trudno w ogóle znieść.

Tytuł: Lęk
Tytuł oryginału: Creep
Reżyseria: Christopher Smith
Scenariusz: Christopher Smith
Muzyka: The Insects
Data premiery: 2005-10-28 (Polska) , 2004-08-10 (Świat)
Czas trwania: 85 minut
Kraj: Niemcy, Wlk. Brytania
Obsada: Franka Potente, Vas Blackwood, Jeremy Sheffield, Sean Harris, Paul Ratraig

Ocena: 3/5

Dyskusja