Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

5 słoni i 26 Dysków, czyli Pratchett raz jeszcze – recenzja książki „Piąty Elefant”

Zaskoczyło mnie, jak szybko moja biblioteka ostatnimi czasami zaopatruje się w najnowsze pozycje na rynku literatury. Naprawdę, szczere było moje zdziwienie, kiedy już w marcu na jednej z bibliotecznych półek znalazłem „Piątego Elefanta” – książkę wydaną zaledwie parę miesięcy temu – w listopadzie 2006. Oczywiście, jako „zjadacz” każdej pozycji, która wypłynęła spod ręki Pratchetta, niemożliwe by było, abym od razu się nie zabrał za lekturę.

Kolejna, dwudziesta szósta już pozycja z oryginalnego cyklu Świata Dysku , przenosi nas tym razem do krainy, o której autor w poprzednich swych książkach często lecz zdawkowo wspominał – do Uberwaldu. Jako ciekawostkę należy zaznaczyć, iż mimo Uberwald ma być odbiciem ziemskiej Transylwanii, to wiele aspektów w wyglądzie tego państwa Terry Pratchett opisał pod wpływem swego pobytu w Polsce (jest to dokładniej opisane w „Sztuce Świata Dysku”). Jak już wspominałem Uberwald jest odbiciem Transylwanii a dokładniej mitów i legend w jakie obrósł ten kraj. Możemy więc tu spotkać wampiry i wilkołaki, a także Igory(wiadomo, iż każdy szanujący się obywatel Uberwaldu musi mieć swojego służącego i to akurat imieniem Igor). Oczywiście, jak daje się to zauważyć, na Świecie Dysku takie istoty żyją w miarę normalnie, nie siejąc co i rusz grozy i śmierci od ukąszenia w szyję (są nawet specjalne kółka wsparcia dla anonimowych krwiopijców – „jedno ugryzienie to za dużo”). Krainę te zamieszkują także krasnoludy, drążąc swoje korytarze pod całym Uberwaldem, gdzie oprócz cennych kruszców wydobywają równie cenny tłuszcz. I to właśnie krasnoludy będą motorem napędowym dla historii opisanej w „Piątym Elefancie”. Muszą bowiem ukoronować nowego Dolnego Króla. Jest to niezwykle ważna sprawa dla każdego krasnoluda ze Świata Dysku, nawet dla tych które od kilku pokoleń żyły w mieście Ankh-Morpork. Tak się złożyło, iż właśnie ta metropolia jest największym miastem krasnoludzkim poza Uberwaldem. Tradycja nakazuje, by na koronacje miasto wysłało swoich przedstawicieli. Będą to dobrze znani czytelnikom bohaterowie serii o Straży Miejskiej („Piąty Elefant” zalicza się do niej): komendant Sam Vimes, wraz z żoną Lady Sybil, Cudo Tyłeczek – pierwszy krasnolud który nie boi się otwarcie przyznać, iż jest kobieta (mimo to nadal nosi brodę), oraz głupi, nawet jak na standardy swej rasy, troll Detrytus. Oczywiście w historii tej nie zabraknie młodego kapitana Marchewy, wilkołaczki Anguy, czy chociażby najbardziej charakterystycznego i jakże lubianego przez czytelników kaprala Nobbego Nobbsa. Warto jeszcze wspomnieć, iż w książce ważną rolę odegra, mimo iż wcale nie ma na to ochoty, gadający pies Gaspoe.

Jak wiadomo, z takimi postaciami od razu zwiąże się kilka niezwykłych zagadek. Chyba nie muszę mówić, o jakie dokładnie zagadki chodzi. Uważam, iż to, co już napisałem, powinno w stanowczości wystarczyć, aby zachęcić każdego miłośnika fantasty do sięgnięcia po tę książkę. Moje osobiste odczucia związane z lekturą „Piątego Elefanta” wydają się chyba dość jasne, jako iż na początku swojej recenzji zaznaczałem już, że jestem wielkim fanem twórczości Terrego Pratchetta. Owe odczucia są, oczywiście, jak najbardziej pozytywne. Książka niesamowicie wręcz wciąga czytelnika w wir zawartych w niej wydarzeń i zagadek kryminalnych.

Co do technicznej strony wydania, polski wydawca nie zmienił niczego odkąd wydaje w naszym kraju cykl „Świata Dysku”- nadal mamy do czynienia z książką w miękkiej oprawie za cenę 29,90 zł. Cena ta zostaje bez zmian od kilku lat i myślę, że każdy zdążył się już do niej przyzwyczaić. Zapewne dostępna jest też książka w twardej oprawie, ale pisze „zapewne”, jako iż nie mam pewności czy wydawca nie zrezygnował już z tego pomysłu z racji małego zainteresowania czytelników twardą obwolutą. Nie mniej jeśli „Piąty Elefant” został wydawany w „hardcoverze”, tak jak kilka poprzednich książek cyklu, opłaca się wydać te kilka złoty więcej. A różnica jest naprawdę niewielka- ok. 6 zł a nie 10 jak to mamy do czynienia z innymi wydawnictwami, dostępnymi teraz na rynku. Niestety znam to z własnego doświadczenia – twarda oprawa jest lepsza i wytrzymalsza, ale trudno ją spotkać w księgarniach.
Słowami podsumowania, jeśli nawet natkniesz się, drogi czytelniku, na „Piątego Elefanta” w miękkiej oprawie – kupuj śmiało! Jeśli nigdy jeszcze nie czytałeś żadnej książki Terrego Pratchetta – masz oto świetną okazję to nadrobić! Zdziwiłoby mnie, jeślibyś żałował swego zakupu.

Plusy ogółem: Książka posiada praktycznie same zalety: doskonała fabuła, ciekawe postacie, niepowtarzalny humor no i oczywiście, co wynika z tych trzech faktów, autorem jest Terry Pratchett.

Minusy ogółem: Jedynym minusem może być cena sugerowana przez wydawcę, ale to tylko malutki minusik, którego zwykle się czepiam w swoich recenzjach. Tak naprawdę książka jest warta każdej wydanej złotówki.

Dla kogo to książka: Nie tylko dla fantów Pratchetta i Świata Dysku, ale dla każdego kto lubi fantastykę na wysokim poziomie, a także ciekawe zagadki kryminalne.

Ocena: 8/10

Tytuł: Piaty Elefant
Tytuł oryginału: Fifth Elefant
Autor: Terry Pratchett
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok i miejsce wydania: Warszawa 2006
Ilość stron: 336
ISBN: 83-7469-377-0
Cena: 29,90 – oprawa miekka
35,90 – oprawa twarda

Dyskusja