Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Inwigilacja” – recenzja

Nie od dzisiaj wiadomo, że najlepszym lekiem na przerażenie i zniesmaczenie czymś jest żartowanie z tego. Na tym prostym mechanizmie opierają się wszelkie kabarety i parodie. Polska polityka zawsze była podatnym gruntem dla takiej satyrycznej krytyki, ale niedawno objawiła się ona w nowy sposób – mianowicie nakładem krakowskiej Kuźni Gier powstała gra planszowo-karciana pod wdzięcznym tytułem „Inwigilacja”.

Nazwa: Inwigilacja
Autor: Michał Stachyra, Maciej Zasowski, Tomasz Z. Majkowski
Liczba Graczy: 3-5 osób
Wydawca: Kuźnia Gier
Czas Gry: 45-90 minut

Zawartość pudełka:
– 54 teczki
– 45 kart akcji
– 15 znaczników znieczulenia
– 10 kart odpowiedzi
– 10 pionków
– 5 lokacji
– sondaż – tor zwycięstwa
– kostka sześciościenna
– 5 kapowników
– instrukcja

Kupując grę otrzymujemy małe, pękate pudełko o znanym już z „Na Sygnale” i „Wiochmen Rejsera” wyglądzie. Z tych trzech gier, to właśnie opakowanie „Inwigilacji” kryje największą zawartość, przez co czasami są nawet kłopoty z jego domknięciem. Elementy gry również prezentują najwyższy z dotychczasowych dzieł Kuźni Gier poziom. Poza standardowymi już dla tej firmy plastikowymi pionkami otrzymujemy porządnie wykonane karty, oraz lokacje na kartonowych kwadratach i rozkładany tor zwycięstwa. Do tego 5 kapowników wydrukowanych na dobrym papierze. Ich liczba jest jednak zdecydowanie za mała – starcza to na jedną rozgrywkę, bo kapowniki są jednorazowego użytku. Dobrze, że można ściągnąć ze strony internetowej Kuźni Gier wzór tychże – szkoda tylko że jakościowo po prostu słabszy i niewyraźny przy wydruku. Z elementów gry pozostają mi tylko do opisania znaczniki znieczulenia, w postaci małych kamyczków pokrytych złotą farbą. Jest to zdecydowanie najmniej pasujący do gry element.

Wymieniwszy i opisawszy zawartość pudełka mogę przejść do właściwego opisu gry. Na czym ona polega? Otóż na początku każdy z graczy losuje z kart teczek po jednej, dwóch lub trzech aferach. Na każdą aferę składają się trzy karty – Kiedy?, Gdzie?, oraz Co?. Po wylosowaniu tych kart można np. otrzymać taką aferę: Skandal Obyczajowy na Wybrzeżu w latach osiemdziesiątych. To jest afera, którą nasi oponenci będą starali się odkryć, pytając nas przy spotkaniach w Restauracji np. „Panie Pośle, czy brał pan udział w płatnym donoszeniu?”, lub „Pani Poseł, była jakaś afera na początku lat dziewięćdziesiątych?”. Na tak postawione pytanie odpowiadamy zawsze używając jednej z dwóch kart odpowiedzi: „Nie Potwierdzam” (czyli Nie) i „Nie Zaprzeczam” (czyli Tak). Oczywiście naszą odpowiedź w większości wypadków poznaje tylko pytający.

Gdy już dowiemy się czegoś istotnego, możemy pójść z tym na Salę Posiedzeń i wygłosić tam oświadczenie, które może przykładowo brzmieć tak: „Panie Marszałku, Wysoka Izbo, pragnę ogłosić, iż Poseł X brał udział w aferze w Stolicy!”. Jeśli jest to prawdziwe oskarżenie, winny odsłania ogłoszoną część teczki (w tym wypadku teczkę „Gdzie?” z napisem „w Stolicy”) a oskarżający otrzymuje punkty w sondażu określane przez rzut kostką oraz dodanie dwóch punktów. Istotne jest, ze w Sali Posiedzeń ogłasza się tylko jedną część teczki. Jeśli znamy zawartość całej teczki, lub też chcemy zaryzykować, możemy iść na Salę Konferencyjną, gdzie ogłaszamy obowiązkowo wszystkie trzy cechy teczki i jest to warte ilość punktów równą rzutowi kostką plus sześć punktów. Oczywiście jeśli się pomylimy, to taką ilość punktów w sondażu tracimy.

Obrazek

Gra nie jest naturalnie tak prosta. W kolejnej z lokacji – Hotelu Poselskim – dociągamy karty akcji, których działanie jest bardzo różne. Możemy użyć na przykład karty „Pakt Stabilizacyjny”, co sprawi, że żaden gracz nie będzie mógł nam zadawać pytań, ani używać na nas kart. Można w odpowiedzi na zadane pytanie użyć karty „Kłamca Lustracyjny”, tym samym unikając odpowiedzi. Wśród kart akcji znajdują się tzw. Karty Kuluarów, które można zagrać w dowolnej ilości w lokacji Kuluary. Są to potężne karty dające nam ogromną przewagę w dwojaki sposób: znacznie zwiększają nasze szanse lub drastycznie obniżają możliwości przeciwników. Do tego dochodzi kwestia Znieczulenia. Otóż twórcy gry przyjęli, że na trzeźwo po Sejmie i jego okolicach nie sposób się poruszać, więc co kilka tur trzeba wracać do Restauracji, aby się „posilić” paroma głębszymi. Wymusza to na graczach zadawanie sobie co jakiś czas pytań, gdyż Restauracja jest jedyną lokacją gdzie można to robić.

Celem gry jest wybicie się na samo czoło sondażu, ale kończy się ona w trzech wypadkach – gdy tylko jednemu graczowi pozostały jeszcze nie odkryte teczki, gdy jeden z graczy osiągnął 50 punktów w sondażu, oraz gdy jeden z graczy uzyskał przewagę minimum 25 punktów na graczem drugim w rankingu.

Jak można się domyśleć „Inwigilacja”, to gra mocno humorystyczna. Źródłem humoru jest sama tematyka gry, bo pozwala ona odgrywać coś, co wstrząsało krajem jeszcze kilka miesięcy temu, jednocześnie, jak pisałem we wstępie, pozwalając na spojrzenie na te problemy z dużego dystansu. Zabawne są rysunki Włodzimierza „vlado” Chołostiakowa, moim skromnym zdaniem najlepsze z dotychczasowych ilustracji w grach Kuźni Gier. Także humorystyczne teksty na tychże kartach są prawdziwie rozśmieszające (a nie na siłę, jak to było w „Na Sygnale”), niestety pewnie dlatego, że wiele z nich jest zaczerpniętych z prawdziwych przemówień i wywiadów polskich polityków… Cóż, tak czy inaczej grze towarzyszą salwy śmiechu, a przy odpowiednio zorientowanej ekipie grającej ciągła wymiana cytatów z polskiego życia politycznego sprawia niespotykaną dotychczas przyjemność.

Gra nie ma większych minusów. Jeśli chodzi o mechanikę, nie można jej wiele zarzucić. Może poza jednym – samo zadawanie pytań nie daje dobrych efektów, aby wygrać grę, trzeba polegać na kartach, a z nimi, jak to wiadomo, różnie bywa. Raz podejdą świetnie, dwa razy tragicznie. Nie jest to jednak poważna wada. O wykonaniu już pisałem, ale podkreślę jeszcze raz wygląd znaczników znieczulenia. Nie tylko nie pasują one kompletnie do gry (bo co robią w sejmie złote kamyczki), a także po prostu same z siebie nie wyglądają imponująco. Gdyby zamiast nich dołączyć do gry plastikowe znaczniki w kształcie malutkich szklaneczek do wódki, wtedy w istocie zasłużyłyby one na określenie „znieczulenia”. Zwiększyłoby to trochę cenę gry, ale chyba byłoby warto.

Ponadto, przy dłuższej rozgrywce gra po prostu dość szybko zaczyna się nudzić, a jej końcówka jest grana trochę „na siłę”. Przy czterech graczach i dwóch aferach zakończyłem ją z trudnością, a można grać na trzy afery przy pięciu graczach… Ale może zależy to też od chwilowego humoru i ekipy graczy.

Dla kogo jest przeznaczona ta gra? Właściwie dla wszystkich, którzy na politykę patrzą z przymrużeniem oka, bądź też na tyle poważnie, że chcą się trochę rozluźnić. Ludzie kompletnie nie zorientowani w tematyce mogą nie bawić się tak dobrze jak reszta, bo po prostu pewnych żartów zawartych na kartach nie będą w stanie zrozumieć, ale w grupie znajomych, którzy choćby trochę politykują (a jak wiadomo, każdy Polak zna się na polityce – udowodnione) zabawa jest przednia. Wykonanie gry jest odpowiednie do ceny (około 35 złotych), a jakość rozgrywki jest niejednokrotnie większa niż w przypadku drogich gier. Wszystko zależy od grupy, w której się gra oraz tego, czy za taką dedukcyjną grą przepadają potencjalni gracze.

PLUSY:
– tematyka
– prosta mechanika
– humor, dużo humoru
MINUSY:
– wykonanie niektórych elementów gry
– za mało kapowników „na start”
– za małe pudełko
– czasami nuży
OCENA: 7/10

Dyskusja