Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Shrek Trzeci”

Nigdy nie przepadałem za Shrekiem. Odkąd pamiętam zielony ogr zawsze mnie jakoś odpychał. Część pierwsza nie trafiła w mój gust, a część druga, nieco lepsza, nie zostawiła większego śladu w mojej pamięci. Mimo to, wybrałem się do kina na część trzecią i nie żałuję, gdyż „Shrek Trzeci” bije na głowę obie poprzednie odsłony.

Harold, król Zasiedmiogórogrodu umiera. Tym samym Shrek staje się kandydatem do objęcia władzy w królestwie. Ogr nie chce brać na siebie takiej odpowiedzialności i odmawia objęcia stanowiska osoby rządzącej krajem. Musi więc wyruszyć na poszukiwanie Artura – jedynego prawowitego spadkobiercy tronu. Kiedy wraz z osłem i kotem w butach wyrusza w podróż Zasiedmiogórogród zostaje zaatakowany przez Księcia z Bajki, który próbuje zaprowadzić tam tyrańskie rządy. Shrek ma więc wiele problemów na głowie, ale jakby tego było mało, tuż przed podróżą dowiaduje się, że Fiona spodziewa się dziecka…

Jak widać, fabuła nie jest zbyt skomplikowana. Trudno jednak o pokrętną i zagmatwaną historię w filmie, którego znaczną część odbiorców stanowią dzieci. Krytycy zza oceanu bardzo często zarzucali nowemu Shrekowi, że posiada prymitywny i mało odkrywczy scenariusz zapominając chyba o całej rzeszy małoletnich widzów, którzy od trzech lat z wytęsknieniem czekali na nową odsłonę przygód zielonego ogra. Biorąc to pod uwagę, scenariusz Shreka oceniam bardzo pozytywnie. Mimo, że mało odkrywczy, to przynajmniej pozbawiony jakichkolwiek błędów czy naiwności. „Shrek Trzeci” w dalszym ciągu stanowi doskonałą rozrywkę zarówno dla młodszych, jak i starszych widzów.

Bajka, jak to bajka, powinna bawić i uczyć. Przyjrzymy się obu tym kwestiom zaczynając od rozrywki. Film wręcz ocieka humorem. W większości żarty zostały skonstruowane tak, by zrozumiała je młodsza część widowni. Są proste, ale nie prostackie. Nie brakuje też dowcipu przeznaczonego dla nieco starszych odbiorców, choć jego ilość ciągle jest stosunkowo niewielka. Tak czy inaczej, humor to największy atut „Shreka Trzeciego”. W czasie seansu widzowie niejednokrotnie wybuchali szczerym śmiechem. Natomiast podczas opuszczania sali kinowej nie sposób było znaleźć widza, na którego twarzy nie malowałoby się szczere zadowolenie, czemu się zupełnie nie dziwię, gdyż w tym filmie każdy może znaleźć dowcip odpowiedni dla siebie – od żartów zupełnie absurdalnych, poprzez czarny humor, na komizmie sytuacyjnym kończąc.

Łatwo zauważyć, że „Shrek Trzeci” jest znacznie dojrzalszy od obu poprzednich części. Wyraźnie porusza problem nietolerancji, czego najlepszym dowodem jest wątek młodego króla Artura. Jednak właściwe przesłanie odnosi się do czego innego. Jak twierdzą bohaterowie filmu, każdy z nas jest KIMŚ, jeżeli potrafi w sobie tego kogoś dostrzec. Każdy stanowi osobne indywiduum, z własnymi marzeniami, aspiracjami, ale i słabościami. Każdy cel jest do osiągnięcia, jeśli tylko bardzo się tego pragnie, ale i ciężko pracuje na jego osiągnięcie. Należy się rozwijać, stawiać czoło życiowym wyzwaniom, nie zaś stać w miejscu i biernie przyjmować otaczającą nas rzeczywistość. Coby nie mówić – przesłanie jest piękne, a przede wszystkim bardzo wyraźne. Pytanie tylko, ile z tej nauki wyniosą widzowie.

Opisując kolejne przygody Shreka, trudno nie zwrócić uwagi na animację. O ile w drugiej części stała ona na bardzo wysokim poziomie, o tyle ostatnia odsłona zbliżyła się pod tym względem do perfekcji. Były takie momenty, że zamiast słuchać tego, co mówią bohaterowie, zachwycałem się dokładnością i precyzją wykonania poszczególnych animacji. Zresztą zachwyt był wtedy jedyną emocją, na jaką mogłem się zdobyć. Spójrzcie tylko na wygląd kota w butach(ta sierść!) oraz zbliżenia twarzy Shreka. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że „Shrek Trzeci” wyznaczy nowe trendy w dziedzinie animacji komputerowej. Jestem pewien, że pod tym względem jeszcze długo pozostanie niedoścignionym wzorem.

Następną rzeczą, na którą chciałbym zwrócić uwagę, to polski dubbing. Wzorem poprzednich części, prezentuje on odpowiednio wysoki poziom. Pojawiają się nawet nawiązania do żartów z poprzednich odsłon Shreka („Zainwestuj w gacie, bo Ci widać”). Po raz kolejny w shrekowym dowcipie prym wiedzie osioł, mówiący głosem Jerzego Stuhra. Ogólnie rzecz biorąc nie mam większych zastrzeżeń wobec podkładanych w „Shreku Trzecim” głosów. Na szczególną pochwałę zasługują jednak wspomniany już Jerzy Stuhr oraz Zbigniew Zamachowski(przypominam, że Zamachowski udziela swego głosu Shrekowi) – obaj panowie tradycyjnie już wykonali kawał solidnej roboty.

Ogólnie rzecz biorąc jest to bardzo udany film. Jego jedynym mankamentem jest krótki czas projekcji. Półtora godziny seansu zleciało jak z bicza strzelił. Odczułem spory niedosyt wraz z chwilą, w której na ekranie pojawiły się napisy końcowe. Tak czy inaczej, opuszczając salę kinową byłem bardzo zadowolony. Mam wrażenie, że „Shrek Trzeci” odciśnie w mojej pamięci wyraźne piętno. Doskonała animacja, świetny humor, porządny dubbing i sprawnie opowiedziana historia – wszystko to sprawia, że film ten mogę z czystym sercem polecić każdemu, bez względu na wiek i upodobania co do dowcipu.

Tytuł: Shrek Trzeci
Tytuł oryginału: Shrek the Third
Reżyseria: Raman Hui, Chris Miller
Scenariusz: David N. Weiss , J. David Stem
Muzyka: Harry Gregson-Williams
Data premiery: 2007-05-17 (świat), 2007-06-29 (Polska)
Czas trwania: 93 minuty
Kraj: USA
Obsada: Jerzy Stuhr, Zbigniew Zamachowski, Agnieszka Kunikowska

Ocena: 8/5

Dyskusja