Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Oddana bogu – recenzja książki „Miasto w zieleni i błękicie”

Historii o magach, czarownicach i demonach zapewne każdy zna wiele. Jedne są bardziej udane, inne mniej. Niektóre zachwycają językiem, inne fabułą, jeszcze inne przejmującymi bohaterami. Są też takie, które po prostu przyjemnie się czyta. Do tych ostatnich należy „Miasto w zieleni i błękicie” Anny Kańtoch.

Powieść rozpoczyna się prologiem, w którym główna bohaterka umiera, dusząc się w morskich głębinach. Jak się jednak okazuje, istnieją moce zdolne przywrócić jej życie. Oczywiście za odpowiednią cenę. Bóg magii, Djevra, udziela topielicy Mel kredytu, który dziewczyna będzie musiała spłacić.

Wraz z rozwojem fabuły czytelnik poznaje kolejne postacie: starą czarownicę, która wychowywała Mel odkąd ta „ponownie się narodziła”, rodzinę dziewczyny i jej smutnych sąsiadów, adeptów magii i zwykłych rabusiów. Wszystkie te postacie tworzą barwną mieszankę postaw, nadając całości rys prawdopodobieństwa.

Akcja książki zapętla się, kiedy niedługo po powrocie Mel do domu, w którym nie była od wielu lat, jej nowy sąsiad zostaje zamordowany. Okolica aż huczy od plotek. Nie brakuje też takich, którzy o zabójstwo podejrzewają dziewczynę, wciąż zaliczaną do „obcych”. Tym bardziej, że w sprawę bez wątpienia zamieszane są siły magiczne.

Problematyka powieści, choć na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym niezwykłym, jest niezwykle interesująca. Mamy tu wątki typowo fantastyczne, bazujące na magii i dziwnych światach. Jednak stosunkowo duży akcent położony jest na ukazanie psychiki bohaterów. W kontekście fabularnego zabójstwa, powieść może się kojarzyć ze starymi, dobrymi kryminałami, w których nacisk położony był nie na to, „kto?”, ale „dlaczego?” zabił. Do tego dochodzi świetny motyw zanikania kultów i tego, co się dzieje z bogami, którzy tracą wyznawców.

Na zakończenie: kilka słów o minusach książki. Podstawowym brakiem są pourywane wątki. Po przeczytaniu całości czytelnik może odczuwać lekki niedosyt, że to już wszystko. Niby akcja jest poprowadzona konsekwentnie od początku do końca, ale chciałoby się doczytać jeszcze zakończenie kilku wątków pobocznych. Jednak nie jest to coś, co by niweczyło przyjemność czytania.

Reasumując, „Miasto w zieleni i błękicie” Anny Kańtoch to książka dobra. Może nie wybitna, ale zdecydowanie godna polecenia. Bardzo ładnie wydana (nakładem Fabryki Słów), świetnie nadaje się na długi, wakacyjny dzień.

Tytuł: „Miasto w zieleni i błękicie”
Autor: Anna Kańtoch
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 360
Cena: 24,99 zł

Dyskusja