Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Władca Pierścieni – Dwie Wieże”

Kiedy w 2001 roku na ekrany kin weszła ekranizacja pierwszej części „Władcy Pierścieni”, fani oraz krytycy długo nie mogli wyjść z zachwytu. I choć trafili się i tacy, którym film się nie podobał, to zdecydowanie należeli oni do mniejszości. Dzieło Petera Jacksona urzekło także i mnie, dlatego też z niecierpliwością czekałem na „Dwie Wieże”. Pojawiły się one w kinach w jedenaście miesięcy po premierze „Drużyny Pierścienia”. 25 stycznia 2007 roku (prawie rok temu!) obejrzałem „Dwie Wieże” po raz bodajże piąty – a frajda płynąca z oglądania była niemal tak samo wielka jak za pierwszym razem.

Domyślam się, że fabułę „Władcy Pierścieni” zna każdy z was. Założę się też, że dziewięćdziesiąt pięć procent z osób czytających tę recenzję obejrzało „Dwie Wieże” już dawno temu. Jednak tej garstce pozostających w błogiej nieświadomości osób należy się choćby kilka słów wyjaśnień. Otóż, recenzowany przeze mnie film jest kontynuacją „Drużyny Pierścienia”. Pod koniec pierwszej części członkowie drużyny rozdzielają się. Frodo i Sam kierują się do Mordoru, by zniszczyć Pierścień. Merry i Pippin zostają porwani przez oddział uruk-hai. Aragorn, Gimli i Legolas podążają ich śladem. Okazuje się też, że Gandalf wcale nie poległ w jaskiniach Morii. Stawiwszy czoła dotychczasowym niebezpieczeństwom, Drużyna Pierścienia musi stawić czoła kolejnemu wyzwaniu. Oto bowiem w kierunku Helmowego Jaru podąża dziesięciotysięczna armia uruk-hai…

Opinie fanów i krytyków są w większości zgodne – „Dwie Wieże” to kolejne doskonałe dzieło Petera Jacksona. Podobne jest i moje zdanie. Ekranizacja „Dwóch Wież” trzyma bardzo wysoki poziom, podobnie jak jej poprzedniczka. Właściwie to trudno mi rozpisywać się na jej temat, gdyż osobiście LOTRowe filmy Jacksona traktuję jako pojedynczą, integralną całość. Widzowie po raz kolejny zobaczą na własne oczy grę aktorską w najlepszym możliwym wykonaniu. Mężny, charyzmatyczny Aragorn w wykonaniu Viggo Mortensena. Niepewny siebie, choć zdeterminowany Frodo Baggins, czyli Elijah Wood. Opryskliwy krasnolud Gimli, odegrany przez Johna Rhys-Davies’a. Możnaby wymieniać długo, ale czy jest sens? Dość powiedzieć, że każda z postaci wydaje się nad wyraz naturalna, przekonująca, dokładnie taka, jak w pierwowzorze. Gra aktorów to niewątpliwie jedna z najmocniejszych stron filmu.

Co do muzyki… cóż, po raz kolejny nie zawiodą się miłośnicy charyzmatycznych, pompatycznych brzmień. Odtwarzane w „Dwóch Wieżach” melodie idealnie budują niepowtarzalny, tolkienowski nastrój, podobnie jak budowały go w „Drużynie Pierścienia”. Trudno mieć jakiekolwiek zarzuty co do dźwięku. Odgłosy potworów, szczęk stali, wybuchy… wszystko to prezentuje bardzo wysoki poziom.

Sceny batalistyczne w „Drużynie Pierścieni” były doskonałe. Wszyscy chyba pamiętamy perfekcyjnie zrealizowane starcia w Morii, z walką z jaskiniowym trollem na czele. O ile w ekranizacji pierwszej części batalie były wykonane świetnie, o tyle w „Dwóch Wieżach” twórcy po prostu przeszli samych siebie. Wielkie bitwy z udziałem setek statystów, klonowanych później przy użyciu najnowocześniejszych technik komputerowych, robią piorunujące wrażenie. Nigdy wcześniej nie widziałem tak realnego oblężenia, jak w przypadku szturmy na Helmowy Jar. Niewątpliwie właśnie ta bitwa stała się symbolem filmowej wersji „Dwóch Wież”, jednak nie tylko ona godna jest uwagi. Widz będzie miał bowiem okazję obejrzeć starcie jeźdźców Rohanu z orkami dosiadającymi wargów, a także atak entów na Isengard. Szczególną uwagę zwróciłem na wykonanie tych ostatnich. Drzewce wyglądają dokładnie tak, jak ich sobie wyobrażałem. Wiekowe, nieskończenie mądre istoty, mimo dość komicznego wyglądu. Bez wątpienia – sceny batalistyczne oraz efekty specjalne wykorzystane w „Dwóch Wieżach” to istne arcydzieło. Nigdzie indziej do tej pory nie zostały one wykorzystane w podobny sposób i na podobną skalę.

Jak to się jednak mówi, nie ma róży bez kolców. Niektóre rozwiązania mogą nie przypaść do gustu zatwardziałym tolkienistom. Jackson pokusił się bowiem o kilka zmian w stosunku do pierwowzoru. Takim oto sposobem umieścił w filmie wątek miłosny, wprowadził elfy do walki o Helmowy Jar, Eomerowi kazał szarżować na uruk-hai wraz z Gandalfem, a Frodowi i Samowi zgotował wyprawę do Osgiliath. Zmiany są więc dość poważne. Nic dziwnego, że nie spodobało się to niektórym miłośnikom twórczości mistrza.

Reasumując – „Dwie Wieże” to świetny film, który musi obejrzeć każdy miłośnik fantasy. Podkreślam – nie powinien, a musi. Dzieło Jacksona posiada wszystko to, co powinna posiadać solidna filmowa produkcja. Doskonała gra aktorów, klimatyczna muzyka, świetna scenografia, oraz perfekcyjne wykorzystanie efektów specjalnych. Przy tych wszystkich zaletach, wszelkie drobne niedociągnięcia zdają się blednąć. Mimo, iż jestem przekonany, że większość z osób czytających tę recenzję obejrzała już „Dwie Wieże” nie raz i nie dwa, to i tak pozwolę sobie zarekomendować je wszystkim sympatykom gatunku – polecam!

Ocena: 9/10 (jako film), 8/10 (biorąc pod uwagę zmiany w stosunku do pierwowzoru)

Tytuł: Władca Pierścieni: Dwie Wieże
Tytuł oryginału: The Lord of the Rings: The Two Towers
Reżyseria: Peter Jackson
Scenariusz: Stephen Sinclair, Peter Jackson
Muzyka: Howard Shore
Data premiery: 2002-12-05 (świat), 2003-01-31 (Polska)
Czas trwania: 179 minut
Kraj: Niemcy, Nowa Zelandia, USA
Obsada: Elijah Wood, Sean Astin, Dominic Monaghan, Billy Boyd, Viggo Mortensen, Ian McKellen, Liv Tyler, Miranda Otto, Orlando Bloom, John Rhys-Davies

Ocena: 9/5

Dyskusja