Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Kolczasty postrach dresiarzy – recenzja komiksu „Jeż Jerzy – Nie dla dzieci”

Kiedy w 1996 na łamach „Ślizgu” pojawiły się pierwsze komiksowe historie z nikomu wówczas nieznanym Jeżem Jerzym w roli głównej, ojcowie tej postaci, Rafał Skarżycki i Tomasz Lew Leśniak, nie przypuszczali zapewne, jak wielki sukces odniosą po latach. Dziś, gdy Jeż Jerzy jest doskonale znany polskim fanom komiksów, a na ekranach kin grana jest całkiem udana ekranizacja jego przygód, warto przypomnieć sobie wydany przed dekadą, a wznowiony przed kilkunastoma miesiącami, tom „Nie dla dzieci” – pierwszy z całego cyklu, jaki ukazał się nakładem wydawnictwa Egmont.

„Nie dla dzieci” to przede wszystkim pierwszy komiks z Jeżem Jerzym w roli głównej, po który powinny sięgnąć osoby, które nie miały wcześniej z tym bohaterem większej styczności, a chciałyby go poznać. Lektura zebranych w nim historii w zupełności wystarczy, by zdecydować o kontynuacji bądź zaprzestaniu lektury jego przygód już po pierwszym albumie. Należy bowiem uprzedzić, iż postać Jeża Jerzego, choć posiada pewien nieodparty urok, jest wielce kontrowersyjna.

W największym skrócie, Jerzy to zantropomorfizowany jeż, który całkiem nieźle odnalazł się w otaczającym, zdominowanym przez ludzi świecie i chętnie korzysta ze zdobyczy ludzkiej cywilizacji: nosi się jak skejt, nie pogardzi alkoholem, fajkami czy trawką, a jego największą słabością są piękne kobiety, choć na ogół te nieciężkich obyczajów. Dla Jeża Jerzego nie ma żadnych świętości, żadnych autorytetów. Kolczasty skejt sam sobie jest sterem, żeglarzem i okrętem, co często przysparza mu najróżniejszych kłopotów. To właśnie z tomu „Nie dla dzieci” jego fani mogą dowiedzieć się o przyczynach konfliktu Jerzego ze skinheadami, dresiarzami i satanistami oraz w jakich okolicznościach narodziła się jego przyjaźń z pojawiającym się w kolejnych tomach Księdzem Egzorcystą.

Humor prezentowany w komiksie o Jeżu Jerzym to prawdziwa jazda bez trzymanki, która dla wielu odbiorców może okazać się niesmaczna, tudzież obrazoburcza. Jednocześnie jednak w tym tkwi siła tego dzieła! Dowcip „Jeża Jerzego” opiera się nie tylko na naigrywaniu z absurdów otaczającej rzeczywistości, ale też – w dużej mierze – na stereotypach i archetypicznym potraktowaniu bohaterów. Nie ma tu gejów czy homoseksualistów, są za to pedały. Cygańska wróżbitka okazuje się oczywiście złodziejką, zdolną niepostrzeżenie zakosić jeżowi-skejtowi jego własną deskorolkę. Natomiast uczucie takie jak patriotyzm w świecie „Jeża Jerzego” nie rodzi się wśród inteligencji bądź ludzi czynu, ale osiedlowych bandytów, wycierających sobie gęby narodowymi frazesami. Jak widać, dostaje się wszystkim, tak z lewa, jak i z prawa: ośmieszani są zarówno nacjonaliści, jak i mniejszości etniczne, tak ekolodzy, jak i czciciele Diabła, innym razem łomot zostaje spuszczony przesiadującym na czatach podstarzałym zboczeńcom czy nienadającym się do swojej pracy kierowcom miejskich autobusów.

Chociaż odkąd Egmont wydał „Nie dla dzieci” po raz pierwszy, upłynęło już ponad dziesięć lat i niektóre z żartów zdążyły się nieco zdezaktualizować, to śmieszą w stopniu nie mniejszym, niż przed dekadą. Miejsce kpin z Disco Polo i sławetnej gwiazdy tejże muzyki, czarnowłosej piękności kryjącej się pod wdzięcznym pseudonimem Shazza, dziś z powodzeniem mogłyby przejąć dyskotekowe hity o braniu w aucie czy doskonale wszystkim znana blond-wokalistka z powiększonym biustem, ostatnimi czasy liżąca rany po nieudanym związku z najsłynniejszym w Polsce amatorem profanowania Biblii i prezentująca swoje wdzięki w reklamach słynnej sieci produktów RTV. Także imprezowicze w kolorowych dresach i z kilogramami żelu we włosach to już swojego rodzaju skansen zastąpiony przez zniewieściałych wymoczków w rurkach i płaszczach rodzaju unisex. Nic nie stoi na przeszkodzie, by pośmiać się z absurdów rzeczywistości sprzed lat, należy jednak zauważyć, że w ich miejsce wyrosły kolejne – które aż proszą się, by jak najprędzej zostać wykpione przez twórców „Jeża Jerzego”.

Od strony graficznej komiks Skarżyckiego i Leśniaka prezentuje się zupełnie nieźle. Karty pełne są jaskrawych, kolorowych kadrów, na których szczególną uwagę przykuwają postacie – groteskowe, często z przerysowaną mimiką i, najogólniej rzecz ujmując, mało przyjemnymi obliczami. Nieprzeciętna jest kreacja samego głównego bohatera.

Kolczasta kreatura z niebieską czapką z daszkiem, gołym różowym tyłkiem i długim, na zmianę sterczącym i zwisającym, przywołującym falliczne skojarzenia nosem, niektórym wyda się odpychająca. Nie zabraknie jednak i takich, którzy poczują doń sympatię już od pierwszego wejrzenia.

„Jeż Jerzy – Nie dla dzieci” to komiks, który z pewnością nie trafi we wszystkie gusta. Kolczasty skejt uganiający się za kobietami lekkich obyczajów i nieustannie wpadający w najrozmaitsze kłopoty, dzieli sympatyków obrazkowych historii na tych, którzy go uwielbiają, oraz tych, którzy nie trawią go w żadnej formie. Jedno jest pewne: obok Jeża Jerzego trudno przejść obojętnie, a każdy, kto nie poznał jeszcze tego bohatera, a chciałby to zmienić, powinien zacząć właśnie od tomu „Nie dla dzieci”.

Dyskusja