Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Czas to też surowiec – recenzja książki „Złodziej Czasu”

Nie muszę chyba nikomu przypominać, iż Terry Pratchett jest jednym z najchętniej czytanych autorów fantastyki, tak w Polsce jak i na świecie. A wydany niedawno w naszym kraju, dwudziesty szósty tom serii o Świecie Dysku pt. ” Złodziej Czasu”, doskonale świadczy o niesłabnącej popularności tego pisarza. Sam z twórczością Pratchetta spotkałem się już kilka ładnych lat temu i od tamtej pory przeczytałem większość książek, które wyszły spod jego pióra. Dlatego niezmiernie się ucieszyłem, kiedy przyszło mi się zapoznać z nową pozycją tego pisarza.

W książce tej spotkamy wielu znanych nam już bohaterów. Są to między innymi Śmierć i jego wnuczka -Susan Sto Helit. Dlatego też ten tom można zaklasyfikować do podserii o przygodach Ponurego Żniwiarza (nie do końca takiego ponurego). Inną znaną bohaterką Multiuniwersum Świata Dysku, która występuje na kartach tej powieści, jest Niania Ogg, choć jej rola jest znacząca dla fabuły, to w tej historii pojawia się raczej epizodycznie.
Nowymi bohaterami, których poczynania przyjdzie nam śledzić w „Złodzieju czasu”, są Jeremy Clockson i Lobsang Ludd. Pierwszy z nich to najlepszy z zegarmistrzów na świecie. Dostaje on zlecenie wykonania najdokładniejszego zegara na świecie. Nie jest świadomy tego, że gdy jego praca zakończy się sukcesem, czas stanie w miejscu. Zaalarmowany tymi wieściami Lu-tze z doliny mnichów czasu i jego uczeń – Lobsang – wyruszają do Ankh-Morpork by zapobiec niebezpieczeństwu. Śmierć, przeczuwający zbliżanie się końca świata, zwołuje pozostałych jeźdźców apokalipsy by godnie przygotować się do tego wydarzenia.
Wszystkim czytelnikom zapewne spodoba się fakt, iż Susan przechodzi swego rodzaju metamorfozę w tej książce. Powoli przestaje być postacią bez wad, postępującą do bólu logicznie, co zwykle krytykowali czytelnicy książek Pratchetta. Zaczyna zdradzać pewne słabości – jak chociażby zamiłowanie do tanich czekoladek. Ewolucja ta przedstawia ją w bardziej ludzkim świetle, co może przysporzyć jej więcej sympatii.
Tym, co na pierwszy rzut oka wyróżnia tę książkę z serii, to fakt, że fabuła prawie nieprzerwanie krąży wokół głównych bohaterów. Brak tu wtrąceń tak charakterystycznych dla dyskowych opowieści jak wątki poboczne czy anegdotk i z życia mieszkańców Ankh-Morpork. Praktycznie fabuła zdominowała książkę do tego stopnia, że nie ma w niej miejsca nawet na postacie urozmaicające tło, takie jak Dibbler czy grono profesorskie Niewidocznego Uniwersytetu.
Czytelnicy, którzy umiłowali sobie humor tego angielskiego pisarza nie będą zawiedzeni. „Złodziej czasu” jest w nim wypełniony po brzegi. Styl jakim operuje Pratchett sprawia iż czytanie kolejnej pozycji ze Świata Dysku to czysta przyjemność. Obfitość żartów sytuacyjnych, komizm postaci czy ironiczne alegorie do naszego świata to niewątpliwe atuty nie tylko tej pozycji, ale także całego stylu tego angielskiego pisarza.
Każdy, kto poznał jakąkolwiek książkę osadzoną w realiach Świata Dysku, wie, iż niemal zawsze nawiązują one w pewien sposób do innych dzieł literatury czy filmu. W tej wyraźnie widać wpływ filmów karate czy generalnie filozofii wschodu, z naciskiem na religię mnichów z Tybetu. Tak samo jak oni, mnisi czasu żyją w odosobnieniu w niedostępnych górach i wierzą w reinkarnację. Oczywiście Pratchett bardzo humorystycznie podszedł i do tego zagadnienia, dowodząc, że dla pięciusetletniego intelektu kolejne ząbkowanie czy potrzeba wymiany pieluch może stanowić nie lada problem. Innym dość ciekawym nawiązaniem do realnego świata jest dotycząca wielu kapel rockowych kwestia: „odszedł, zanim stali się sławni”.
Warto wspomnieć, iż okładka do „Złodzieja Czasu” to ostatnia, jaką wykonał dla Pratchetta przed swoją śmiericią znany grafik i ilustrator jego książek, Josh Kirdby. Jego charakterystyczna kreska i swobodny dobór barw były wręcz symbolem rozpoznawczym książek Świata Dysku. W Polsce książka ukazała się w miękkiej oprawie.
Warto zapoznać się z omawianą w tej recenzji pozycją. Jest ona w bardzo humorystyczny, ale i błyskotliwy sposób napisana. Wielu sympatyków Pratchetta słusznie przyznaje mu miano Dickensa XX wieku. W lekturze tej świetnie odnajdzie się każdy – nie tylko ci, którzy poszukują humoru i ironii, ale i głębszych przemyśleń dotyczących naszego świata, ukrytych pod maską ironii.

Ogółem plusy: Potężna dawka humoru, cechująca wszystkie książki Pratchetta. Pisana swobodnym, przystępnym językiem. Ewolucja takich bohaterów jak Susan.
Ogółem minusy: Nowym czytelnikom niektóre wątki mogą wydać się zbyt pogmatwane.

Dla kogo ta książka: Dla każdego, kto potrzebuje nie tylko sporej dawki dowcipu, ale i tych którzy lubią każde fantasy, nawet to nietypowe.

Ocena:8/10

Autor: Terry Pratchett
Data wydania: 2007
Liczba stron: 318
Cykl: Świat Dysku
ISBN: 978-83-7469-576-3
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cena: 29.90 zł

Dyskusja