Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Fury of Dracula” – recenzja

Bram Stoker, pisząc w 1897 roku swoją najbardziej znaną powieść, nie mógł podejrzewać, że nie tylko położy on fundamenty pod literaturę grozy, ale dostarczy także inspiracji twórcom wszelkich innych form sztuki – malarzom, filmowcom i muzykom. W ciągu minionego wieku dzieło Stokera było wielokrotnie wykorzystywane, m.in. aby w 1987 roku stworzyć grę planszową pod tytułem „The Fury of Dracula” (wydaną w Polsce, w dość zmienionej formie, pod tytułem „Wampir”). Tytuł ten został ponownie wydany przez Fantasy Flight Games, w zupełnie nowej szacie graficznej oraz z poprawkami, w 2006 roku. Właśnie o tej edycji gry chciałbym opowiedzieć.

Obrazek

Nazwa: Fury of Dracula
Autor: Stephen Hand
Wydawca: Fantasy Flight Games
Liczba Graczy: 2-5
Czas Gry: 120-180
Edycja: Angielska

Zawartość pudełka:
– plansza przedstawiająca XIX wieczną Europę
– 5 figurek przedstawiających Łowców i Draculę
– karta Draculi
– miniaturowa mapa dla gracza Draculi
– 4 karty Łowców
– 2 białe kości Łowców
– 1 czarna kość Draculi
– 1 czerwona kość Kolei
– 220 kart (w tym m.in. 75 kart zdarzeń, 70 kart lokacji, 40 kart przedmiotów…)
– 81 kartonowych żetonów/znaczników (w tym m.in. 45 znaczników spotkań)
– Instrukcja

Według fabuły powieści głównym jej bohaterom udało się zabić hrabiego Draculę. Akcja gry toczy się jednak w 8 lat później, gdy seria tajemniczych morderstw sugeruje, że wampir nie zginął ostatecznie. W poszukiwaniu hrabiego bierze udział czwórka ludzi, którzy już wcześniej spotkali się z Draculą – profesor Abraham van Helsing, Wilhelmina (Mina) Harker, Arthur Holmwood (zwany Lordem Godalmingiem) oraz doktor John Seward. Tym razem zamierzają się upewnić, że wampira spotka ostateczna śmierć. On jednak nie próżnuje i także zamierza się zemścić, powołując do (nie)życia inne wampiry oraz ostatecznie pozbywając się łowców.

Obrazek

Pierwsza rzeczą, która wyróżnia „Fury of Dracula” od innych gier, jest nietypowy układ grających. Otóż, podczas gdy część graczy bierze role łowców, jeden z nich będzie kontrolował poczynania Draculi. W zależności więc od ilości uczestników rozgrywki, będzie to walka jednego przeciwko nawet czterem współgraczom! Ten oryginalny pomysł jest zdecydowanym atutem gry, pod warunkiem, że w kolejnych rozgrywkach gracze będą się wymieniać rolą wampira.

„Ale jak to wszystko działa?” zapytacie. Mechanika gry jest tyle prosta, co ciekawa. Gracz Draculi ma do dyspozycji talię kart lokacji, które to karty reprezentują wszystkie osiągalne dla hrabiego lokacje na planszy. Wykładając je zakryte co turę na swoistej ścieżce (na którą jest miejsce na mapie), zaznacza on swój ruch. Pozostali gracze nie wiedzą więc, dokąd dokładnie ruszył Dracula – mogą tylko spekulować, odkrywając, nieraz przypadkowo, jedną z jego poprzednich lokacji; albo natrafiając na nią w trakcie swojej podróży, albo dowiadując się o niej np. z plotek lub za pomocą wynajętych zwiadowców.

Ta ścieżka, o której wspominałem wyżej, niesie za sobą także inne konsekwencje. Poruszając się, Dracula pozostawia w odwiedzanych miastach żetony spotkań, których pewne rodzaje, jeśli pozostaną nieodkryte i zostaną zrzucone z podzielonej na sześć pól trasy (przez dokładanie do niej kolejnych kart), można wykorzystać. Na 18 typów tych znaczników, 3 z nich można użyć dla osiągnięcia potężnych efektów, zaś znaczniki Wampirów użyte w ten sposób dają graczowi Draculi punkty zwycięstwa, których uzbieranie w liczbie sześciu gwarantuje mu ostateczny sukces.

Obrazek

Jakby tego było mało, Dracula ma do swojej dyspozycji kilka kart mrocznych zdolności, które pozwalają mu m.in. poruszyć się o dwa pola, zamiast o jedno, dobrać nową pulę znaczników spotkań lub odzyskać utracone punkty krwi. Należy też dodać, że część talii zdarzeń działa na korzyść wampira. Gdy gracze łowców dobierają karty zdarzeń, robią to, sięgając po karty ze spodu talii, nie zaś z wierzchu. Powoduje to, że nie wiedzą, czy kryje się tam karta Draculi, czy ich własna. A każde pociągnięte wydarzenie (dzielą się one na takie, z których korzysta się od razu oraz takie, które można zachować i wykorzystać w wybranym momencie) może okazać się podarunkiem dla gracza Draculi…

Wydawałoby się, że przy takim arsenale możliwości gracz Draculi ma niewiele roboty. Prawda jest jednak taka, że to właśnie on musi najwięcej myśleć i planować, gdyż łowcy nie są bezbronni. Do swojej dyspozycji mają m.in. kolej, która pozwala im się poruszać o dwa, a czasami nawet trzy pola, a z której hrabia nie może korzystać, podróż morską (z której Dracula może korzystać, ale kosztem bardzo wartościowych punktów krwi) oraz całą długą listę wyposażenia – od broni, poprzez krucyfiks i świętą hostię, aż po szybkie konie oraz psy. Na ich korzyść działa też fakt, że podczas dnia Dracula jest bardzo osłabiony. Mają wiele naprawdę silnych, w porównaniu do tych należących się wampirowi, kart wydarzeń. A przede wszystkim – jest ich czwórka, a hrabia tylko jeden…

Obrazek

Oczywiście, do bezpośredniej konfrontacji wcześniej czy później dochodzi. Walka jest jednak bardzo niepożądana przez gracza Draculi, gdyż nawet w nocy, gdy hrabia jest bardzo potężny, może sprawić mu kłopoty. Do walki wykorzystuje się tak zwane karty taktyk (podstawowy zakres ciosów i uników) oraz przedmioty, które łowcy zdobywają w trakcie gry. Każdy z graczy wybiera jeden rodzaj karty (np. Uderzenie Pięścią, Pistolet bądź Kołek) i jednocześnie je odwracają. Następnie wykonuje się rzut kością i zwycięski gracz wprowadza w życie działanie swojej karty (remisy w rzutach rozwiązuje się inicjatywą kart), według schematu na niej opisanego. Na przykład, jeśli gracz łowcy rzuciłby kartę „Crucifix”, a gracz Draculi kartę „Claws” (Pazury) i to ten pierwszy wygrałby rzut, to gracz Draculi otrzymałby 3 obrażenia. W przypadku zagrania przez gracza Draculi karty „Dodge” (Unik), byłoby to tylko jedno obrażenie. Wszystkie możliwe kombinacje znajdują się na kartach, co sprawia, że rozgrywanie walk jest stosunkowo proste.

Zwycięstwo Draculi w walce, przez co rozumiemy pokonanie łowcy, oznacza, że przegrany trafia do specjalnej lokacji na planszy (Szpitala Św. Józefa i Św. Marii) tracąc wszystkie swoje specjalne karty oraz kolejną turę; za dokonanie tego gracz Draculi otrzymuje dwa punkty zwycięstwa (przy czym sześć kończy grę, dając sukces graczowi Draculi). Jeśli to łowcy uda się pokonać Draculę, gra się kończy i to właśnie łowcy, jako drużyna (lub jeden gracz, jeśli rozgrywka toczyła się jeden na jeden) mogą cieszyć się wygraną. Walka jednak jest dla Draculi, jak już wcześniej pisałem, nie lada wyzwaniem. Jeśli zostanie zaatakowany w ciągu nocy, niewykluczone, że da radę się obronić – ma wtedy wiele mocy, które mogą dać mu zwycięstwo. Ale w ciągu dnia hrabia jest właściwie bezbronny i może liczyć tylko na to, że uda mu się uciec.

Obrazek

Trzeba powiedzieć parę słów o minusach gry, bo tych też jest trochę. Przede wszystkim – przed graczem Draculi stoi bardzo duże wyzwanie. Gra może się wydawać mocno nierówna; znaczniki spotkań zostawiane przez Draculę są w znacznej większości bardzo przeciętne, a gdy zestawi się to z naprawdę mocnymi kartami zdarzeń łowców, dysproporcja jest widoczna. O walce wspomniałem wyżej – poza sytuacją, gdy hrabia musi czym prędzej uciec, aby przetrwać, zdarzają się też takie, które sprawiają, że walka musi pozostać nierozstrzygnięta, bowiem żaden z graczy nie posiada kart, które pozwoliłyby na zadanie obrażeń drugiemu. Poza tym, jest w talii zdarzeń kilka takich kart, które całkowicie zaburzają równowagę – mianowicie karta łowców „Hipnosis” oraz karta Draculi „Evasion”. Pierwsza, przy rzucie kością od 3-6, nakazuje graczowi Draculi odkryć swoją aktualną lokację (sytuacja w zasadzie krytyczna) oraz zadeklarować jego kolejny ruch, druga zaś umożliwia hrabiemu skoczyć na dowolne pole na całej planszy, niezależnie od tego, gdzie się znajdował. To z kolei niszczy misterne plany łowców, a że obydwie karty zagrywa się według zasad automatycznie, nie można ich zostawić sobie na czarną godzinę. Większość graczy w „Fury of Dracula” sugeruje, aby usunąć te karty z talii i ja, po tych kilku rozgrywkach, które rozegrałem po obydwu stronach, także uważam to za dobry pomysł. Ponadto, przeszkodą dla graczy nie władających biegle językiem angielskim może być fakt, że gra nie została spolszczona i znajomość języka jest absolutnie konieczna, aby w nią grać.

Obrazek

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na wykonanie gry. A jest ono bardzo dobre: począwszy od planszy z twardego, porządnego kartonu, stylizowanej nader udanie na mapę XIX wieczną, na twardych, dużych żetonach skończywszy. Miłym akcentem jest obecność w instrukcji informacji o postaciach występujących w grze oraz kilku jej wariantach, m.in. propozycji jak utrudnić grę Draculi lub jak ją mu ułatwić. Figurki postaci są zrobione z mocnego plastiku i chociaż nie wyglądają rewelacyjnie, spełniają swoją rolę całkowicie. Ponadto można je pomalować na swój sposób, co na pewno dodaje im uroku. Wszystkie karty są wydrukowane na bardzo dobrym papierze i raczej nie niszczą się szybko. Kłopotem może być spora ilość żetonów i znaczników – bez woreczków strunowych ani rusz. Osobiście mam zastrzeżenia tylko do plastikowej części pudełka – jest ono nieprzemyślane, elementy gry mieszczą się w połowie jego pojemności, a z kilku przegródek nijak nie da się skorzystać. Jestem też zdania, że dodanie płóciennej sakiewki do gry byłoby bardzo na miejscu – inaczej losowanie spotkań dla Draculi staje się bardzo uciążliwe. Na szczęście sakiewkę taką można zrobić samemu lub też kupić ją w odpowiednim sklepie.

„Fury of Dracula” jest grą długą i nie najprostszą. Zarówno gracz Draculi, jak i gracze łowców, mają wiele zasad, o których muszą pamiętać – zaglądanie do instrukcji jest wręcz niezbędne, mimo ściągawek z zasad dla każdego z uczestników rozgrywki. Spora losowość gry to także jej minus, choć nie tak bardzo uciążliwy, gdyż dzięki obecności dużej ilości kart oraz umiejętnościom łowców zawsze można jakiś wynik zmodyfikować lub też w ogóle wyeliminować na pewien czas ten czynnik.

Obrazek

„Fury of Dracula” to gra trudna oraz wymagająca, przeznaczona zdecydowanie dla bardziej doświadczonych graczy, z dużą ilością czasu. Podane na pudełku trzy godziny gry to nie zawsze limit; bywa, że dobija się do czterech. Jednak gra wynagradza wszelkie swoje niedopatrzenia i trudności – daje wiele satysfakcji, jest pełna klimatu wiernego literackiemu protoplaście oraz pozostawia prawdziwe pole do popisu dla gracza Draculi. Choć słyszałem argument, że gracze łowców podczas rozgrywki zwyczajnie się nudzą, wiem z własnego doświadczenia, że tak nie jest. Odnalezienie szlaku Draculi budzi wiele emocji, a decydowanie o kolejnym swoim ruchu wymaga skupienia i logicznego myślenia. Choć cena gry nie jest niska (około 150 złotych), uważam, że jest tego warta. Mogę ją śmiało polecić tym, którzy twierdzą, iż poradzą sobie z wykiwaniem swoich znajomych, oraz tym, którym klimat „Draculi” jest bliski.

PLUSY:
– wykonanie
– klimat
– oryginalność
– satysfakcja z gry
– wymagająca
MINUSY:
– bywa zbyt długa
– sprawia wrażenie nierównej
– część kart zaburzających równowagę
– niezbyt przemyślane pudełko
– okazjonalne kłopoty z walką
OCENA: 8/10

Dyskusja