Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „3:10 do Yumy”

Western nie jest ostatnio zbyt popularnym gatunkiem. Lata świetności tego typu produkcji przypadają na lata ’50-’60, stąd właśnie pochodzą takie pozycje jak „Dobry, zły i brzydki”, „Za kilka dolarów więcej” czy „Siedmiu wspaniałych”. Reżyser James Mangold (m.in. „Spacer po linie”, „Tożsamość”) postanowił odgrzebać zapomnianą lekko konwencję i uraczyć nas koktajlem tworząc remake filmu Dalmera Davesa z roku 1957 o tym samym tytule, wyszło ciekawie i jest o czym opowiadać.

Obrazek

W „3:10 do Yumy” miesza się kilka gatunków. Przede wszystkim jest to typowy western, ze wszystkimi swoimi przyległościami: mamy tu groźnych bandziorów napadających na dyliżanse, Apaczów, szeryfów i łowców głów, w końcu zwykłych ludzi, próbujących spokojnie wieść swoje życie hodując bydło. Jest to też film drogi. Cała akcja toczy się wokół dostarczenia groźnego przestępcy imieniem Ben Wade (Russel Crowe) do tytułowej Yumy – więzienia, gdzie ma zostać stracony. Ukazanie relacji między bohaterami, ich wybory moralne, postawy oraz przede wszystkim dialogi, są całą kwintesencją dzieła, reszta to otoczka mająca zapewnić odpowiedni klimat. Jest to też film gangsterski, trup ściele się gęsto, każdy mężczyzna nosi broń, a upraszczając sprawę źli bandyci są tępieni przez dobrych policjantów. Klasyczna konfrontacja dobra i zła. Jednak czy do końca? Na szczęście nie, takie przejaskrawianie postaw było właśnie domeną tych kultowych staroci chociażby spod ręki Sergio Leone. Tu nikt nie jest do końca czysty, stróże prawa zabijają z taką samą łatwością jak bandyci, zależy tylko po której stronie barykady się stoi. Według słów głównego bohatera, każdy człowiek jest równy wobec Boga, czym więc ci dobrzy różnią się od tych złych? Moralnością, ale jakże trudno ją zachować w obliczu śmierci i ciężkich czasów w jakich przyszło im żyć.

Z prawdziwą przyjemnością ogląda się pojedynek Russela Crowe’a z Christianem Bale’em (jeden z konwojentów). Dwie silne osobowości, chociaż zupełnie inne – przyciągają się. Po wielu godzinach podróży zawiązuje się między nimi pewna nić porozumienia, sympatii, która chyba sama ich zaskakuje. Dan Evans (Bale) jest weteranem Wojny Secesyjnej, po walkach sprzed lat pozostało mu celne oko oraz drewniana proteza stopy. Prowadzi z rodziną farmę, ale wpada w tarapaty, pożyczył pieniądze, a teraz wierzyciele próbują dobrać mu się do skóry i zagarnąć jego ziemię. Aby spłacić swoje długi, przyjmuje kontrakt na odwiezienie niebezpiecznego skazańca do odległego miasta, skąd o tytułowej 15:10 odchodzi pociąg do Yumy. Wraz z lokalnymi przedstawicielami władzy, wyrusza w pełną niebezpieczeństw drogę przez pustynię. Sprawa byłaby o wiele prostsza, gdyby nie gang Wade’a, który próbuje odbić swojego szefa.

Oprócz postaci pierwszoplanowych, mocno wybija się aktor Ben Foster (tu: Charlie Prince), który gra zastępcę filmowego herszta. Został on doceniony kilkoma nominacjami za najlepszą rolę drugoplanową (niestety żadna nie przyniosła mu statuetki), a moim zdaniem jest to jedna z najciekawszych postaci filmu. Natomiast niemile zaskakuje młody Logan Lerman, który gra Williama Evansa (syna głównego bohatera). Jego interpretacja fascynacji złym człowiekiem oraz skrywana pogarda dla własnego ojca, są tak oczywiste i kiepskie, że aż niemiło patrzeć. Jestem zdziwiony, bo ten 16-letni chłopak wystąpił już w kilku naprawdę niezłych produkcjach m.in. „Efekt Motyla”, „Numer 23”, „Patriota”. Musi jeszcze nad sobą popracować.

Rzeczą, która czasem zawodzi jest scenariusz. W kilku momentach akcja staje się niespójna, trzeba przymknąć oko raz czy dwa, natomiast podoba mi się zakończenie. Idealna puenta: mocna, zaskakująca, dająca widzowi poczucie satysfakcji. Wspomnę, że film jest na podstawie powieści Elmore’a Leonarda pod tym samym tytułem. Dzieło pod względem prowadzenia kamery jest bardzo dynamiczne. Czasem miałem wrażenie, że kamerzysta jedzie na koniu jak reszta bohaterów, dodaje to realizmu całej sytuacji. Podobnie strzelaniny, bliskie ujęcia twarzy, szybkie dystanse prowadzące od lufy pistoletu do postrzelonego właśnie człowieka. Muszę powiedzieć, że od strony technicznej (również piękne zdjęcia pustyni) film zrobiony jest perfekcyjnie. Duże brawa dla twórców scenografii i kostiumów, dzięki którym przenosimy się w czasie i przestrzeni prawie dwieście lat wstecz, wprost na dziki zachód z czasów kolonizacji.

Oddzielny akapit przeznaczam na oprawę dźwiękową i muzykę, która jest po prostu piękna. Marco Beltrami otrzymał za nią nominację do Oskara, ale niestety przegrał z „Pokutą” i „Ultimatum Bourne’a”. Cóż, widziałem i słyszałem te 3 filmy i moim zdaniem nagrodę powinien zgarnąć Beltrami. Można tu usłyszeć nawiązania do wspomnianych na początku dzieł z muzyką Ennnio Morricone w swoim najlepszym wydaniu. Potraficie wyobrazić sobie podkład muzyczny do toczących się po pustyni suchych krzaczków? Gitara, piszczałki i bębenki idealnie współtworzą – tu ciśnie mi się na usta – klimat deadland’s outlaws.

Muszę powiedzieć, że w ostatnim czasie obejrzałem kilka filmów o mniej więcej podobnej tematyce, a przynajmniej scenerii (wszystkie kręcone były w Arizonie lub Nowym Meksyku). W kwietni widziałem „Aż poleje się krew” P.T. Andersona, „To nie jest kraj dla starych ludzi” braci Coen, oraz właśnie „3:10 do Yumy”. Ten ostatni, chociaż o wiele mniej utytułowany od pozostałych, zdecydowanie najbardziej z pośród wszystkich mnie zainteresował (ale każdy z osobna jest bardzo dobry). To co zawsze najbardziej mnie pociąga to zabawa konwencją, nawiązania do klasyki i to oczko puszczane do widza. Film Jamesa Mangolda posiada wszystkie te cechy, jest świetnie zagrany, nie stroni od ironii, a ponadto okraszony jest bardzo dobrą muzyką. Nie jest to dzieło wybitne, ma swoje wady i nie poleciłbym go każdemu, ale fani Christiana Bale’a, Russela Crowe’a oraz charakterystycznych sentencji jakie źli bohaterowie wypowiadają przed strzałem, na pewno będą zadowoleni. Wystawiłbym 8, ale nie mogę przymknąć oka na kilka spraw, o których mówiłem.

Ocena: 7/10.

Tytuł: 3:10 do Yumy
Tytuł oryginału: 3:10 to Yuma
Reżyseria: James Mangold
Scenariusz: Derek Haas , Michael Brandt
Muzyka: Marco Beltrami
Czas trwania: 117 minut
Data premiery: 2007-11-09 (Polska) , 2007-08-21 (Świat)
Kraj: USA
Obsada: Russel Crowe, Christian Bale, Ben Foster, Gretchen Mol, Alan Tudyk, Logan Lerman i inni…

Ocena: 7/5

Dyskusja