Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Don Kichot i mroczne rytuały – recenzja książki „Rytuał”

Ostatnio coraz częściej czytam rosyjską literaturę fantastyczną. Odkąd za sprawą książek Solarisu i Fabryki Słów poznałem kilku doskonałych wschodnich pisarzy, z wytęsknieniem oczekuję kolejnych ich dzieł. Tak więc gdy tylko na półkach księgarni pojawił się „Rytuał” Diaczenków, niezwłocznie się z ową książką zapoznałem. Okazuje się, iż najnowsza publikacja wydawnictwa Solaris to książka dobra, choć wcale nie rewelacyjna.

Całość składa się z czterech różnej długości utworów. Najobszerniejszym jest tytułowy „Rytuał”. Zajmuje niemal dwieście pięćdziesiąt stron, toteż stanowi tak naprawdę materiał na osobną powieść. Traktuje o księżniczce Jucie, która zostaje porwana przez smoka o imieniu Arman, by posłużyć jako ofiara w mrocznym, pradawnym rytuale. Juta nie grzeszy urodą, toteż okazuje się dla bestii niezbyt cennym nabytkiem. Między smokiem a dziewczyną szybko zawiązuje się specyficzna więź, będąca czymś między przyjaźnią a osobliwą miłością. Wkrótce na ratunek Jucie wyrusza Ostin, prawowity dziedzic tronu w krainie zamieszkiwanej przez smoka. „Rytuał” to coś na kształt psychologicznej fantasy. Fabuła to tylko środek, w jaki Diaczenkowie ukazują ponadczasowe problemy ludzkiej natury. „Rytuał” to idealny przykład powieści parabolicznej, posiadającej drugie dno, ukryte pod przykrywką banalnej, wydawałoby się, fabuły. Niestety – jakkolwiek w ogólnym rozrachunku okazuje się utworem ciekawym, to w trakcie lektury natknąłem się na kilka niepotrzebnych dłużyzn, które skutecznie psują odbiór całości.

W opowiadaniu „Tron” Diaczenkowie poruszają problem modyfikacji czasu. Ukazują przy tym komplikacje, do jakich owe zmiany mogą doprowadzić. Eliza – główna bohaterka – zostaje sierotą, po tym, jak pewnego dnia jej rodzice giną w katastrofie lotniczej. Mimo nienajlepszej kondycji finansowej, dziewczynie udaje się dostać do elitarnej szkoły. Szybko okazuje się, że nie wszystko w niej jest takie, jak być powinno. Na początku każdego miesiąca szkołę nawiedza Opiekun. Jegomość pragnie, by jego wychowanki nieustannie uderzały gumowymi piłeczkami o ścianę. Eliza dochodzi do wniosku, że gra tak naprawdę służy zmienianiu przeszłości. Robi wszystko, by cofnąć czas i sprawić, by jej rodzice spóźnili się na nieszczęsny lot. „Tron” to, podobnie jak cała ksiązka, ciekawe, choć nie rewelacyjne opowiadanie. Miła lektura, która jednak nie wciąga do tego stopnia, by nie można było oderwać się od niej bez żalu.

Najlepszym, jak na mój gust, opowiadaniem ze zbioru jest „ZOO”. Diaczenkowie po raz kolejny serwują czytelnikowi utwór paraboliczny. Z pozoru „ZOO” traktuje o ogrodzie zoologicznym, w którym zwierzęta na skutek eksperymentu dwóch naukowców zachowują się w sposób nienaturalnie inteligentny. Dyrekcja zoo z czasem zaczyna organizować przedstawienia, inwestuje także w ich tresurę. Jednak pod przykrywką zwierzęcego wybiegu kryje się pastisz telewizji, rankingów oglądalności, a w szczególności programów typu reality show. „ZOO” to świetny utwór – wciągający od początku do końca, sprawnie napisany, przemyślany, z podwójnym dnem. Właśnie takie opowiadania czyta mi się najlepiej.

Ostatni z zaprezentowanych w książce utworów to „Ostatni Don Kichot”. Jak głosi napis na tylnej okładce „Rytuału”, jest to nic innego jak fantazja na temat losów potomków Rycerza Smutnego Oblicza. Jednak także i tutaj Diaczenkowie poruszają istotne, ponadczasowe problemy, jak upadające tradycje i obyczaje. Utrzymane w smutnym nastroju, opowiadanie nie jest jednak do końca pesymistyczne – ostatnich kilkadziesiąt zdań to nic innego jak krytyka postawy dekadenckiej, bierności wobec zastanego porządku świata, co mi bardzo przypadło do gustu. „Ostatni Don Kichot” ma lepsze i gorsze momenty, lecz w ogólnym rozrachunku wypada nienajgorzej.

Tradycyjnie, kilka zdań poświęcę jakości wydania. W odróżnieniu do paru poprzednich publikacji, w przypadku „Rytuału” wydawnictwo Solaris stanęło na wysokości zadania i wydało na rynek produkt praktycznie pozbawiony usterek. Okładkę zdobi piękna ilustracja autorstwa Tomasz Marońskiego. Literówki można policzyć na palcach jednej ręki, zaś błędów wynikających z niepoprawnej edycji nie zauważyłem. Jedyny mankament może stanowić cena, wynosząca niecałe trzydzieści sześć złotych – mimo, że „Rytuał” to dzieło o stosunkowo dużej objętości, to zdecydowanie mogłoby być o parę złotych niższa.

Nie mam żadnych wątpliwości, że „Rytuał” to kawał porządnej rosyjskiej fantastyki. Z zaprezentowanymi tu przez Diaczenków utworami zdecydowanie warto się zapoznać. Nie są wybitne, ale z pewnością warte uwagi. Czy jednak warto wydawać na nie niemal czterdzieści złotych? Wszyscy miłośnicy prozy Diaczenków oraz psychologicznej fantasy powinni twierdząco odpowiedzieć sobie na to pytanie. Pozostałym mogę „Rytuał” polecić, niech jednak będą świadomi, że za te same pieniądze Solaris oferuje wiele innych, często znacznie lepszych publikacji.

Ocena: 6/10

Tytuł: Rytuał
Tytuł oryginału: Rituał
Autorzy: Marina i Siergiej Diaczenko
Wydawnictwo: Solaris
Tłumaczenie: Iwona Czapla
Rok wydania: 2008
Ilość stron: 440
ISBN: 83-89951-93-9
Cena: 35,90zł

Dyskusja