Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Vexille”

Anime w naszym pięknym kraju wciąż uważane jest za bajki dla dzieci. Co jakiś czas, głównie na dużym ekranie, pojawia się jednak produkcja, która próbuje przełamać ten stereotyp. Tak było w wypadku Księżniczki Mononoke, Ruchomego Zamku Hauru czy Appleseed. Tym razem do Polski trafił Vexille.

Akcja filmu toczy się głównie w Japonii. W 2067 roku kraj ten wystąpił z ONZ w związku z zakazem prowadzenia badań nad robotami i cybernetyką. Od tego czasu Japonia odizolowała się całkowicie od reszty świata. Kraj ten ukrył się za nową żelazną kurtyną, instalując sieć R.A.C.E. zakłócającą działanie pola elektromagnetycznego oraz uniemożliwiając obserwację swojego terytorium przy pomocy satelit szpiegowskich.

W 2077 amerykańska policja technologiczna – SWORD – zaalarmowana dziwnymi wydarzeniami, decyduje się wbrew rządowi zinfiltrować Japonię. Jedną z agentek, która ma sprawdzić czy w kraju tym prowadzone są nielegalne działania, jest Vexille. Oczywiście zaplanowana w najdrobniejszych szczegółach akcja nie pójdzie za dobrze, a agentka odkryje spisek zagrażający całemu wolnemu światu.

Podobnie jak Appleseed, film wykonany jest przy pomocy animacji komputerowej. Tylko postacie są rysowane, a przynajmniej tak wyglądają. Zastosowano tu bowiem technikę zwaną cell-shadingiem używaną także w grach komputerowych. Efekt dla kogoś kto wcześniej widział tylko tradycyjne anime musi być oszałamiający. Scenerie są szczegółowe i dopracowane. Pracę grafików ogląda się naprawdę miło. Trochę irytujące były jedynie trójwymiarowe cienie na postaciach. Momentami za bardzo odcinały się od rysowanych bohaterów filmu. W wielu scenach można jednak odnieść wrażenie realności (bazar, pogrzeb, skanowanie statku). Złudzenie jest tak sugestywne, że zapomina się o tym, że to anime. Od strony technicznej film po prostu zachwyca. Warto tu zwrócić uwagę na ciekawe ujęcia. Praca kamery jest przemyślana i opracowana tak by było jak najbardziej efektownie.

Film ogląda się jednym tchem. Brak jest dłużyzn i nudnych dialogów. Akcja prze do przodu jak rozpędzona lokomotywa. Widz nie ma zbyt dużo czasu by zastanawiać się co będzie dalej. Gdyby scenarzyści mu na to pozwolili, szybko okazałoby się, że przedstawiana nam historia ma pewne niedociągnięcia. Jest dość przewidywalna i mało oryginalna. Temat potraktowano powierzchownie, spłycając maksymalnie puentę. Mimo, że trywialne, zakończenie nie jest jednak złe. Po prostu dostaliśmy po raz kolejny to samo co było nam serwowane już wcześniej. Przyczepić się można za to do postaw niektórych bohaterów. – chociażby przewodniczącego Tokio, który początkowo wzbrania się przed pomocą Vexille i Marii, a potem ni stąd ni zowąd zmienia zdanie. Motywy działań bohaterów czasem są mocno naciągane i mało wiarygodne, a same postacie wydają się papierowe.

Na plus można za to zaliczyć twórcom próby nawiązania do znanych dzieł z gatunku science-fiction. Najbardziej sugestywnym są Jaguary czyli mechaniczne czerwie. Gdy tylko pojawiają się na ekranie to od razu kojarzą się z Diuną Herberta. Również wygląd egzoszkieletowych maszyn bojowych i projekty statków sugerować mogą, iż autorzy inspirowali się filmami typu Star Wars czy Robocop (chociaż w tej kwestii trudno wymyślić cokolwiek nowego).

Muzykę do filmu stworzył Paul Oakenfold, pracujący wcześniej przy Appleseed. O ile jednak w tamtym anime podkład był energetyczny, a niektóre motywy łatwo się zapamiętywało, to tutaj muzyka jest jedynie tłem. Nie zauważa się jej aż do końca filmu. Po skończonym seansie okazuje się jednak, że trudno byłoby sobie wyobrazić film bez niej. Melancholijna i momentami smutnawa dobrze oddaje nastrój i znakomicie komponuje się z tematem i tym co dzieje się na ekranie.
Wypada jeszcze się przyjrzeć soundtrackowi do filmu. Znajdują się na nim utwory takich wykonawców jak: The Prodigy, Dead Can Dance, Boom Boom Satellites, Asian Dub Foundation czy Basement Jaxx. Ma on więc duże szanse trafić do fanów muzyki elektronicznej.

Podsumowując, czy Vexille warto obejrzeć? Zdecydowanie tak. Jeśli tylko przymkniemy oko na mielizny scenariusza i dość naiwne rozwiązania to duży rozmach i wspaniałe efekty zapewnią nam sporo wrażeń. Widowiskowość to największy atut filmu. Pamiętajmy też o tym, że w Polsce niezbyt często pojawiają się niezłe anime. Tym bardziej szkoda, że tej produkcji nie wyświetlano we wszystkich sieciach kin. Film oglądany przy pomocy kina domowego nie zapewni nam podobnych doznań co na dużym ekranie.

Ocena: 8/10

Tytuł: Vexille
Tytuł oryginału: Vexille
Kraj: Japonia
Data premiery: 2008-03-21 (Polska) , 2007-08-01 (Świat)
Czas trwania: 109 minut
Reżyseria: Fumihiko Sori
Obsada: Meisa Kuroki, Shosuke Tanihara, Yasuko Matsuyuki, Tetsuya Kakihara, Toshiyuki Morikawa

Ocena: 8/5

Dyskusja