Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Ale głupi ci wezyrowie – recenzja komiksu „Iznogud: Dzień Szalenców”

Dla wielu osób komiksy to źródło dobrej zabawy i relaksu. Obrazkowe opowieści to dla nich chwila wytchnienia. Niektórzy sięgają po nie, gdy nie mają czasu na poważniejszą lekturę. Jeszcze inni cenią sobie przede wszystkim humor i traktują komiks jako okazję do śmiechu. Dla każdej z tych grup czytelników idealnie nadaje się tytuł, wydany w 2001 roku przez Egmont, pt.: „Iznogud: Dzień Szaleńców”.

Założenie scenariusza tego komiksu jest bardzo proste. Mamy Bagdad, rządzony przez leniwego Kalifa o dość sporej nadwadze. Jego imię to Harun Arachid. Już jeden rzut oka na jego pucułowatą twarz wystarczy, aby stwierdzić, że to poczciwina, a nie tyran rządzący żelazną pięścią. Ta bowiem rola zarezerwowana jest dla kogoś innego. Dzierży ją wielki wezyr, tytułowy Iznogud. Mały złośnik (1,50 m w bamboszach) ma tylko jedno marzenie, które z uporem godnym maniaka pragnie zrealizować. Chce zostać kalifem w miejsce kalifa. Pomaga mu w tym wierny sługa, Pali Bebeha, który niezbyt wierzy w powodzenie planów swojego pana.

Jednak Iznogud nigdy się nie poddaje. Knuje coraz nowsze zamachy na głowę panującego. Nie przebiera w środkach, próbując wszelkich metod, aby osiągnąć swój cel. Snuje podstępne intrygi, przewroty polityczne, sięga po pomoc ościennych państw czy nawet magii i zaklęć. Kalif jest na tyle łatwowierny i ufny, że nie zauważa ani jednego z zamachów przyszykowanych przez swego wezyra. Mało tego, ciągle uważa go za swojego przyjaciela, a jego przedziwne zachowanie, dążące do pozbawienia go tronu, ma za niewinne zabawy i gry. Jest mu nawet wdzięczny, że Iznogud tak wiele poświęca swego czasu by umilić życie Haruna.

Czwarty zeszyt przygód złośliwego wezyra, podzielony jest na trzy krótkie opowieści. W tytułowej historii Iznogud pragnie wykorzystać odwieczną tradycje zmiany ról. Przełożeni na jeden dzień wymieniają się stanowiskami z podwładnymi. Wezyr dostrzega w tym zwyczaju szansę dla siebie. Oczywiście, nie jest to takie łatwe, a obserwacja licznych absurdalnych zachowań, jakie mają miejsce w Dniu Szaleńców, przysparza czytelnika o salwy śmiechu.

Scenariusz do tego komiksu pisał uznany w świecie komiksów Rene Goscinny. Zasłynął on przede wszystkim z przygód gala Asterixa, ale i „Iznogud” przysporzył mu dużo popularności. Przygody wrednego krzykacza są naprawdę zabawne. Humor jest domeną scenariuszy, napisanych przez Goscinnego. Ciągłe, nieudolne i maniakalne wręcz starania Iznoguda, by zdobyć tron, zapewnią czytelnikowi wiele okazji do gromkiego śmiechu. Mimo iż jest on niegodziwy i egoistyczny w swych knowaniach, to nie sposób odmówić mu odrobiny sympatii. Wezyr wydaje się bardzo pocieszny w swych misternych planach, które za każdym razem upadają z szybkością rozpadającego się domku z kart. Mimo iż scenariusz do zeszytu „Dzień Szaleńców” napisany został w roku 1972 i dziś są one w stanie rozbawić miłośników komiksów.

Kwestią rysunkową zajął się inny uznany przez komiksiarzy Francuz, Jean Tabary. Jego karykaturalne postacie są bardzo charakterystyczne dla zachodnioeuropejskiej szkoły rysunku. Żywa i pełna emocji gestykulacja i mimika Wezyra są doskonałym przykładem na to, że rysownik „Iznoguda” dobrze opanował swój fach. Sposób rysowania zarówno postaci jak i zwierząt i otoczenia doskonale współgrają z humorystycznym ujęciem całości tej opowieści. Rysunki, mimo że pełne dynamizmu i wyrazu, są jednak estetyczne i klarowne w swej formie. Miłe dla oka obrazki cieszą swą poprawną kompozycją i żywymi kolorami. Sposób wizualnego przedstawienia każdego z głównych bohaterów „Iznoguda: Dzień Szaleńców” doskonale podkreśla ich cechy charakteru, wszystkie wady i przywary.
Po śmierci Goscinnego w 1977 roku, Tabary sam zajmował się kontynuacją przygód Iznoguda.

Warto wspomnieć, że przygody Iznoguda są na tyle popularne, że doczekały się w 1995 roku adaptacji w postaci serialu animowanego. Kreskówka ta była na tyle popularna, że została przetłumaczona na wiele obcych języków, w tym polski. Emitowana była nawet przez kilka stacji telewizyjnych w naszym kraju. Istnieje także fabularna wersji przygód wezyra, nakręcona w roku 2005. Niestety była ona na tyle nieudolna, że przeszła zupełnie bez echa.

Komiks Goscinnego i Tabarego jest dobrą, godną polecenia pozycją, nie tylko dla koneserów obrazkowych opowieści. Niewątpliwe każdy, kto ma ochotę na chwilę dobrej zabawy, powinien sięgnąć po „Iznoguda”. Każda złotówka wydana na ten jak i inne zeszyty o przygodach wrednego wezyra, nie będzie stracona.

Dyskusja