Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Frontiere(s)”

Europejskie kino grozy przeżywa ostatnio renesans. W odpowiedzi na nawałnicę hollywodzkich horrorów, twórcy ze Starego Kontynentu coraz częściej próbują kręcić własne obrazy tego typu. Unikają przy tym amerykańskiej stylistyki, która wielu widzom dawno się już przejadła. Kilka dni temu na ekrany polskich kin wszedł „Frontiere(s)”, francusko-szwajcarski obraz, pełen okrucieństwa i brutalnych scen, reklamowany jako film dla nienormalnych ludzi.

Reżyserem jest francuski filmowiec Xavier Gens. Kręcąc „Frontiere(s)” miał w swoim dorobku tylko jedną produkcję – serial „Sable noir”, będący mieszanką dreszczowca i horroru. Aktualnie ma ich trzy – gdyż po drodze reżyserował także ekranizację gry komputerowej „Hitman”, która odbiła się w filmowym światku niezbyt głośnym echem, mimo że stała na stosunkowo wysokim poziomie. Uważam, że Gens ma spory potencjał, który z pewnością dostrzegą większe wytwórnie i zechcą go wykorzystać. Tak czy inaczej – francuskiemu reżyserowi ciężko nie wróżyć dużej kariery.

Ale wróćmy do samego „Frontiere(s)”. Fabuła filmu, choć ciekawie zarysowana, wydaje się dość banalna. Francuskie wybory prezydenckie wygrywa kandydat skrajnej prawicy. Na ulicach miast dochodzi do rozbojów i różnego rodzaju incydentów. Policja nie próżnuje i aresztuje sprawców zamieszek. Grupa młodych buntowników postanawia w dwóch grupach opuścić Paryż i uciec do Holandii. Umawia się na spotkanie w przygranicznym pensjonacie znajdującym się na starym górniczym odludziu. Pierwsza grupa dociera na miejsce i przekonuje się, że okolica jest zamieszkana przez fanatycznych neo-nazistów o kanibalistycznych zapędach. Tymczasem w drodze na miejsce są pozostali chuligani.

„Frontiere(s)” to dobry film. Nie wybitny, ale dobry. Jako jeden z niewielu obejrzanych przeze mnie ostatnio horrorów, potrafił przyprawić mnie od dreszcze. Jednak prawdą jest, że strach w tym filmie często miesza się ze zwykłym obrzydzeniem. Zgodnie z zapowiedziami „Frontiere(s)” wręcz ocieka okrucieństwem. Jednak w przeciwieństwie do wielu amerykańskich tworów, z których film Gensa czerpie pełnymi garściami, brutalność tutaj nie śmieszy, a autentycznie przeraża. Dzieje się tak zarówno za sprawą bestialskich obrazów (plakat reklamujący film to przy tym nich grzeczna ilustracja), jak i doskonałej gry aktorskiej, która w produkcjach tego typu jest szczególnie ważna. Wszystko to tworzy ciężki, mroczny nastrój i osobliwe uczucie niepokoju, które nie pozwala oglądać filmu bez emocji.

Aktorzy w „Frontiere(s)” nie pozwalają sobie nawet na najmniejsze potknięcie. Dawno już nie widziałem produkcji, w której kunszt aktorski stałby na tak wysokim poziomie. Pozytywni bohaterzy filmu zostali odtworzeni niezwykle przekonująco. Aktorzy świetnie oddali przerażenie towarzyszące człowiekowi w obliczu bezpośredniego zagrożenia życia. Wypada szczególnie pochwalić Karinę Testa wcielającą się w Yasmine, dziewczynę jednego z chuliganów, która odegra w filmie wyjątkowo istotną rolę. Odtwórcy ról negatywnych również spisują się po mistrzowsku. Zdecydowanie najlepszą kreację zaprezentował doświadczony francuski aktor, Jean-Pierre Jorris, grający Ojca Von Geislera, fanatycznego przywódcę kanibali. Jorris nie grał Geislera – on nim po porstu był. Wypisany na twarzy fanatyzm, bezlitosny stosunek do ofiar, a także cytaty najsłynniejszych niemieckich nazistów wypływające z jego ust – wszystko to przedstawił w porażający sposób. Nie inaczej jest z pozostałymi członkami kanibalistycznej rodziny – nie sposób rozpisywać się tu z osobna na temat każdego z nich. Podkreślę to jeszcze raz – gra aktorska we „Frontiere(s)” stoi na światowym poziomie.

Jak już wcześniej wspominałem, film Xaviera Gensa w wielu scenach nawiązuje do obrazów powstałych za oceanem. Oglądając „Frontiere(s)” trudno nie zauważyć inspiracji takimi produkcjami jak „Hostel”, „Piła”, czy „Teksańska Masakra Piłą Mechaniczną”. Można też doszukiwać się podobieństw do filmu „Wzgórza mają oczy”, choć te są już nieco mniej wyraźne. Czy to jednak źle, że Gens czerpie pełnymi garściami od innych? To kwestia do dyskusji. Z jednej strony, nie wprowadza przez to do gatunku nic nowego. Z drugiej – warto zauważyć, że Gens nie tylko powiela znane z innych horrorów schematy, ale przede wszystkim wykorzystuje je lepiej, z większą sprawnością i polotem. I nie mozna zapomnieć o tym, że „Frontiere(s)” przeraża okrucieństwem. Podczas seansu „Frontiere(s)” widza ogarnia prawdziwy niepokój. „Piła” czy „Hostel” takich odczuć raczej nie wywoływały.

Na pytanie, czy warto zobaczyć ten film, odpowiadam – zdecydowanie tak. Ciężko spodziewać się po „Frontiere(s)” cudów. Na pewno nie jest to film przełomowy, ale też Gens wcale nie miał takich ambicji. Niezwykle naturalna gra aktorów, mroczna atmosfera, oraz duża doza okrucieństwa – wszystko to sprawia, że „Frontiere(s)” stanowi nie lada gratkę dla miłośników ciężkiego, krwawego kina grozy.

Ocena: 7/10

Tytuł: Frontier(s)
Tytuł oryginału: Frontiere(s)
Kraj: Francja, Szwajcaria
Data premiery: 2008-06-20 (Polska), 2007-07-01 (świat)
Czas trwania: 108 minut
Reżyseria: Xavier Gens
Obsada: Jean-Pierre Jorris, Karina Testa, Aurelien Wiik, Maud Forget, Samuel Le Bihan

Ocena: 7/5

Dyskusja