Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki”

Indiana Jones to postać kultowa. Kiedy w 1981 roku ukazali się „Poszukiwacze Zaginionej Arki”, mało kto przypuszczał, że przygody utalentowanego archeologa odniosą tak duży sukces. Dziś filmy z Indianą Jonesem uznawane są za klasykę kina przygodowego. I oto teraz – niemal dwadzieścia lat po premierze obrazu „Indiana Jones i Ostatnia Krucjata” – mam ogromną przyjemność recenzować kolejny, czwarty już film cyklu, o wdzięcznym podtytule „Królestwo Kryształowej Czaszki”.

Najnowsze dzieło Spielberga rozpoczyna się w południowo-wschodniej części Stanów Zjednoczonych. Jest rok 1957. Druga wojna światowa skończyła się przed dwunastoma laty. Między mocarstwami trwa jednak nowy konflikt. Tocząca się na podłożu gospodarczym i politycznym zimna wojna osiąga właśnie swoje apogeum. Indiana Jones wraz z przyjacielem Mac`iem cudem uciekają agentom KGB. Swoimi wyczynami archeolog naraził się jednak rządowi. Władze nalegają, by profesor Jones przestał pracować na uniwersytecie. Wkrótce archeolog spotyka młodego człowieka o imieniu Mutt i dostaje od niego propozycję nie do odrzucenia. W zamian za pomoc w pewnej osobistej sprawie, Mutt zobowiązuje się skierować Jonesa na trop Kryształowej Czaszki z Akator, legendarnego artefaktu będącego od wieku obiektem pożądania rdzennych mieszkańców kontynentu, konkwistadorów, odkrywców i poszukiwaczy przygód.

Na najnowszą część przygód Indiany Jonesa szedłem z lekką obawą i jestem pewien, że nie byłem w tym lęku osamotniony. Wszak wielu ludzi – starszych ode mnie o kilka, czy kilkanaście lat – na tych filmach się wychowało. Doskonale pamiętam jak sam nieustannie przynosiłem z wypożyczalni kolejne kasety z Harrisonem Fordem na okładce. Dziś, po obejrzeniu filmu stwierdzam, że wszystkie te obawy, choć mogły być uzasadnione, były niepotrzebne – najnowsze dzieło Stevena Spielberga trzyma poziom poprzedników.

Od „Ostatniej krucjaty” minęło już niemal dwadzieścia lat. W życiu Jonesa zaszło wiele istotnych zmian. Przede wszystkim, nie jest już doktorem – po wielu udanych wyprawach przyznano mu tytuł profesora. Można powiedzieć, że Indy w pewien sposób się ustatkował. Jak się jednak okazuje pozostała w nim żyłka aktywnego poszukiwacza przygód. Gdy tylko uzyskuje sprawdzone informacje o kolejnym artefakcie, bez wahania podejmuje wyzwanie i rozpoczyna poszukiwania. Wielu zadawało sobie pytanie – czy Harrison Ford okaże się równie żywotny, jak postać na kartach scenariusza filmu? Otóż tak! Odtwórca tytułowego bohatera ma się równie dobrze jak przed dwudziestu laty. I chociaż na jego twarz widać więcej zmarszczek, a włosy coraz bardziej siwieją, to Fordowi nie brakuje tego samego wigoru i zaangażowania z jakim grał Jonesa w „Poszukiwaczach Zaginionej Arki”. Warto jednak zauważyć, że o ile przed laty Jones występował w filmie jako uczeń, mając za mentora swego ojca – o tyle w „Królestwie Kryształowej Czaszki” role ulegają odwróceniu.

Rzecz jasna kunszt aktorski w najnowszej odsłonie przygód Indy’ego prezentuje nie tylko Harrison Ford. Na szczególną uwagę zasługuje gra Shia LaBeoufa, filmowego ucznia Indiany Jonesa. Aktor znany z takich filmów jak „Transformers” czy „Ja, Robot”, w obrazie Spielberga ponownie pokazuje na co go stać. Odgrywany przez niego Mutt Williams nawet biorąc pod uwagę sam scenariusz, to postać niezwykle barwna i ciekawa jednak w połączeniu z błyskotliwą grą LaBeouf’a stanowi jedną z najlepszych kreacji w opisywanym filmie. Pochwalić należy też Cate Blanchett. Choć w „Królestwie Kryształowej Czaszki” w niczym nie przypomina jasnowłosej piękności znanej z „Władcy Pierścieni” (gdzie wcieliła się w rolę Galadrieli), to jej gra jest doskonała. Nadzwyczaj dobrze czuje się w roli chorobliwie ambitnej, dumnej i żądnej wiedzy oraz władzy Iriny Spalko. Ogólnie rzecz biorąc, aktorstwo w nowym filmie Spielberga stoi na najwyższym światowym poziomie – zarówno w przypadku głównych ról, jak i bohaterów drugoplanowych. Przez całe dwie godziny seansu nie dostrzegłem w ich grze żadnych poważnych niedociągnieć.

„Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki” został także doskonale nakręcony. Mówię o tym z tym większą satysfakcją, że za zdjęcia odpowiedzialny jest nasz rodak, Janusz Kamiński, który wcześniej maczał palce w takich produkcjach jak „Raport mniejszości”, „Monachium” czy „Szeregowiec Ryan”. To, co pokazał w najnowszej części przygód Jonesa można nazwać mistrzostwem świata. Tu umieści kamerę przy bucie Harrisona Forda, tam nakręci scenę z lotu ptaka, o doskonałych ujęciach w peruwiańskiej dżungli nie wspominając. Inwencja Kamińskiego zdaje się nie mieć końca. Będę bardzo rozczarowany i zaskoczony jeśli za zdjęcia do najnowszego „Indiany Jonesa” Kamiński nie zostanie uhonorowany oskarem.

Za muzykę odpowiada John Williams. Także i to nazwisko nie powinno być obce miłośnikom kina przygodowego. To ten sam człowiek, który przed laty komponował muzykę do „Poszukiwaczy Zaginionej Arki” i do wszystkich jej kontynuacji. W „Królestwie Kryształowej Czaszki” znów pokazuje klasę. Muzyka w najnowszym filmie Spielberga jest doskonała, świetnie napisana i idealnie dopasowana do poszczególnych sceny. Idealnie spełnia swoją rolę, odpowiednio budując napięcie w czasie seansu. Szkoda tylko, że tak rzadko słychać sztandarowy, główny motyw. Owszem, pojawia się w „Królestwie Kryształowej Czaszki” – jednak w zmienionej formie, innej niż ta, do której przyzwyczajeni są fani Jonesa. Wprawdzie w nowej wersji brzmi nienajgorzej, ale powiedzmy sobie szczerze – to nie to, co dawniej.

Jak przystało na produkcję Spieberga, „Indiana Jones – Królestwo Kryształowej Czaszki” prezentuje się wyśmienicie pod kątem efektów specjalnych. Wszyscy, którzy tak jak i ja, oczekiwali efektownych pościgów, walk i podobnych fajerwerków, będą w siódmym niebie. W najnowszym „Indianie Jonesie” jest ich co nie miara, a w dodatku wszystko to zostało wykonane nieomal perfekcyjnie. Dzięki najnowszemu dziełu Spielberga powiedzenie, efekty i wartka akcja zapierają dech w piersiach', nabiera nowego, bardziej dosłownego znaczenia. Co ciekawe, wiele spośród tego typu scen nakręcono z minimalnym użyciem techniki komputerowej, stawiając na profesjonalnych kaskaderów.

Mimo wszystko jednak – nie kryjmy – „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki” nie jest filmem idealnym. Większość błędów i niedociągnięć kryje się w scenariuszu, a jego niedopracowanie stało się głównym powodem szeregu rozczarowań, które mnie spotkały. Żeby było jednak jasne – opowiedziana historia jest ciekawa, wciągająca i pasjonująca. Pierwsza myśl, która pojawiła się w mojej głowie zaraz po ujrzeniu napisów końcowych brzmiała: „ja chcę jeszcze!”. Uważam jednak, że twórcy zepsuli zakończenie. Nie tak je sobie wyobrażałem. Szczegółów nie zdradzę, by nie psuć nikomu przyjemności z oglądania – ale ręczę za to, że właśnie finał filmu wyda się każdemu widzowi najmniej satysfakcjonujący. Twórcy pozwolili sobie na szereg drobnych, choć rażących nielogiczności. Jak to możliwe, że amerykańska baza kryjąca niezwykle ważne znaleziska i artefakty jest chroniona raptem przez kilku nierozgarniętych żołnierzy i wystarczy oddział rosyjskich komandosów, by wyeliminować jej całą ochronę? Poza tym, jakim cudem Jones mógł przeżyć wybuch bomby atomowej, chowając się w… lodówce? Nie mam pojęcia czy to żart scenarzystów czy też przejaw ich niewiedzy i głupoty. Mam nadzieję, że to pierwsze. Generalnie – motyw z bombą nuklerną był w moim odczuciu sporym przegięciem. Gdyby wziąć pod uwagę fakt, że Jones przez kilka minut przebywał niemalże w epicentrum wybuchu, kolejna odsłona jego przygód powinna nosić tytuł „Indiana Jones i Choroba Popromienna”.

Chociaż twórcy nie uniknęli pewnych niedociągnięć, „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki” to godny następna „Ostatniej krucjaty”. Doskonała gra aktorów, bardzo dobra muzyka, perfekcyjne zdjęcia Janusza Kamińskiego, a także specyficzny, nieporównywalny z niczym innym nastrój towarzyszący seansowi, wynikający między innymi z luźnej konwencji filmu sprawiają, że najnowszy film Stevena Spielberga jest pozycją obowiązkową dla każdego szanującego się kinomana.

Ocena: 9/10

Tytuł: Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki
Tytuł oryginału: Indiana Jones and the Kingdom of the Crystal Skull
Kraj: USA
Data premiery: 2008-05-22 (Polska), 2008-05-18 (świat)
Czas trwania: 124 minuty
Reżyseria: Steven Spielberg
Obsada: Harrison Ford, Cate Blanchett, Karen Allen, Shia LaBeouf, Ray Winstone

Ocena: 9/5

Dyskusja