Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wielka wyprawa zielonoskórego – recenzja książki „Zadanie goblina”

Małe, złośliwe, zielonoskóre szkodniki, zwane goblinami, pojawiają się w niemal wszystkich znanych światach fantasy. Zawsze w roli podstępnych, złych kreatur, walczące u boku orków i ogrów, nastające na mieszkańców cywilizowanych krain. Rzadko zdarza się, by służyły za coś więcej niż worek treningowy dla paladyna w lśniącej zbroi. A jednak w książce Jima C. Hinesa, zatytułowanej „Zadanie Goblina”, głównym bohaterem jest nie kto inny, a właśnie przedstawiciel tejże nielubianej i pogardzanej rasy.

Na pierwszy rzut oka Jig jest typowym gobelinem: niezbyt inteligentny, brzydki, mieszkający głęboko w podziemnej jaskini. Jego równieśnicy zdecydowanie za nim nie przepadają i dokuczają mu na każdym kroku. Jedynym przyjacielem Jiga jest Ciapek – ognisty pająk, z którym goblin praktycznie się nie rozstaje. Pewnego dnia do zamieszkiwanej przez Jiga jaskini przybywają poszukiwacze przygód. Goblin, przebywając wówczas na patrolu, staje się świadkiem śmierci jego pobratymców od mieczy śmiałków, a on sam staje się ich zakładnikiem. Okazuje się, że bohaterowie przybyli tu w poszukiwaniu legendarnego artefaktu, Laski Stworzenia, ukrywanej przez żyjącego głęboko pod ziemią smoka . Chcąc nie chcąc, Jig zostaje ich przewodnikiem i decyduje się zaprowadzić ciemiężycieli do smoczego leża.

„Zadanie goblina” to bardzo nietypowa powieść i to nie tylko za sprawą głównego bohatera. Tak naprawdę jest to zgrabnie napisana, przyjemna w odbiorze parodia kanonu literatury fantasy, ubrana w dosyć poważną, choć w gruncie rzeczy bardzo standardową historyjkę. Na tym jednak właśnie polega pomysł Hinesa. Autor śmieje się z ogólnie przyjętych norm, odwracając je w wielu przypadkach do góry nogami.

Pierwsza i najważniejsza, wspomniana różnica, to główny bohater. Niewiele jest książek opisujących losy goblina, będącego w dodatku największym fajtłapą i nieudacznikiem w swoim rodzaju. Poza tym, drużyna awanturników zdaje się być typową ekipą, eksplorującą podziemia. W jej skład wchodzą: ludzcy wojownik i mag, krasnoludzki kapłan oraz elfia złodziejka. Jednak przewracając kolejne kartki przekonujemy się, że elfka nie ma przypisywanej przedstawicielom jej rasy dumy i wyniosłości – wręcz przeciwnie, jest słaba psychicznie, wystraszona i zrezygnowana. Barius – pozornie honorowy wojownik, każdą czynność wykonuje na pokaz. Mag o imieniu Ryslind okazuje się większym niegodziwcem niż możnaby przypuszczać, zaś krasnolud Darnak czuje się dosyć komfortowo w towarzystwie elfki.

„Zadanie goblina” to tak naprawdę literacki „dungeon crawl”. Akcja książki toczy się niemal wyłącznie pod ziemią, w goblińskich jaskiniach. Bohaterowie zmagają się z zupełnie standardowymi przeciwnościami. A to jakaś pułapka do rozbrojenia, a to banda hobgoblinów do zlikwidowania, a to znów jeden z członków drużyny zaczyna stopniowo przeobrażać się w nieumarłego… Wygląda to jak standardowy scenariusz „D&D”. A jednak jest w powieści coś, co nie pozwala oderwać się od lektury. Przede wszystkim humor, adresowany do namiętnych czytelników fantasy. Wszak cała książka, poszczególne wątki, postacie oraz rozwój fabuły mają postać delikatnej, nienachalnej parodii. Mimo że podczas lektury można natknąć się na kilka dłużyzn, zwłaszcza tuż przy zakończeniu, to „Zadanie goblina” czyta się niespodziewanie szybko. Sam dotarłem do ostatniej strony w kilka godzin, praktycznie nie dostrzegając upływu czasu i nie licząc pozostałych kartek.

Od strony wydania „Zadanie goblina” prezentuje się całkiem nieźle. Pochwała należy się Piotrowi Cieślińskiemu, który zaprojektował okładkę książki. Widniejąca na niej ilustracja przedstawia głównego bohatera powieści i robi bardzo dobre wrażenie. Ciężko mieć także jakiekolwiek zarzuty wobec tłumacza. Błędy popełniła jednak korekta, gdyż podczas lektury natknąłem się na zaskakująco dużą ilość literówek. Było ich co najmniej kilkanaście. „Zadanie goblina” jest pozycją dość obszerną, mieści się na czterystu trzydziestu dwóch stronach. Cena jest adekwatna do objętości i wartości literackiej, choć nieco wyższa niż w przypadku większości publikacji Fabryki Słów – wynosi niecałe trzydzieści cztery złote.

Generalnie „Zadanie goblina” to niezła książka, mogąca każdemu miłośnikowi fantastyki umilić wieczór czy dwa. Z pewnością warto zwrócić na nią uwagę. Autor wykorzystał kilka świeżych, nieoklepanych motywów, dodając szczyptę ironicznego humoru oraz arcybarwnego bohatera. Jest to lekka, przyjemna, choć dosyć nietypowa lektura, idealna jako przerywnik między ambitniejszymi książkami.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja