Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Człowiek – pirofit – recenzja książki „451 stopni Fahrenheita”

„451 stopni Fahrenheita to temperatura, w której papier zaczyna się palić.”

Pirofit to roślina, przystosowana do oddziaływania ognia. Odmiany pasywne uodparniają się na działanie płomieni, poprzez wytwarzanie warstw zabezpieczających (np. grubej kory u drzew). Natomiast dla pirofitów aktywnych ogień jest czynnikiem stymulującym. Na podobnej zasadzie można by podzielić ludzi w najgłośniejszej powieści Ray`a Bradbury`ego, „451 stopni Fahrenheita”. Część społeczeństwa, otulona grubą warstwą obojętności, żyje bezpiecznie wśród płomieni. Dla innych jednak wzniecane regularnie pożary będą bodźcem, powodującym rozwój człowieczeństwa.

Akcja powieści rozgrywa się w dalekiej przyszłości, zdeterminowanej przez kulturę masową. Ludzie żyją tu wygodnie i beztrosko, nieświadomi otaczającego ich świata. Nikogo nie obchodzi polityka, nie nadaje się wiadomości. Najpopularniejszym zajęciem jednostki jest oglądanie telewizyjnych seriali. Prowadzenie głębszych rozmów towarzyskich uchodzi za szczyt ekstrawagancji. Choć opisywany świat targany jest okrutnymi wojnami, nikt tak naprawdę nie wie, ile istnień pochłaniają wzajemne konflikty ani dlaczego walki w ogóle się rozpoczęły. Życie ludzkie warte jest tylko tyle, ile kosztują nowoczesne zabiegi medyczne.

Guy Montag jest strażakiem. Jego obowiązkiem jest strzec spokoju prawych obywateli. Oznacza to, że zajmuje się paleniem zakazanych książek wraz z całym domostwem tych, którzy zdecydowali się sprzeciwić prawu. Posiadanie bowiem chociaż jednego tomu poezji czy kilku dzieł Szekspira jest najwyższą z możliwych zbrodni. W zasadzie większość społeczeństwa nie zdaje sobie sprawy z tego, co zawierają zadrukowane strony. Panuje jednak powszechne przekonanie, iż książki wprowadzają tylko niepokój w umysłach czytających i prowadzą do zadawania nikomu niepotrzebnych pytań. Dlatego należy je bezwględnie palić.

Pewnego dnia Montag poznaje mieszkająca nieopodal dziewczynkę. Zaintersowanie strażaka wzbudza jej niekonwencjonalne zachowanie. Clarisse potrafi bez powodu patrzeć się w gwiazdy, wącha kwiaty albo spaceruje godzinami by móc spokojnie pomysleć. Sprawia wrażenie wyrwanej z poprzedniej epoki, gdzie kontakty między ludźmi opierały się na spotkaniach i rozmowach, a ciekawość i dociekliwość były motorem napędowym cywilizacji. Dlatego też, gdy zaledwie kilka dni później Montag dowiaduje się o jej śmierci, coś w nim pęka. Od tej pory strażak nie potrafi normalnie iść do pracy, zaczyna natomiast zastanawiać się, co takiego kryją w sobie książki. W ich treści pragnie odnaleźć ślad tej dziwnej dziewczyny, która ukazała mu rąbek nieznanego dotąd świata.

Jeszcze pół wieku temu powieść Bradbury`ego odczytywana była głównie jako głos sprzeciwu wobec totalitaryzmu. Tak przedstawiona antyutopia miała przestrzegać przed tragicznymi skutkami poddawania się naciskom bezmyślnej masy i sterującej nią władzy. Dziś, gdy zmieniły się realia historyczne, na pierwszy plan zaczyna wychodzić bardziej humanistyczne przesłanie książki. Autor zadaje bowiem pytanie o to, kiedy w codziennym pośpiechu i płytkich przyjemnościach zatracimy zdolność rozumienia siebie nawzajem. Bardzo silnie wyeksponowana jest tu także problematyka kultury jako takiej. Bradbury w swojej ponurej wizji świata pokazuje, jak łatwo jest zrezygnować z literatury i sztuki, opisujących przecież wszystkie dokonania człowieka, wskazujących na jego historyczne dziedzictwo. Myśli wielkich filozofów wypierane są przez serialowe dialogi. Książki płoną, a ignoranci patrzą na to z zachwytem, niczym na pokaz sztucznych ogni.

Konstrukcja bohaterów powieści jest raczej schematyczna. Postacie te nie mają w sobie głębi, którą zapewnia sama fabuła. Odrobinę wybija się Kapitan strażaków, Beatty, nad którego motywami czytelnik mógłby się chwilę dłużej zastanowić. Jednak toporność postaci właściwie oddaje aurę opisywanego świata, gdzie nikt nie wychyla się ponad społeczeństwo. Wszyscy są równi, szarzy i prości. Nawet Guy Montag, którego metamorfozę oglądamy na kartach powieści, wciąż pozostaje bezbarwny i nijaki. Nasuwa to pesymistyczne wnioski, sugerujące, że nigdy nie sposób całkowicie wyzwolić się od wpływu otoczenia w którym żyliśmy.

Najnowsze tłumaczenie Iwony Michałowskiej, wydane nakładem wyd. Solaris, nie przynosi wielkich niespodzianek. Napisane jest bardziej współczesnym językiem niż przekład Adama Kaski. Zmiana trendów wśród tłumaczy najbardziej uderza bodaj w przypadku przekładu imion (np. Klarysa bądź Clarisse).
Książka stoi na bardzo przyzwoitym poziomie edytorskim. Sztywna obwoluta z ogromnym feniksem na okładce (wg projektu A. Z. Siudy) i strony, stylizowane na niedopalone, dają bardzo przyjemny wizualnie efekt. Nieco gorzej prezentuje się wydanie w twardej oprawie – postać zamaskowanego strażaka (projekt G.Kmina) już tak bardzo nie przemawia do wyobraźni.

Warto także wspomnieć, iż „451 stopni Fahrenheita” to książka, która doczekała się licznych odwołań i adaptacji. Najsłynniejszą spośród nich jest ekranizacja książki w reż. François Truffauta z 1966 roku (Oskar Werner w roli Montaga). Swoista reinterpretacja Bradbury`ego pojawiła się także swego czasu w komiksownym „Gigancie” – komiczne przygody Kaczora Donalda (który wcielił się w postać Guya) nie zatracają przesłania oryginału, za to prezentują dobry poziom graficzny. Nie da się ukryć, że palona książka jest bardzo żywotnym symbolem i zapewne jeszcze nie raz zostanie wykorzystana przez kolejnych twórców.

Jeśli ktoś jeszcze nie czytał „451 stopni Fahrenheita”, powinien to niezwłocznie uczynić. Niewątpliwie książka ta należy do ścisłej klasyki gatunku, a jej przesłanie godne jest tego, by się nad nim dłużej zastanowić. Natomiast ci, którzy znają poprzednie tłumaczenie, nie stracą wiele jeśli nie poznają nowego przekładu. Klimat książki w obu wersjach, choć nieco odmienny, pozostał zachowany. Jednak jeżeli ktoś jest prawdziwym fanem twórczości Bradbury`ego zapewne i tak sięgnie po nową edycję.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja