Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Dom Strachu”

Stało się. W moje ręce wpadło kolejne DVD z cyklu „Kino Grozy”, mimo iż wielokrotnie obiecywałem sobie, że już nie sięgnę po żaden tytuł z Carismowej serii. Znów dałem się skusić. Byłem przekonany, że znów popełniłem błąd i stracę kolejne półtora godziny z życia. Stało się jednak inaczej bowiem „Dom Strachu” znacznie przerósł moje oczekiwania.

Autobus wiozący więźniów ulega wypadkowi, zderzając się z samochodem Dr Douglasa Madsena. W wyniku wypadku tylko czwórce więźniów udaje się przeżyć, a jeden ze skazańców jest ciężko ranny. Po zabiciu wszystkich strażników, więźniowie porywają doktora, by ten zaopiekował się ich poturbowanym towarzyszem. Uciekają do lasu, gdzie po pewnym czasie natrafiają na tajemniczy dom. Mieszkańcy domu, sterroryzowani przez przywódcę uciekinierów – Artura, pozwalają skazańcom zatrzymać się u siebie. Nie okazują jednak strachu, a ich zachowanie z każdą chwilą staje się coraz dziwniejsze. Rozpoczyna się rzeź i to intruzi stają się jej ofiarami. Cudem ocalały Dr Madsen przekonuje się, że historia lubi się powtarzać…

„Dom Strachu” opowiada dwie, niemal identyczne historie. W obu mamy do czynienia ze skazańcami, trafiającymi do opuszczonego domu w samym środku lasu. Jedyne, co się zmienia, to sami więźniowie. Kwestię doktora Madsena, który pojawia się w obu historiach, rozwiązano, każąc mu przeżywać swojego rodzaju deja vu. Jest to interesujący zabieg, lecz nie da się ukryć, że został zastosowany by przedłużyć czas projekcji. Gdyby twórcy zdecydowali się na przedstawienie przygód tylko jednej grupy skazańców, cały film trwałby nie więcej niż godzinę. A tak czas projekcji wynosi ponad sto minut.

W obsadzie filmu znaleźli się niemieccy aktorzy o różnym poziomie umiejętności. Niektórzy z nich, jak na przykład Christopher Kriesa czy Dan van Husen, poradzili sobie ze swoimi rolami bez zarzutu. Nie da się tego jednak powiedzieć na przykład o Simonie Newbym, odtwórcy Artura, czy o Martinie Ittenbach, której przypadła w udziale rola Alice. Tak nierówny poziom gry aktorskiej na pewno nie wychodzi filmowi na dobre.

Podczas oglądania nie zwróciłem większej uwagi na udźwiękowienie, można więc uznać, że prezentuje się ono przeciętnie. Zainteresowała mnie natomiast scenografia. Niewątpliwie jest ona bardzo prosta i twórcy raczej nie włożyli w nią wielkich pieniędzy, ale ma w sobie coś, co przyciągnęło moją uwagę. Wiekowy, nieco zniszczony dom z paroma drobnymi pokojami oraz zajmującym większość budynku salonem. Na dodatek jest on ze wszystkich stron otoczony lasem. Muszę przyznać, że ma to pewien klimat. Co prawda nie odczułem choćby namiastki grozy, jednak ta specyficzna lokacja, wraz z jej intrygującymi mieszkańcami, posiadała to coś, co nie pozwalało odejść od telewizora.

„Dom Strachu” jest nie lada gratką dla miłośników gore. Sympatycy dużej ilości krwi, wypruwanych wnętrzności i spływających po ścianach flaków na pewno nie będą zawiedzeni. Fakt, ich wykonanie pozostawia trochę do życzenia, ale ma to swój urok. Tym bardziej, że efektom gore często towarzyszy nutka groteski – jak na przykład w scenie, kiedy bandyta miażdży głowę policjanta przy pomocy kamienia. Daje to widzowi wyraźny znak, że film można, a nawet należy odbierać z przymrużeniem oka.

Muszę przyznać, że spotkało mnie duże zaskoczenie. Jeszcze niedawno byłem pewien, iż w „Kinie Grozy” nie pojawi się już więcej nic ciekawego i spisałem tę serię na straty. Tymczasem „Dom Strachu”, mimo iż jest kiepskim horrorem, okazuje się interesującym smaczkiem dla sympatyków gore. Obraz Olafa Ittenbacha posiada sporo poważnych wad, ale ma też kilka mocnych stron. Czy warto go oglądać? Decyzję pozostawiam Wam. W każdym razie ja nie żałowałem.

Ocena: 5+/10

Tytuł: Dom Strachu
Tytuł oryginału: House of Blood
Reżyseria: Olaf Ittenbach
Scenariusz: Olaf Ittenbach, Thomas Reitmair
Data premiery: 2006
Kraj: Niemcy
Czas trwania: 105 minut
Obsada: Christopher Kriesa, Martina Ittenbach, Jurgen Prochnow, Dan van Husen, Gunter Bender

Ocena: 5/5

Dyskusja