Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Mroczny Rycerz”

Na nowego Batmana fani czekali z zapartym tchem już od czasów premiery „Batman: Początek”. Nieodżałowana i nagła śmierć Heatha Ledgera w styczniu tego roku, brzydko mówiąc, również przyczyniła się do promocji filmu, czy nam się to podoba czy nie. Zresztą na temat pośmiertnej reklamy napisano już wiele, dość powiedzieć, że np. książki Ryszarda Kapuścińskiego najlepiej sprzedawały się po jego śmierci. Abstrahując od tego wszystkiego, „Mroczny Rycerz” to dzieło po prostu dobre i godne uwagi. Posłuchajcie.

Historia jaką tym razem snuje przed nami Chris Nolan („Memento”, „Prestiż”) jest ścisłą kontynuacją jego poprzedniego dzieła o człowieku-nietoperzu. Miasto Gotham dzięki lokalnym władzom, z charyzmatycznym prokuratorem generalnym – Harveyem Dentem (Eckhart) i niemałą pomocą Batmana (Bale) – powoli podnosi się z upadku. Gangsterzy boją się działać otwarcie, a mafiosi szarpią się w niemocy i zagryzają zęby, dzieląc między sobą coraz mniejsze zyski. W tym momencie pojawia się ktoś zupełnie nieszablonowy, osoba, która bez skrupułów i kompleksów postanawia raz na zawsze pozbyć się pasożyta, jakim niewątpliwie dla półświatka jest Batman. Joker (Heath Ledger) jest dziwakiem, budzi obrzydzenie i lęk zarówno u mieszkańców Gotham, jak i u najmujących go przestępców. Jednak ktoś musi przełamać ten impas, szalony Klaun, który niespodziewanie pojawił się w mieście, jest idealnym do tego narzędziem.

Fabuła, jak na typowy film akcji przystało, jest szablonowa i w dużym stopniu przewidywalna, natomiast w kilku miejscach mocno zaskakuje. Źli i brzydcy biją się z dobrymi i pięknymi, a jak wiadomo, tam gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, więc niestety ofiar jest sporo. Na szczęście, twórcy nie doprowadzili poziomu przemocy do rangi groteski, jak to czasami się dzieje (np. „Rambo 4”), a poziom adrenaliny i napięcia jest umiejętnie dozowany – po 2,5 godziny seansu nie czułem znudzenia, powiem więcej – chciałem jeszcze! Muszę się natomiast przyczepić do ewidentnych dziur w scenariuszu. W wielu momentach lepiej nie zastanawiać się nad realnością wydarzeń. Akcja pędzi na złamanie karku, więc bohaterowie niezwykle szybko przemieszczają się po całym mieście, co czasem wywołuje wątpliwości co do prawdopodobieństwa niektórych scen. Jednocześnie mają czas na żmudne przygotowania, zastawianie pułapek i efektowne wykończenia. Trochę to wszystko uproszczone, więc lepiej nie wnikać, a zabawa będzie przednia.

To, co podoba mi się u Nolana, to łatwość prowadzenia narracji oraz umiejętność wyciągnięcia na powierzchnię najistotniejszych cech bohaterów. A tych „Mroczny Rycerz” ma kilku: Joker, Batman (czyli miliarder Bruce Wayne), prokurator Harvey Dent, naczelnik z wydziału zabójstw Jim Gordon (tym razem słaby Gary Oldman) i w końcu samo Miasto Gotham. Relacje między postaciami toczą się na wielu płaszczyznach, co nadaje im głębi i realności. Ponadto w filmie bardzo mocno zaznaczony jest dualizm ludzkiej natury, motyw ten przewija się w wielu sytuacjach i działaniach, a ostateczną egzemplifikacją jest pojawienie się nowego czarnego charakteru – Twoface’a. To właśnie złożone osobowości są moim zdaniem największą zaletą nowego „Batmana”. Świetnym przykładem jest sam Joker, którego nie ukazano jednoznacznie w złym świetle. Przypomina Mefistofelesa z „Fausta” lub nawet Wolanda z „Mistrza i Małgorzaty” (a nawiązując do bardziej aktualnego repertuaru to postać Jigsawa z cyklu „Piła”) – nie jest sam w sobie do końca zepsuty, on jest siłą sprawczą, wyzwala w ludziach mroczne instynkty, jest zapalnikiem, „żywym chaosem”. Oczywiście jego metody to czyste zło, morderstwa i zniszczenie. Jest bez wątpienia szalony, ale to wszystko nie jest takie czarno białe. Podobnie jest z Batmanem – jest on nie tylko herosem, ale przede wszystkim zwykłym człowiekiem, ze swoimi wątpliwościami i wadami. Nawet jego działalność nie wszystkim się podoba. Przecież działa on poza prawem, co automatycznie stawia go na przegranej pozycji w społeczeństwie. Każdy ma dwie twarze – ten truizm można odnieść niemal do wszystkich. Wypada tylko pogratulować reżyserowi i odtwórcom głównych ról, gdyż ukazali to w sposób perfekcyjny.

W tym momencie chylę czoła przed młodym jeszcze Nolanem, póki co każdy jego film spotkał się z gorącym przyjęciem zarówno widzów jak i krytyki. Na pewno jest to jeden z najzdolniejszych reżyserów młodego pokolenia, przed którym widać świetlaną przyszłość. W odróżnieniu od np. Michaela Bay’a (z którym jest porównywany), jego dzieła mają niezaprzeczalny klimat i głębię, której brakuje „Bayformersowi”. Oby tak dalej. Natomiast olbrzymią stratą jest zmarły tragicznie Heath Ledger. To między innymi on stanowi o sile przekazu „Mrocznego Rycerza”. Warto obejrzeć ten film właśnie ze względu na tą rolę. Mówi się nawet o pośmiertnym przyznaniu mu Oskara, ale nie chcę tego komentować. Z drugiej strony po jego samobójstwie, w Hollywood były głosy, aby wyciąć wszystkie sceny z jego udziałem. Na szczęście była to tylko garstka krzykaczy. Jak sam aktor mówił w wywiadach, postać Jokera przygnębiała go, a żeby lepiej przygotować się do tej roli, zamknął się na 6 tygodni w hotelu, gdzie trenował charakterystyczną wymowę i styl poruszania się. Wyszło genialnie.

Trudno wybić się na takim tle. Inni aktorzy wypadają zwyczajnie i blado. Christian Bale gra tak samo dobrze jak w poprzedniej części. Natomiast mój ulubiony Gary Oldman cały czas ma tak beznadziejną i bezpłciową postać, że doprawdy nie wiem jak mógł przyjąć tę rolę. Jego interpretacja starego gliny męczonego wyrzutami sumienia jakoś mnie nie przekonuje. Gdzieś zabrakło tej iskry szaleństwa, za którą go lubię z innych filmów. O wiele lepiej wypadł Aaron Eckhart. Pamiętam go przede wszystkim z roli brutalnego detektywa w „Czarnej Dalii” Briana De Palmy, a tutaj poradził sobie równie dobrze. Gdybym miał skomentować jednym zdaniem: Ledger, potem długo nic i cała reszta. Jeśli zaś chodzi o drugi plan, to myślę, że każdy chciałby mieć takiego dziadka jak dobrotliwy Alfred (Michael Caine). Również plus dla Erica Robertsa za postać mafijnego bossa. Może po tej roli znowu wróci do dobrej passy po latach banicji w niskobudżetowych produkcjach.

Czynnikiem wyróżniającym obie części „Batmana” jest muzyka, skomponowana przez Hansa Zimmera, która towarzyszy widzowi praktycznie przez cały czas. Na pewno nie jest to film muzyczny, ale okresy ciszy są naprawdę bardzo krótkie. Resztę wypełniają orkiestrowe impresje na temat tego, co dzieje się na ekranie oraz monumentalne bębny. Również jako oddzielny soundtrack słucha się tego bardzo dobrze. Jednym słowem, autor muzyki do „Gladiatora” (za którą zdobył Oskara) i tym razem dał popis swojej wirtuozerii.

„Mroczny Rycerz” to zdecydowanie film warty polecenia. Myślę, że przytoczone argumenty przekonały Was, a nieliczne minusy nie zepsuły obrazu całości.

Ocena: 8/10

Tytuł: Mroczny Rycerz
Tytuł oryginału: The Dark Knight
Reżyseria: Christopher Nolan
Scenariusz: Christopher Nolan, Jonathan Nolan
Muzyka: Hans Zimmer, James Newton Howard
Data premiery: 2008-08-08 (Polska) , 2008-07-14 (Świat)
Czas trwania: 152 minuty
Kraj: USA
Obsada: Christian Bale, Heath Ledger, Aaron Eckhart, Michael Caine, Maggie Gyllenhaal, Gary Oldman, Morgan Freeman

Ocena: 8/5

Dyskusja