Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Superhero”

Niełatwo jest nakręcić dobrą parodię. Wniosek ten może wysnuć każdy, kto w ciągu ostatnich lat interesował się tego typu kinem. Parodii powstaje całe mnóstwo: kolejne „Straszne filmy”, „Lord of the strings” czy obrazy naśmiewające się z „Opowieści z Narnii”. Jednak niemal wszystkie, poza nielicznymi wyjątkami, były kiepskie, a prezentowany w nich humor był jak żywcem wyjęty z rynsztoka. Co zatem skusiło mnie by pójść do kina na „Superhero”? Do tej pory zadaję sobie to pytanie.

Rick Ricker to nieśmiały, ofermowaty i totalnie nieatrakcyjny nastolatek. Nie ma zbyt wielu przyjaciół, taki typowy chłopiec do bicia. Od dawna podkochuje się on w koleżance z klasy – szkolnej blond-piękności, Jill Johnson. Dziewczyna nie dość, że nie zwraca na niego najmniejszej uwagi, to ponadto związana jest z tępym osiłkiem, który chyba zamienił mózg z mięśniami. Kiedy pewnego razu klasa wybiera się na wycieczkę do miejscowego laboratorium, Rick zostaje ukąszony przez genetycznie zmutowaną ważkę. Niebawem odkrywa u siebie niesamowite zdolności – zyskuje nieludzką siłę i zręczność, potrafi chodzić po ścianach, a chłopak Jill nie stanowi już dla niego problemu. Ricker zamierza wykorzystać niezwykły dar i pomagać ludziom, a w związku z tym postanawia zostać superbohaterem. Jako Dragonfly staje na drodze niebezpiecznemu Lou Landersowi, zwanemu Klepsydrą, który posiadł umiejętność wykradania ludziom ich życiowej energii. Zadaniem herosa jest – a jakże! – uratowanie mieszkańców miasta przed niechybną zgubą.

„Superhero” nie jest parodią filmów o superbohaterach, lecz parodią pierwszej części „Spider-Mana”. Obraz Craiga Mazina nie różni się od dzieła Sama Raimi’ego praktycznie niczym. Sceny są niemal identyczne jak w produkcji o człowieku pająku i następują po sobie niemal bez żadnych modyfikacji – wyłączając fakt, że są lepiej lub gorzej sparodiowane, a główny bohater został ukąszony przez ważkę. Parafrazy scen z takich filmów jak „Batman: Początek” czy „Fantastyczna czwórka” również się tu pojawiają, choć jest ich raptem kilka. A szkoda, bo na przykład fragment nawiązujący do „Batmana” to jeden z najzabawniejszych momentów.

Humor „Superhero” jest raczej prostacki. Wśród scen, które w zamierzeniach twórców miały najbardziej śmieszyć, dominuje dowcip na bardzo niskim poziomie. Bo jak tu się śmiać z siedemdziesięcioletniej kobiety, która puszcza bąki przez sen? Albo z głównego bohatera, który nagle stał się seksualnym celem kilkudziesięciu wypuszczonych z klatek zwierząt? To nie jest zabawne – raczej żałosne i żenujące. Skłamałbym jednak mówiąc, że w trakcie seansu nie uśmiałem się ani razu. W filmie Mazina pojawiło się kilka scen, które wzbudziły we mnie szczery śmiech – między innymi parodie rozmów z Tomem Cruisem, czy szanowany profesor, proponujący uczniom marihuanę podczas publicznego przemówienia. Ogólnie jednak, prezentowany w „Superhero” humor wygląda mizernie i zadowoli co najwyżej tych niezbyt wyrafinowanych widzów.

Oprawa techniczna niestety nie stoi na najwyższym poziomie. Gra aktorów nie należy do najlepszych. Wielki zawód sprawił mi Leslie Nielsen, który w „Superhero” wypada dosyć blado, nieco na siłę starając się być zabawnym. Jednak przed osiągnięciem poziomu dna, obsadę ratuje Drake Bell, któremu odgrywanie Ricka Rickera przyszło naturalnie i z łatwością. Muzyka w „Superhero” do najlepszych nie należy. Odpowiedzialny za nią James Venable skomponował nijaki podkład, który z całą pewnością nie budzi wielu skrajnie pozytywnych emocji. Jakby tego było mało, scenariusz autorstwa Craiga Mazina jest totalną zżynką z twórców pierwszej części „Spider-mana”. Początkowo idea tak wiernej parodii, parafrazującej scenę w scenę film Raimi’ego wydała mi się interesująca. Później jednak zaczęła irytować, gdyż znając parodiowany produkt wiedziałem dokładnie, czego mogę spodziewać się w kolejnych scenach. Zakończenie również nie powaliło mnie na kolana. Sprawiało wrażenie, jak gdyby było robione na siłę, byle jak najprędzej zakończyć etap zdjęć i wpuścić film do kin w wakacje. Ciężko się temu dziwić, wszak to właśnie latem srebrny ekran ściąga największe rzesze niewymagających, nastoletnich widzów. Wystarczy wspomnieć, że od rozpoczęcia finałowej walki do pojawienia się napisów końcowych mija nie więcej niż pięć minut.

Reasumując, „Superhero” to kolejna kiepska parodia twórcy „Strasznego filmu”. Pomysły Craiga Mazina na rozbawienie widzów z filmu na film są coraz słabsze. Niestety, kilka śmiesznych gagów i Pamela Anderson w obsadzie to za mało, by komukolwiek polecić ten obraz. Nie oglądajcie „Superhero”, bo nie warto. Szkoda czasu i pieniędzy.

Ocena: 2/10

Tytuł: Superhero
Tytuł oryginału: Superhero Movie
Reżyseria: Craig Mazin
Scenariusz: Craig Mazin
Muzyka: James Venable
Data premiery: 2008-06-06 (Polska), 2008-03-27 (świat)
Kraj: USA
Czas trwania: 85 minut
Obsada: Leslie Nielsen, Pamela Anderson, Drake Bell, Sara Paxton, Christopher McDonald

Ocena: 2/5

Dyskusja