Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Fantastyczna podróż – Wyspa Przypływów i inne opowieści” – recenzja

Dla wielu Grzegorz Rosiński to niekwestionowany Mistrz komiksu europejskiego. Dla nas, Polaków, tym bardziej ważny, że innych rodzimych twórców o tak bogatym dorobku i cieszących się uznaniem na całym świecie raczej nie mamy. Oczywiście, sławę przyniosła mu seria „Thorgal”, z którą od ponad trzydziestu lat zdobywa kolejne pokolenia fanów. Ale perypetie dziecka z gwiazd to nie jedyne dzieło polskiego rysownika, który w swoim dorobku posiada także humorystyczne przygody pewnych żeglarzy. Wydana w częściach na Zachodzie pod koniec lat 80-tych „Fantastyczna podróż” trafiła nad Wisłę jakieś 20 lat później w zbiorze siedmiu krótszych bądź dłuższych historyjek.

Wesoły, a wręcz absurdalny rejs okrętu „Black Mary” z angielskim kapitanem Williamem Wattem, kontrowersyjnym Szkotem Mac Haggisem i nieco zakręconą załogą na pokładzie, przypomina trochę wyprawę Odyseusza. Dzielni żeglarze trafiają na dziwne wyspy i jeszcze dziwniejsze, zamieszkujące je postaci, musząc zmagać się z wszelkimi, czyhającymi na nich niebezpieczeństwami, a przede wszystkim starają się rozśmieszyć czytelnika. Niestety, niezbyt się to udaje.

Scenarzysta – Jean-Claude Smit le Benedicte, znany także pod pseudonimem Mythic (cykle „Halloween Blues” oraz „Alpha”) sili się na wywołanie uśmiechu u odbiorcy. Ale żarty są raczej drewniane, a fabuła nie porywa wcale. W zasadzie album czyta się na siłę, brnąc przez kolejne opowiadania bardziej z obowiązku niż dla przyjemności. Kreacja bohaterów zupełnie leży i kwiczy. Jedynie w przypadku rudowłosego Szkota zostały zachowane jakieś pozory wyrazistości, dzięki czemu zapada on choć trochę w pamięci. Anglik jest natomiast tak przeciętny, że zapomina się o nim nawet w trakcie lektury. Podobnie jest z kolejnymi przygodami – są bo są, ale żadna nie urywa niczego i nie wywołuje choćby cichego „wow”.

Obrazek

Komiksu nie ratują nawet bardzo dobre rysunki Grzegorza Rosińskiego. Ciekawa kreska, odmienna od tej znanej z „Thorgala”, a bardziej przywodząca na myśl stare zeszyciki z cyklu „Legendy Polskie”, czyli mniej szczegółowa, kierowana do młodszego odbiorcy lub w zamierzeniu podkreślająca wesołość, której niestety zabrakło. Dlatego do końca albumu dociera się tylko i wyłącznie dzięki kadrom ilustratora, a nie fabule scenarzysty.

Być może „Fantastyczna podróż” miała w zmierzeniu konkurować z tak sławnymi, humorystycznymi seriami jak „Asterix i Obelix” czy bardziej lokalnie – „Kajko i Kokosz”, ale daleko jej do klasyków gatunku. Nie udaje jej się porwać czytelników jak „Tytus, Romek i A’Tomek” w wyprawie na „Wyspy Nonsensu”. Nie wzbudza chęci sięgnięcia ponowie po przygody żeglarzy, a wręcz przeciwnie – wyparowuje z umysłu już w trakcie czytania. Oddając sprawiedliwość autorom, nie można powiedzieć, że „Wyspa Przypływów” i inne opowieści jest całkowicie beznadziejna. Nie. Jest po prostu słaba, bądź co najwyżej przeciętna i znaleźć się powinna tylko i wyłącznie w kolekcjach fanów Rosińskiego.

Dyskusja