Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Grzebanie w przeszłości – recenzja książki „Korund i Salamandra”

Przyznaję, iż „Korund i Salamandra” to moje pierwsze spotkanie z rosyjską fantastyką. Powiem więcej, dopóki nie skończyłem powieści i nie przeczytałem informacji redakcyjnych, to nie miałem pojęcia, że Ałła Gorelikowa pochodzi z Rosji. Jak dla mnie jest to trochę tajemnicza sprawa. Napisano bowiem, że prawa autorskie do powieści (oprócz oczywiście Fabryki Słów) ma wydawnictwo „Kryłow” z o.o., a tytuł oryginalny brzmi „Kopoha”. Poszukałem trochę w Internecie i nie znalazłem żadnych informacji ani o autorce, ani tym bardziej o takim wydawnictwie. Przyszedł mi do głowy pomysł, aby sprawdzić w słowniku polsko-rosyjskim znaczenie oryginalnego tytułu i okazało się, że pasuje. „Kopoha” oznacza kopać, a o tym właśnie jest ta książka, o grzebaniu w przeszłości.

Głównym bohaterem „Korundu i Salamandry” jest pokorny brat Błażej – nowicjusz klasztoru Zofii Nadchodzącej w Korwarenie. Dobry Bóg łaskawie obdarzył go niezwykłą umiejętnością odczytywania przeszłości z przedmiotów, potrafi on opowiedzieć historię ludzi, którzy kiedykolwiek mieli z daną rzeczą styczność. Przewielebny Ojciec – opiekun zakonu, postanawia w dobrej wierze wykorzystać ten nadzwyczajny dar i odkryć prawdziwą historię Trudnych Czasów Targali. Kroniki pełne są białych kart, świadkowie tragicznych wydarzeń umarli już setki lat temu, a minstrele… cóż, ilu ich świat nosi, tyle jest wersji legendy. Przewielebny, w porozumieniu z hierarchami Kościoła, odkrywa prawdę, a przynajmniej tę wygodną jej wersję. Błażej kopie.

Język powieści nie przekonuje. Często poważne opisy przyprawiają raczej o uśmiech politowania, niż o zadumę. Książka zbudowana jest na zasadzie dwóch płaszczyzn, z jednej strony mamy czasy teraźniejsze (nieokreślone, późne średniowiecze), a z drugiej dzieje o kilka stuleci starsze. Główny bohater bierze do ręki kolejne fanty, a my przenosimy się wraz z jego wizjami w przeszłość. Słownictwo stylizowane jest na czasy dworskie, coś na kształt „wachlarzykowej sagi” Feliksa Kresa, tylko zrobione z wiele mniejszą wprawą i gracją.

Śmieszyć może też ukazanie relacji między bohaterami. W całej powieści występują ledwie 3-4 kobiety i całe tabuny mężczyzn. Są bogobojni braciszkowie, żołnierze, królowie, książęta, wasalowie i tego typu menażeria. Autorka próbuje przedstawić przyjaźń, oddanie, gniew, ale robi to w sposób nieprawdziwy, przejaskrawiony i sztuczny. Dialogi między np. bratem Błażejem, a bratem Sergiuszem (którzy zostają przyjaciółmi) są na poziomie liceum, zresztą tak samo jak emocje i uczucia. Podobnie jest z innymi bohaterami i ich zachowaniami, skąd można wnioskować, że książka kierowana jest do młodego odbiorcy. Nie uświadczymy tu ostrych tekstów w stylu George’a Martina, Piekary czy choćby Sapkowskiego. Całość przypomina raczej trylogię „Tamuli” Davida Eddingsa, czy sagę o Krogulcu Ursuli Le Guin, chociaż styl jest nieporównywalny – „Korund i Salamandra” to bajka dla dzieci.

Czy jest aż tak źle? Na szczęście fabuła ratuje całość. Książka jest wciągająca i ciekawa. Muszę przyznać, że z zainteresowaniem poznawałem burzliwą historię Targali. Obok wątku politycznego, opisu poszczególnych władców ościennych – ich pozycji i odniesienia do bieżących spraw kraju, mamy też wątek miłosny i nadnaturalny. Jedną ze stron konfliktu w królestwie są Podziemni, czyli gnomy wraz z ich rzemiosłem i magią. Pojawia się tu problem segregacji rasowej, z tym, że autorka poucza nas, stawia się w pozycji nauczyciela, który mówi „wszyscy powinni być równi” – a dojrzały czytelnik niekoniecznie potrzebuje takiego moralizatora. Jest kilka niespodziewanych zwrotów akcji, ktoś okazuje się zdrajcą, jakiś poboczny element nagle zaczyna odgrywać kluczową rolę – pod tym względem jest dobrze. Niestety reszta pozostawia wiele do życzenia.

„Korund i Salamandra” nie jest książką kiepską, jednak nie trafia w mój gust i oczekiwania. Jestem pewien, że niektórym z Was spodoba się taki baśniowy styl Ałły Gorelikowej. Przekonać się o tym możecie tylko w jeden sposób – oczywiście siadając do lektury.

Ocena: 5/10

Tytuł: Korund i salamandra
Autor: Ałła Gorelikowa
Tłumaczenie: Witold Jabłoński
Autor okładki: Piotr Cieśliński
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: 2008
Ilość stron: 358
Seria: Obca Krew
Cena: 29,99 zł

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za udostepnienie darmowego egzemplarza do recenzji.

Dyskusja