Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Jeż Jerzy: Ziom” – recenzja

Życie Jeża Jerzego nigdy nie było nudne. Gdziekolwiek kolczasty skejt się nie wybierał i czegokolwiek nie robił, prędzej czy później odnajdywały go kłopoty, z których nie zawsze miał szczęście wychodzić cało. W rezultacie jednak bohater ten dźwiga bagaż życiowych doświadczeń, których nie powstydziliby się najznamienitsi herosi rodzimego komiksu. Kolejny, szósty już wydany przez Egmont album z jego przygodami, dobitnie to potwierdza.

W odróżnieniu do większości dotychczasowych tomów, w których epizody z udziałem Jerzego posiadały pewien wspólny, tematyczny mianownik, historie zaprezentowane w „Ziomie” stanowią istny miszmasz pomysłów Leśniaka i Skarżyckiego. Próżno doszukiwać się w nich wyraźnych wspólnych wątków, tym bardziej, że autorzy po raz kolejny postawili na lubianą przez fanów Jerzego formę zbioru krótkich, niepowiązanych ze sobą, efektownie spuentowanych obrazkowych opowieści.

O tym, że w autorach Jeża Jerzego drzemią niespożyte pokłady inwencji, każdy miłośnik tego bohatera przekonywał się już niejednokrotnie. W „Ziomie” nie jest inaczej. Ponownie postawiono przed nim szereg nietuzinkowych wyzwań. Jednym z nich będzie powracający w wielkim stylu El Dresso, mający z Jeżem dawne, niewyrównane rachunki. Innym razem Jerzy zostaje porwany przez rosyjską mafię, udaremnia zamach przygotowywany w Polsce przez islamskich terrorystów, a także, w kuriozalny sposób, usiłuje podnieść morale panujące wśród stacjonujących w Iraku polskich żołnierzy. Dostaje ponadto intratną propozycję zrobienia kariery jako gwiazda rapu, a przy innej okazji wywiera niemały wpływ na panujące w Polsce odzieżowe trendy. Wszelkie zaś stresy, których każdego dnia Jeży przeżywa nad wyraz wiele, odreagowuje w typowy dla siebie sposób – racząc się piwem, paląc marihuanę i umilając sobie czas w towarzystwie pięknych dziewczyn lekkich obyczajów.

Obrazek

Tradycyjnie, autorzy komiksu wykazali się niemałą autoironią, umieszczając na łamach „Zioma” siebie samych i towarzysząc Jeżowi w jednej z przygód, w innych zaś – występując pod wspólnym określeniem „Autores”, ukazując swoje napięte niekiedy relacje z tytułowym bohaterem. Ponadto, warto odnotować, iż w opisywanym albumie Jeż Jerzy ma także okazję zetknąć się z bohaterem innego, dobrze znanego polskiego komiksu – ekoterrorystą znanym jako Likwidator.

Fanom Jeża Jerzego „Ziom” z pewnością przypadnie do gustu. Bo chociaż nie jest to najlepszy z wydanych dotąd albumów jego przygód, to zawiera wszystko to, za co jedni go uwielbiają, a inni nienawidzą: ogromne pokłady mocnego, choć niewysokich lotów dowcipu pozbawionego najmniejszej dozy szacunku dla tego, co zwykło się nazywać polityczną poprawnością. A wszystko to, tradycyjnie, w przyjemnej dla oczu, atrakcyjnej oprawie wizualnej. Warto!

Dyskusja