Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Znowu diabeł? – recenzja komiksu „Ursynowska Specgrupa do Rozwałki – Meta Metal”

No nie!

Polski rynek komiksowy serwuje czytelnikowi praktycznie każdy rodzaj lektury. W dzisiejszych czasach możemy z łatwością znaleźć na półkach księgarni czy salonów prasowych to, co nas interesuje. Często są to pozycje, które nas zadowolą bez cienia wątpliwości, a czasami będziemy żałować każdej wydanej złotówki. Nieraz trudno jednoznacznie określić, do której grupy zalicza się nasz zakup.

I właśnie takim niejednoznacznym do określenia komiksem jest „Ursynowska Specgrupa do Rozwałki”. Album ten stworzył duet młodych twórców: Marek Oleksicki i Łukasz Mieszkowski. Historia, którą zaprezentowali, jest oryginalna, ale skonstruowana w przedziwny sposób.

Z prologu w zasadzie niezbyt dużo się dowiadujemy. Dziadek ofiarowuje wnukowi stary karabin, z nakazem by ten bronił ojczyzny. I nagle fabuła się urywa, przerzucając akcję o kilka lat do przodu. Oczywiście, taki zabieg narracyjny jest jak najbardziej poprawny, ale zamiast chłopca z prologu śledzimy losy zupełnie innych ludzi, młodych „metali”. Jeden z nich, zakochany w popularnej dziewczynie ze szkoły, postanawia zerwać z dotychczasowym stylem życia. Jego przyjaciele wypierają się go, a dziewczyna odrzuca. Zdruzgotany Wędlina, bo tak młodzieniec ma na imię, oddaje się w ręce Szatana.

Wątek ten wyeksponowany był w tak wielu filmach i serialach, że zaczyna już nużyć. Ile można tworzyć historii wokół stereotypów, że każdy długowłosy w ramonesce to satanista? Widocznie nie przeszkadzało to scenarzyście „Ursynowskiej Specgrupy do Rozwałki”. Jednak co innego chcę mu zarzucić. Dopiero w połowie komiksu powraca do starszego już chłopca z prologu, de facto głównego bohatera komiksu, członka tytułowej Specgrupy. Nie czuć w ogóle, że to on i jego przyjaciele grają pierwsze skrzypce. Wydaje się, że historia jednak wciąż krąży wokół Wędliny, a grupa do rozwałki to tylko epizodyczne postacie gdzieś z drugiego planu. Fabuła zupełnie ich pomija, na dodatek przez dłuższy czas nie wiemy jak mają na imię. To niewątpliwy minus tej historii – zbytnie skoncentrowanie się na wątkach pobocznych zamiast na głównym.

Komiks z założenia miał być humorystyczny i tu większych zastrzeżeń mieć się nie powinno. Faktycznie scenarzyście udało się zaaranżować nawet kilka całkiem śmiesznych zajść. Humor sytuacyjny przeplatany jest tu z postaciowym. Doskonałym przykładem może być upór starszego portiera. Nie zmieni swojego zdania, szatnia jest obowiązkowa. Nawet jeśli pół budynku stoi w ogniu.

Rysunek dobrze podkreśla humorystykę komiksu. Za plastyczną stronę albumu odpowiadał nie tylko scenarzysta Łukasz Mieszkowski, ale i inny rysownik: Marek Oleksicki. Panowie stworzyli bardzo zgrany zespół na tym polu. Różnice między postaciami, wykonanymi przez dwie różne osoby, są naprawdę niewyczuwalne. Oba style są bardzo dobre dla tego typu komiksów humorystycznych i akcji. Postacie, choć realistyczne i poprawne anatomicznie, niewątpliwie mają wygląd wzbudzający rozbawienie. Drobne wykorzystanie wad w wyglądzie, czasami dodane przejaskrawienia, sprawiają, że bohaterowie wyglądają odrobinę karykaturalnie. O to zresztą tu chodzi.

W przypadku komiksu jakość wydania ma bardzo duże znaczenie. A ta w „Specgrupie” jest bardzo kiepska. Mimo że okładka jest utwardzona, a strony lakierowane, to niestety – całość rozłazi się w rękach jeszcze przed czytaniem. Niewątpliwie album powinien być szyty, a nie klejony. Sprawdzając na stronie internetowej komiksu, można dowiedzieć się, że takie wypadki zdarzały się większej ilości czytelników.

Jeszcze jedną wadą jest coś, co niestety jest typowe dla polskiego rynku komiksów. Nie dotrzymywanie terminów. „Ubek i Jego Pan”, czyli ciąg dalszy tego komiksu, miał się ukazać „już wkrótce”. Minęły dwa lata, a autorzy utrzymują dalej, że prace są w zasadzie na ukończeniu. Tak jednak mówili też i w 2007 roku na łamach swojej strony internetowej.

Niestety, „Ursynowska Specgrupa do Rozwałki”, mimo że wykazuje potencjał, to część z niego marnuje. Fabuła, choć nie odkrywcza, to jest obiecująca. Szkoda tylko, że scenariusz ma tyle niedociągnięć. Mam nadzieje, że jeśli drugi numer wreszcie ujrzy światło dzienne, to będzie już lepiej. Nad zakupem pierwszego zeszytu należy się jednak gruntownie zastanowić.

Dyskusja