Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Przeszłość – tak łatwo tam umrzeć – recenzja książki „Srebna Łania z Visby”

Co się stanie, kiedy ludzie z teraźniejszości utkwią w obcym kraju, cofnięci w przeszłość o prawie pięć wieków? A do tego mają do wykonania misję, jak to często bywa, niemożliwą do wykonania? Odpowiedź jest tylko jedna – będą walczyć o życie.

„Srebrna Łania z Visby” to drugi tom nowego cyklu, autorstwa Andrzeja Pilipiuka. Seria ta ukazuje się od początku tego roku, a już zyskała niemałą popularność.

Od razu w pierwszym tomie autor rzucił swoich bohaterów na głęboką wodę, a i teraz jest dla nich bez litości.
Marek i Staszek, pochodzący z XXI wieku oraz Hela z wieku XIX, zostali cofnięci w czasie. I to na dodatek do Norwegii. Stało się tak za sprawą przybysza z innej galaktyki imieniem Skrat. Co prawda uniknęli dzięki niemu niemal niechybnej śmierci, gdyż Ziemię spotkała zagłada, ale i tak mają się o co martwić. Kosmita wyznaczył im zadanie do wykonania. Muszą odnaleść tajemniczy przedmiot, tytułowe Oko Jelenia. Ale podróżnicy w czasie muszą zadbać przede wszystkim o własną skórę, nim pomyślą o wykonaniu misji.

W pierwszym tomie sprawili sobie tyle kłopotów, że teraz muszą ciągle ukrywać się przed pościgami. Wykonanie zadania schodzi drugi plan kiedy stawką jest własne życie. Z tego powodu przedstawicielka kosmitów, łasica, jest bardzo niezadowolona. Ma ona nadzorować podróżników i trzeba przyznać, że potrafi trzymać ich w ryzach. Doskonale wie, jak najlepiej sprawiać ból ziemskim formom życia.

Andrzej Pilipiuk, w przeciwieństwie do wielu innych pisarzy, tworzących powieści SF, pokazuje, jakich problemów naprawdę może przysporzyć podróż w czasie. Mowa tu na przykład o kwestii przystosowania do nowych warunków i nieznajomości obowiązującego prawa. Także sposób bycia przybyszów wyda się dla lokalnych mieszkańców niewłaściwy, a nawet obrazoburczy. Może to powodować pościgi i nagonki, a nawet przymus ukrywania się przez dłuższy czas. Jeśli dołożymy do tego jeszcze choroby niebezpieczne dla każdego, niezależnie od czasów w jakich się urodził, zaczyna się robić bardzo nieciekawie.

Dzięki próbom, którym poddawani są bohaterowie, widać doskonale ich prawdziwe oblicza. Muszą wykazać się sprytem i odwagą, a jednocześnie być lojalni względem siebie, chociażby w najtrudniejszych warunkach. Portrety psychologiczne są więc bardzo ciekawie zarysowane. Należy tu wspomnieć zwłaszcza o Heli, która zdradza coraz liczniejsze oznaki drugiej jaźni. Jak dowiedzieliśmy się z wcześniejszej książki, w jej głowie znajduje się jeszcze jedna, błędnie wgrana osobowość, która coraz częściej daje o sobie znać.

Niejako nowym trendem w rodzimej literaturze fantastycznej jest to, iż bohaterowie przestają być omnibusami w różnych dziedzinach życia. To przecież normalni ludzie, a nie złote rączki, które stworzą coś z niczego. Marek i Staszek mają problemy z wykonaniem najzwyczajniejszych przedmiotów z XXI wieku. Tym bardziej więc niekiedy nie radzą sobie z takimi rzeczami, od których może zależeć kwestia ich przetrwania.

Andrzej Pilipiuk nie byłby sobą, gdyby, podobnie jak w „Drodze do Nidoras”, nie dorzucił do historii garści spisków polityczno-religijnych. Mamy konflikt nowej wiary duśnkich luteran z prześladowanymi norweskimi katolikami. Jakby tego wszystkiego było mało autor wystawia swoich bohaterów na dylematy natury moralnej. Wszak w obliczu zagrożenia bardzo łatwo o zezwierzęcenie i zatracenie jakichkolwiek hamulców. Zapewne niejeden z czytelników w trakcie lektury zada sobie pytanie: „Co ja zrobiłbym na ich miejscu?”

Mimo że fabuła wydaje się dość zagmatwana, to książka ta została napisana w bardzo przejrzysty i klarowny sposób. Machina fabuły, raz wprawiona w ruch, nie zatrzyma się ani na moment. Autor serwuje nam kolejne zwroty akcji, intrygi czy nieprzewidziane zbiegi okoliczności. Dzięki tym cechom, czytanie „Srebnej Łanii z Visiby” może być niezwykle zajmującą rozrywką, która jednak nie do końca pozwala czytelnikowi na odprężenie. Podczas lektury wodze wyobraźni będziemy mieli napięte do granic możliwości, z zapartym tchem obserwując kolejne poczynania bohaterów. Autor w tej powieści wyraźnie rezygnuje z humoru na rzecz prędko rozwijającej się akcji.

Wszystkie wyżej wymienione czynniki sprawiają, że „Oko Jelenia” czyta się z nieukrywaną przyjemnością, żałując z każdą stroną, iż powieść zbliża się ku końcowi. A czyta się ją naprawdę szybko, bo nieustający dynamizm fabuły nie daje tak łatwo odpocząć czytającemu. Dzięki temu zapewne niejeden z nas, kończąc tę lekturę, sięgnie po następny tom.

Ocena: 7/10

Dyskusja